Nasze ostatnie książkowe hity

Książki w naszym domu są bardzo ważne dla wszystkich. Jest to też jedyna rzecz, którą kupuję dzieciom bez umiaru i granic. Nie kupuję w zasadzie zabawek (jeden wyjątek zabawkowy będzie na końcu wpisu tylko), ubrania jedynie jak trzeba, ale książki – no tu mnie macie. Ostatnio widziałam zresztą dyskusję, w której ktoś mówił, że zawsze jak widzi deklaracje rodziców o tym, że nie oszczędzają na książkach to nie podziela zdania, bo przecież są biblioteki i to lepsze wyjście. I jasna sprawa, że biblioteki są w dechę – kocham biblioteki – całe dzieciństwo spędziłam w nich, bo zwyczajnie nie było nas stać na kupowanie książek. Ale teraz jestem w takim momencie życia, że mogę sobie pozwolić na to by te książki kupować to kupuję – i nie, nie dlatego żeby je mieć. Tylko żeby docenić autorów, którzy dni, tygodnie, miesiące, a nawet czasem lata poświęcili na stworzenie swoich dzieł. No to tak tytułem wstępu, bo ostatnio szukając jakiejś książki dla młodzieży wpisałam tytuł w gugiela i pierwsza podpowiedź autouzupełniania jaka się pojawiła to było „tytuł książki pdf”. Znaczy że ludziom nie chce się ani kupić, ani wypożyczyć w bibliotece. Wolą tak po prostu ukraść czyjąś prace. To smuteczkiem mnie napawa.

No dobra już nie smęcę – zamiast tego podrzucam listę książek, które u nas zrobiły ostatnio furorę. Przy czym część to polecenia od… samej Pierworodnej, którą tylko obserwowałam jak wsiąka w daną książkę i potem pytałam czy mogę polecić. Te które uznała za warte polecenia są więc też tutaj. Dla niezorientowanych Pierworodna ma 7 – prawie 8 lat, Drugorodny zaś 5 – to tak żebyście ogarnęli w jakich ramach wiekowych operuję przy poszczególnych poleceniach.

Alicja w krainie przyszłości, czyli jak działa sztuczna inteligencja.

Gdyby ktoś mnie zapytał o moją ulubioną książkę dla dzieci to poza Harrym Potterem, który jest poza konkurencją, wymieniam Sen Alicji (o której pisałam TU) – jedyną książkę prof. Vetulaniego kierowaną do dzieci, która przepięknie objaśnia funkcjonowanie naszego mózgu. Cudo absolutne. W tym roku pojawiła się natomiast druga część tej wspaniałej książki. Tym razem książka powstałą pod kierunkiem prof. Ryszarda Tadeusiewicza i traktuje nie o inteligencji, a o inteligencji… ale tej sztucznej, a także robotach, programowaniu i innych rzeczach, które a) totalnie fascynują moją córkę, b) bez znajomości i rozumienia których chyba trudno będzie obejść się w przyszłości. Książka nie jest litym podręcznikiem automatyki i robotyki tylko podobnie jak Sen Alicji ma przejrzystą formę graficzną ułatwiającą zrozumienie i zapamiętanie treści. Perełka. Drugorodny jeszcze za mały – ale zafascynowana tematyką Pierworodna łapie swobodnie.

Opowieści o zwierzętach, które zmieniły świat. 51 bohaterów z krwi i kości.

Dzieciaki z reguły lubią zwierzaki, a tu mają zbiór ciekawych informacji o zwierzętach bohaterach (np. Fridzie– suczce, która uratowała ponad 50 ofiar trzęsień ziemi), zwierzętach znanych z historii (niedźwiedź Wojtek macha wam łapką!), zwierzętach gwiazdach (sowa grająca Hedwigę mówi hu-hu!), zwierzętach wyjątkowych (np. psiak jednego z faraonów i jego królewskie życie), zwierzętach z legend (co z tą Wielką Stopą?) i mój ulubiony dział – zwierzęta, które odegrały ważną rolę w nauce (ot choćby anonimowe płazińce i znane wszystkim owieczki Dolly). Wszystko w formie krótkich maksymalnie jednostronicowych opowieści, którym towarzyszy ilustracja. Dla dzieciaków atrakcyjne i ciekawe. I dobre dla tych którzy przygodę z samodzielnym czytaniem zaczynają, bo łatwo mogą oderwać się od lektury i do niej potem wrócić bez gubienia wątków.

