Bo Pani Cię zabierze, czyli zgubne skutki okłamywania dziecka

„Bo pani Cię zabierze” – rzucone do dziecka, które akurat na środku chodnika postanowiło pokazać tę co mniej ugodową część swego jestestwa.

„Jak nie będziecie grzeczni, to zadzwonię po panów policjantów” – rzucone w akcie desperacji.

„ Jak w tej chwili ze mną nie pójdziesz, to cię tu zostawię” – wypowiedziane z trudem gdy kryzys dopadł i małego człowieka, i cierpliwość tego dużego.

„Och nie zabrałem dzisiaj pieniążków, to nie możemy tego kupić, wrócimy innego dnia” – wypowiedziane w sklepie, kiedy dziedzic lub dziedziczka czegoś pożądali, a my akurat po całym dniu stresu pożądaliśmy li tylko świętego spokoju, więc ta strategia wydała nam się najskuteczniejsza zwłaszcza w unikaniu potencjalnej „histerii”.

„Jak nie zjesz ładnie obiadu to dostaniesz trypra/pryszczy/pypcia/nie urośniesz” – wyrzucone z siebie w akcie niemocy by dziecko zjadło coś „pożywnego”, bo przecież to dla jego dobra.

Myślę, że moglibyśmy mnożyć przykłady, bo każdy z nas albo je słyszał, alb był świadkiem ich używania, albo je sam stosował. Rodzicielstwo nie jest łatwe, a czasem taka droga na skróty, czyli „małe kłamstewko” zamiast tłumaczenia, daje szybki efekt i wydaje nam się całkiem słuszna. Zresztą nie tylko nam – stosowanie tychże ściem w charakterze pręgierza na niewspółpracujące tak jakbyśmy sobie życzyli latorośle obserwuje się w wielu zakątkach naszego globu – praktykę te obserwowano we współczesnych badaniach prowadzonych w USA, gdzie do posiłkowania się kłamstwami przyznaje się 84% rodziców czy w Chinach gdzie przyznaje się do tego aż 98% rodziców. O podobnych naukowych obserwacjach w Polsce nic mi nie wiadomo, ale 34 lata mieszkam tu i swoje zdążyłam usłyszeć więc obstawiam, że i u nas to dość popularna strategia.

Zadziwiające jest więc to jak niewiele jest badań na to czy i jaki jest ewentualny wpływ takiego postępowania na berbecie, ale parę dni temu na światło dzienne wyszyła nowa publikacja poruszająca ten problem. Badanie to przeprowadzono w Singapurze, a udział w nim wzięła grupa niemalże 400 młodych dorosłych, czyli takich co to ledwo co za dorosłych zaczynają być uważani.

Badacze pytali tychże młodych ludzi o to jak często rodzice okłamywali ich w dzieciństwie by wymusić na nich pewne zachowania i posłuszeństwo. Pytania o rodzicielskie kłamstwa dotyczyły mniej więcej tego co wymieniłam we wstępie, czyli kłamstwa związane z jedzeniem (jak nie zjesz to…), zostawieniem gdzieś dziecka (bo cie zostawię!), złym zachowaniem dziecka (jak nie zaczniesz się zachowywać, to zadzwonię po policję) i wydawaniem pieniędzy (zapomniałam portfela, potem wrócimy).

Ale nie były to jedyne pytania jakie zadawano uczestnikom bowiem proszono ich także by odpowiedzieli jak często sami okłamują rodziców, oraz analizowano czy mają jakieś trudności w dostosowaniu psychospołecznym. I jak się słusznie domyślacie (bo przecież nie pisałabym tylu liter gdyby nic ciekawego nie wyszło!) – okazało się, że gdy rodzice stosowali strategię rodzicielstwa opartego na kłamstwie, czyli często dziecko okłamywali tym częściej byli później okłamywani przez swoje dziecko. Dodatkowo okazało się, że ci z uczestników badania, którzy byli częściej okłamywani przez rodziców w dzieciństwie mieli zwiększone ryzyko wystąpienia trudności ze wspomnianym dopasowaniem, które przejawiać się mogło m.in. w agresywnych zachowaniach czy łamaniu zasad.

