O tym kogo wolą małe dzieci

O dwulatkach mówi się zwykle w kontekście mało pozytywnym, bowiem bodaj najczęstsze skojarzenie to zbuntowany dwulatek, a to na myśl przywodzi li tylko dziecinę leżącą i wrzeszczącą na środku centrum handlowego, tudzież tupiącą nóżką w innej sytuacji – niekoniecznie przyjemnej dla rodziców. Tymczasem dwulatki to bardzo ciekawe istoty i dziś o takim ciekawym badaniu z udziałem małych człowieków należących do tej grupy wiekowej, a mówiąc ściśle w wieku od 21 do 31 miesięcy, słów kilka chciałam rzec.

W badaniu tym dzieciakom pokazano scenki rodzajowe z udziałem dwóch kukiełek/postaci, które szły w przeciwnych kierunkach i mówiąc najprościej weszły sobie w drogę w związku z czym by mogły pójść dalej, jedna musiała dobrowolnie ustąpić drugiej miejsca, po czym obie kontynuowały podróż w swoim kierunku. Po odstawieniu szopki ze scenką rodzajową, badacze dali dzieciakom do wyboru obie kukiełki i okazało się, że 20 z 23 uczestniczących w badaniu dzieciaków wybrało tę kukiełkę, która „wygrała”, czyli tę, której druga z kukiełek ustąpiła miejsca i przepuściła ją na drodze.

W drugiej części eksperymentu odstawiono podobną kukiełkową scenkę, ale tym razem jedna z kukiełek siłą (poprzez odepchnięcie) wymusiła na drugiej zrobienie sobie miejsca. Którą z kukiełek tym razem wybrały dzieci? Otóż 18 z 22 wybrało w tej sytuacji „ofiarę” a nie „zwycięzcę”.

Następnie przeprowadzono serię wielu kombinacji i wariacji powyższych eksperymentów, które pozwoliły badaczom dojść do wniosku, że wynik ten, nomen omen, wynika z tego, że mali przedstawiciele naszego gatunku preferują te osoby, które mają wysoki status społeczny, manifestujący się tym, że inni im dobrowolnie się poddają/podlegają. Jeśli jednak uległość ta została zdobyta za pomocą siły, to wówczas małe człowieki nie wykazują preferencji wobec tego kto “wygrał”, wręcz przeciwnie wybierają “ofiarę”, unikając “zwycięzcy”. Jest to o tyle ciekawe, że gdy podobne badania prowadzono wśród naszych „naczelnych” kuzynów – małp z gatunku bonobo – takiego rozróżnienia wśród małpiątek nie zaobserwowano, małe bonobusie, preferują bowiem osobnika, któremu inni się poddali, niezależnie od tego w jaki sposób to poddaństwo/podległość została zdobyta.

Autorzy badania snuli potem bardzo ciekawe przypuszczenia zmierzające do wyjaśnienia powyższego wyniku, związane z tym jak zorganizowane są społeczeństwa ludzkie, a jak małpie, tym czy preferencje dzieciaków wynikały bardziej z tego że cenimy tych, którzy mają wysoki status społeczny czy bardziej z unikania ewentualnego zagrożenia ze strony tego, który używa siły fizycznej, tego czy takie preferencje wynikają z obserwacji społeczeństwa, czy dzieci mają je gdzieś wewnętrznie „wgrane” i tak dalej i tak dalej, co doprowadziło do postawienia wielu ciekawych pytań i hipotez.

Ale i bez nich – bez tych wszystkich dywagacji, ot po prostu koncentrując się na wynikach tych dwóch opisanych powyżej podstawowych wariantów eksperymentu – te badania bardzo mnie ujęły. Jest w nich bowiem coś ciekawego, coś pokazującego te małe dwuletnie huragany (a bez kitu dla mnie etap między 1.5 roku a 3 urodzinami berbecia zawsze był tym najtrudniejszym) z zupełnie innej perspektywy. Dlatego choć to krótkie w gruncie rzeczy badanie, to chciałam się nim z wami podzielić – zwłaszcza, że ostatnio przeczytałam komentarz, w którym jakaś dobra duszka napisała, że ja tu nie daję rad, ale zakładam tu matajowe okulary, dzięki którym łatwiej zobaczyć świat oczami dziecka i go zrozumieć. Urzekło mnie to porównanie straszliwie dlatego, zostając przy nim, mam nadzieję, że i dla was opisany powyżej eksperyment stanie się kolejnym filtrem przez który uda się wam spojrzeć na swojego dwulatka trochę inaczej niż zwykle patrzy się na dwulatków.

A póki co – niech moc będzie z wami zwłaszcza gdy wasz (i mój) dwulatek zrobi awanturę o kolor kubka albo kanapkę pokrojoną tak-jak-sobie-zażyczył-ale-jak-już-rodzic-pokroił-to-jednak-okazało-się-że-życzył-sobie-inaczej 😉 to minie, serio!

Thomas i wsp., 2018. Toddlers prefer those who win but not when they win by force.

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

5 komentarzy

  • Odpowiedz Listopad 5, 2018

    Ania

    Ja myślałam że deulatek, ale mam takiego za parę miesięcy czterolatka … całkowicie daje popalić. Nie potrafię z nim rozmawiać bo to Diabelstwo robi absolutnie wszystko co jest zakazane. łącznie z tupaniem, kopaniem i cudami na kiju. Czy ktoś coś na ten temat mądrego pisał? Minie to? Dogadamy się?

  • Odpowiedz Listopad 7, 2018

    Olga

    Hehe, mam podobny egzemplarz w stanie “buntu czterolatka”ale przypuszczam, że to kiedyś minie. Starszemu minęło gdzieś w wieku ok 5,5 i teraz jest na prawdę miłym dzieckiem. Tylko to powstrzymuje mnie od eksperentów z pojemnością okna życia… W porównaniu z tym bunt dwulatka ( mam na stanie również prawie dwulatka) to bułka z masłem. No może czerstwa bułka z lekko zjełczałym masłem.

  • Odpowiedz Listopad 7, 2018

    Kinga

    O maatkooo, mój dwulatek totalnie wpisuje się w ten ostatni akapit i tekst o kanapkach. Ostatnich kilka dni, to istny huragan. Mój bardzo cierpliwy i wyrozumiały mąż już przejawia cechy wyczerpania… Daj, proszę, jeszcze jakies badania, ktore przekonają mnie do tego, żeby jednak nie wysylać berbecia w walizce na drugi koniec świata! ;D

  • Odpowiedz Listopad 9, 2018

    Marysia

    Moja dwuletnia siostrzenica jest dokładnie taka jak opisałaś 🙂

  • Odpowiedz Listopad 12, 2018

    Karina

    Phi tam bunt dwulatka. To jest male piwo. Dla mnie bunt trzylatka i czterolatka to byla dopiero armagedon. A tak serio badania ciekawe. Znaczy sie beda jeszcze ludzie z tych dwulatkow.

Leave a Reply