Abecadło pod lupą. Wielka wyprawa w świat liter.

Ze mnie to jest prawdziwa, prawda, profesjonalna blogerka – jak robię zdjęcia na bloga, to na specjalnym stole, w odpowiednim oświetleniu i aparatem z cudownym obiektywem, a nie że Wiking szarpie mnie w tym czasie za nogę, a ja książkę kładę na szybko bach na stole do jedzenia, na którym walają się karty moich dzieci i okruszki bułki 😀

Centralne kadrowanie też opanowałam do perfekcji! 😀

A teraz coś dla tych młodszych myślę 3-5 letnich dzieci, które lubią jeszcze kiedy książka jest czymś więcej niż tylko tekstem. Tu mamy poznawanie liter alfabetu razem z zabawą w detektywów. Do książki dołączona jest bowiem lupa dzięki, której na ilustracjach książki można dostrzec to czego nie widać gołym okiem. Utrwala literki i jest dla dzieci (przynajmniej moich – zwłaszcza tego średniego) fajną zabawą. No i co najważniejsze – jak już ktoś im objaśni która literka jest która, to mogą książkę odkrywać samodzielnie. A to się ceni.

Jack i geniusze. Na końcu świata.

Książka, której współautorem jest Bill Nye – znany na całym świecie, charakterystyczny (przez muszkę!) i charyzmatyczny popularyzator nauki. Musiałam więc ją mieć dla moich dzieci – choć bałam się, że będą jeszcze za mali – oznaczenie na książce sugeruje bowiem, że jest odpowiednia dopiero dla dzieci powyżej 9 roku życia. Niesłusznie się jednak bałam, bo młodzież wciągnęła się jak ja w jedzenie ciastek – nawet pięciolatek. Jak zaczęłam im któregoś piątkowego wieczoru czytać to żyć mi nie dali aż nie doszłam do połowy książki i kompletnie ochrypłam. Dopiero jak usłyszeli mój zachrypnięty głos łaskawie powiedzieli mi, że ok resztę doczytamy potem. Książka opowiada o trójce nastoletniego rodzeństwa siostrze i dwóch braciach. Dwoje z nich to geniusze absolutni, zaś Jack jeden z braci jest, jakby to powiedzieć – zwyczajny. Cała trójka zbiegiem przypadków zostaje wplątana w historię zaginięcia pewnej naukowczyni i to w samym środku Antarktyki. Książka pokazuje, że bycie zakręconym na punkcie nauki człowiekiem jest super fajne i cool, ale jednocześnie pokazuje, że bycie totalnie zwyczajnym też jest super fajne i cool, bo ten zwyczajny brat mimo braku geniuszu też ma swoje mocne „genialne” strony bez których genialne rodzeństwo nie dałoby sobie rady.

Seria Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai.

Pewnie części z was znana, ale ja dopiero od niedawna odkrywam serie dla dzieci czytających samodzielnie i którym nie zależy już na obrazkach, tylko na wciągającej historii. No i te historie zdecydowanie porywają moje dzieci, także tego pięcioletniego, mimo że grupa docelowa to 7-9 lat. Są to raczej krótkie i szybkie do czytania opowieści dwójki dziecięcych detektywów, którzy rozwiązują pokichane zagadki pokichanych wydarzeń, które miały miejsce w ich miasteczku. Właśnie przeczytałam co napisałam i brzmi jak moje wpisy w zeszycie lektur z klas 1-3 – mam je do dzisiaj są takie głupie 😀 Ale seria nie jest głupia, tylko zacna – to znaczy dzieciom mym się bardzo podoba, a przez to że opowieści są krótkie, czcionka duża, a wszystko uzupełniane specyficznymi (choć nie do końca w moim guście) ilustracjami to jest idealne dla dzieci, które wprawiają się w samodzielnym czytaniu. Bądź takich, które nie dają rodzicom żyć dopóki nie skończą im czytać książki. Bo te się czyta szybko 🙂

Mazurscy w Podróży.