Oczywiście badanie nie wykazało tu przyczyny i skutku, jedynie korelację więc obserwowane zależności będą wymagały pogłębionej analizy, ale wyniki wcześniejszych analiz sugerują, że ta korelacja to nie taka od czapy w stylu im więcej się je czekolady, tym większa szansa na Nobla, tylko taka prawdziwa w stylu im więcej się je czekolady, tym większa szansa na dużą pupę 😉

W tych wcześniejszych badaniach naukowcy mówili bowiem dzieciom w wieku od 3 do 7 lat, że w sąsiednim pokoju jest wielki słoik cukierków i pytali je czy chciałyby tam pójść z nimi zjeść trochę tych słodkości. Dzieci, jak to dzieci, zgadzały się po czym srodze się rozczarowywały, bo w pokoju nie było żadnego słoja z toną cuksów, a dorosły przyznawał, że w sumie to skłamał, bo chciał tylko żeby dziecko tu przyszło i pograło z nim w grę. Na szczęście dla kubków smakowych dzieci – tylko część z nich przeżywała rozczarowanie, część bowiem obiecany słoik cukierków w sąsiednim pokoju znajdowała – niemniej po jego znalezieniu badacz również proponował dziecku tę samą grę co dzieciom „oszukanym”.

Gra polegała na tym, że badacz ukrywał przed dzieckiem maskotkę przedstawiającą jakąś znaną dziecku postać fikcyjną np. Kubusia Puchatka, a zadaniem dziecka były odgadnięcie cóż to za postać. Po dwóch turach takich zgadywanek badacz nagle przerywał grę, informując dziecko, że musi iść gdzieś zadzwonić i prosząc je by w tym czasie nie podglądało i nie sprawdzało cóż za maskotka jest jeszcze przed nim ukryta. Dorosły opuszczał pokój na 1.5 minuty, a wszystko co robiło dziecko w tym czasie obserwowało czujne oko ukrytej kamery. Gdy dorosły wracał do pokoju prosił dziecko by powiedziało mu całą prawdę, pytając „czy kiedy mnie nie było, podglądałeś?”

Okazało się, że na zachowanie dzieci w wieku 3 i 4 lat nie miało wpływu to czy zostały najpierw przez dorosłego oszukane czy nie, ale już w przypadku dzieci od 5 lat wzwyż było inaczej. Starsze dzieci, które zostały przez dorosłego oszukane na początku, nie tylko częściej podglądały, ale też częściej kłamały, że nie podglądały.

I choć tu mamy osobę dla dziecka obcą, to wystarczył z jej strony jeden oszukańczy akt by dziecko traktowało go inaczej niż osobę, która była prawdomówna. Trudno co jasne przekładać to na bliskie relacje jakie łączą rodzica z dzieckiem, ale i tak uważam, że to dość ciekawe.

Po reakcjach jakie te informacje wywołały na IG, podkreślić jednak muszę, że po pierwsze w pierwszym przywołanym badaniu pisano o rodzicielstwie opartym na kłamstwie, czyli częstym posiłkowaniem się przez rodziców kłamstwem. Częstym – a nie takim, że w dwa tysiące siedemnastym wciskaliśmy dziecku kit, że w tej paczce od mikołaja to wcale nie było tych cukierków ani żadnych innych. Druga rzecz – sami badacze podkreślają, że prawdopodobnie znaczenie ma też kaliber tego kłamstwa. Czym innym będzie powiedzenie „nie kochanie nie ma już cukierków żadnych w domu, skończyły się” a czym innym „jak nie zrobisz tak, a tak to przestanę Cię kochać/zostawię Cię samego” – a przecież dobrze wiemy, że te dwa ostatnie, zdarzają się i biorąc pod uwagę wasze zeznania tudzież obserwacje na ulicy wcale nie tak rzadko.

Dlatego choć to wciąż bardzo wstępne badania to myślę, że warto chyba o nich rozmawiać i przemyśleć. Zresztą sami autorzy choć podkreślają w nocie prasowej, że ich analizy mają pewne ograniczenia to jednak mówią też „nasze badania sugerują, że rodzicielstwo oparte na kłamstwie ma negatywne konsekwencje dla dzieci gdy dorosną. Rodzice powinni mieć tego świadomość i rozważyć alternatywne do kłamstwa rozwiązania jak zauważanie emocji dziecka, informowanie go o tym co będzie się działo by wiedziało czego oczekiwać, oferowanie wyborów czy wspólne rozwiązywanie problemów w celu uzyskania dobrego zachowania od dziecka.”

Może warto o tym pomyśleć, bo choć wiem, że każdy z nas miewa słabsze dni, i że każdy z nas ma mniejsze lub większe rodzicielskie grzechy na sumieniu, to myślę sobie też że jak nam wejdzie w nawyk to wszystkie rzeczy można też załatwić bez sięgania po kłamstwa – dzieciom prawda zwykle wystarcza. Bo tak jak trudno oczekiwać żeby dzieci jadły brokuła kiedy sami jemy ciastka, tak trudno chyba oczekiwać żeby były z nami szczere i mówiły prawdę, kiedy sami ich oszukujemy.