 

Kolejna książka do czytania i słuchania z ciekawą dla dzieci fabułą, bo mamy historię z uwaga – dreszczykiem i złoczyńcami w tle (!), i przemycająca przy okazji trochę wiedzy o historycznych i ciekawych miejscach w Europie (sama się zainspirowałam by do niektórych dzieciaki zabrać). Żeby dziatwie było sobie łatwiej wyobrazić o czym czyta to książka wzbogacona jest zdjęciami tych miejsc, które jeśli dobrze pamiętam z tego co gdzieś tam kiedyś wyczytałam zrobiła sama autorka w czasie swoich wojaży. Czytałam obojgu na głos – oboje chcieli by czytać dalej, niemniej pięciolatek się nieco gubił się w fabule i tropach, także myślę, że jednak dla dzieci powyżej przedszkola 😉 W innym wypadku będziecie musieli trochę tłumaczyć co, gdzie i jak.

Emi i tajny klub superdziewczyn. Polarna wyprawa.

No i dotarliśmy do książki, którą kazała mi polecić moja córka we własnej osobie, a myślę, że to jednak najważniejsze polecenie, bo wszak książka ma trafiać do młodego czytelnika przede wszystkim 🙂 Ja sama książkę bardziej przekartkowałam niż przeczytałam – i to głównie po to by sprawdzić co wam o niej napisać. I wydaje mi się, że jest idealna dla dzieciaków w pierwszych klasach podstawówki – porusza ich problemy, ich bolączki i mówi o rzeczach ważnych dla dzieci w tym wieku. I to w taki fajny, sympatyczny sposób. Moja córka Emi pożarła – dałam jej po południu po szkole i nie mogła się oderwać aż do wieczora, po czym rano spakowała do tornistra żeby czytać na przerwach. Po tym jak przeczytała to okazało się zresztą, że to jest najnowsza część jakiejś większej serii, co jest super, bo jak się dzieciaki wciągną, to chcą czytać dalej i więcej więc zamiast robić głupoty – czytają. Moja osobista latorośl też już mi mędzi żeby kupić kolejne części serii bo chce czytać. I dobrze, że mędzi przynajmniej prezent gwiazdkowy mam z głowy 😉

A przy okazji tym z was, którzy jeszcze szukają nieoczywistego prezentu dla małych fascynatów motoryzacji, którzy lubią bawić się autkami to polecam zerknięcie do ToddleRoad (klik) – bo to zabawka stworzona przez mamę pod wpływem potrzeb jej własnych dzieci – zestawy ulicy do zabawy w miasto, wyścigi czy cokolwiek dzieciom wyobraźnia podpowie. Dla mnie bardzo inspirująca historia, jedna z tych, które bardzo lubię – gdzie dzieci zmieniły życie i ścieżki zawodowe. Mnie bardzo cieszy to, że produkt jest wytwarzany w Europie, a nie sami-wiecie-gdzie, jest z kauczuku, a nie z plastiku, pachnie wanilią, a nie gumą, oddaje w pełni inicjatywę i pomysły na zabawę dziecku, zamiast mówić mu co ma robić i co ujmuje mnie najbardziej nawet pudełko zaplanowane zostało tak by mogło być nie tylko miejscem do przechowywania elementów, ale też integralną częścią zabawki. W zdjęcia jak już ustaliliśmy nie umiem, wiec jak chcecie zobaczyć więcej to zajrzyjcie na stronę ja tylko podrzucam zdjęcie z jakiejś zabawy dla ogólnego zobrazownia;)

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

3 komentarze

  • Odpowiedz Grudzień 10, 2019

    KJ mama dwóch nicponi 8 i prawie 5 lat

    Dziękuję za ten wpis na pewno skorzystam i zakupię? ja polecam serię magicznego drzewa Maleszki. Syn 8 lat tak się wciągnął ze przeczytał wszystkie 11 tomów a teraz czyta już 5 cześć Harrego! Książki naprawdę fajnie napisane i grupa wiekowa też odpowiednia?

  • Odpowiedz Grudzień 11, 2019

    Magdalena

    U nas króluje teraz Tappi (polski autor Marcin Mortka- polecam!) i seria o Toli (spokojne opowiadania, piękne ilustracje i rodzina tak ultranowoczesna, że aż mnie czasami po cichu śmieszy to idealne podejście do życia- rodzicielstwo bliskości, hummus i jarmuż 😀 ).

  • Odpowiedz Grudzień 15, 2019

    Kasia

    U nas trwa szał na detektywów, tajemnice i zagadki. Pierworodny przepadł. Zaczęło się od Detektywa Pozytywki, potem Biuro Detektywistyczne Dziurka od klucza, ostatnio Max Smart oraz Detektyw Kefirek. Lasse i Maja zdecydowanie nie – paskudna kreska i historie jakieś takie… no nie nasza bajka 😉

Leave a Reply