Obserwuj bloga na IG (klik)

Setoh i wsp., 2019.Parenting by lying in childhood is associated with negative developmental outcomes in adulthood

Santos i wsp., 2017. Exposure to Parenting by Lying in Childhood: Associations with Negative Outcomes in Adulthood

Hays i Carver, 2014. Follow the liar: the effects of adult lies on children’s honesty.

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

8 komentarzy

  • Odpowiedz Październik 9, 2019

    malaslonia

    jak zwykle świetny tekst. Zdania typu „jak nie zrobisz tak, a tak to przestanę Cię kochać/zostawię Cię samego” to dla mnie szantaż emocjonalny, nie kłamstwo. Taka miłość warunkowa. Znam dobrze

  • Odpowiedz Październik 11, 2019

    Anka

    Nie mam jeszcze dzieci, ale bardzo lubię czytać Twoje wpisy – właśnie dlatego, że opierasz je na badaniach, które tak słabo przenikają do świadomości. A szkoda! Chociażby to, o czym dzisiaj piszesz jest naprawdę fascynujące, a chyba każdy z nas pamięta jak odkrył, że mama chyba jednak trochę nagięła fakty, mówiąc, że na przykład zadzwoni po policję 😀

  • Odpowiedz Październik 12, 2019

    Asia

    Ja byłam okłamywana, że ryba w panierce to kotlecik. 😉 Ale kłamstwo, które naprawdę mocno przeżyłam, dotyczyło Świętego Mikołaja roznoszącego prezenty 6 grudnia. Naprawdę w to głęboko wierzyłam i to aż do wieku chyba 10 czy 11 lat, kiedy dostałam własny pokój i rodzice nie mogli już tak łatwo podrzucić mi prezentu – jakiś czas po położeniu się do łóżka usłyszałam, jak mama mówi coś do moich starszych braci w drugim pokoju, po czym wchodzi do mnie i zostawia prezent przy moim łóżku. Udawałam że śpię, a kiedy mama wyszła, rozpłakałam się… Myślę, że rodzice powinni się mocno zastanowić, zanim zdecydują się na trwającą dłuższy czas mistyfikację (taką jak z Mikołajem albo ukrywaniem jakiegoś nieprzyjemnego faktu). Te codzienne kłamstewka opisane w poście z pewnością też ranią, szczególnie jeśli są często powtarzane, ale jednak chyba jest to lżejszy kaliber.

  • Odpowiedz Październik 12, 2019

    Wisznu

    Jak to mówią: nie powinno się mówić dziecku “bo pan ciebie zabierze” bo to tylko wzbudza w gowniarzu błędnie mniemanie, że może być komuś potrzebny 😉

    A poważnie – warto rozważyć fakt, że kłamstwo jest bardzo ważną i potrzebną umiejętnością społeczną. Wszyscy kłamiemy, ale od dzieci oczekujemy, żeby zawsze i wszędzie mówiły prawdę.
    Chyba że akurat chcemy, żeby jej nie mówiły.

  • Odpowiedz Październik 13, 2019

    mala_Mi

    A mnie ekstremalnie szlag trafia na takie gadanie “bo pani cie zabierze” i inne proby szantazowania dzieci z powodu poczucia bezsilnosci doroslych… “bo beda konsekwencje!” G…no bedzie skoro dorosly jest zbyt glupi na rozegranie sprawy inaczej.
    Przepraszam, cisnienie mi sie podnosi od swiadomosci jak (niektorzy, calkiem sporo) dorosli traktuja dzieci.
    Mysle nie boli – warto z niego korzystac 🙂 (no wlasnie – bez sensu palowac rodzicow na tym blogu, bo tu przeciez madrzy ludze przychodza…)
    Eh 😀

  • Odpowiedz Październik 14, 2019

    Majka

    Ah, a co z kłamstwami o Mikołaju? Od dawna mnie to zastanawia 😉

    • Odpowiedz Październik 16, 2019

      Alicja

      Nie poruszano tego w tym artykule. Jeśli o mnie chodzi to moi nie wierzą akurat, sama też nie wierzyłam, ale nie twierdzę że to jedyna słuszna opcja.

  • Odpowiedz Listopad 12, 2019

    Lech

    Polska jest chyba w światowej czołówce pod tym względem?, przecież niemal od urodzenia straszy się dzieci jakimś piekłem i diabłami?, do tego wizerunki ukrzyżowanych krwawiących ofiar? Jak się nie będziesz modlić i chodzić do kościoła to tam cię zabiorą itp itd i tak od dziecka przez całe życie?

Leave a Reply