Dlaczego niemowlęta z uporem maniaka zrzucają wszytko na podłogę?

Znacie ten motyw, że sadzacie niemowlę przy stole lub w foteliku do karmienia, a ono bum: łyżkę, żarcie, zabawkę, cokolwiek natentychmiast zrzuca na podłogę i wielce zadowolone czeka aż podniesiecie. Podnosicie, a ono znowu. I tak w koło Macieju?

Czy dzieci tak robią, bo są wrednymi łajzami? Otóż nie.

Czy robią tak, bo to je śmieszy? Zapewne częściowo owszem, wszak udręczeni starzy schylający się non stoper po misia są komicznym widokiem ALE sugeruje się, że za tymi maniacznymi zrzutkami kryje się coś znacznie bardziej wysublimowanego w tym m.in. trwałość obiektu.

Dzieci bowiem nie przychodzą na świat w charakterze alfy i omegi i pewnych rzeczy muszą się dopiero nauczyć. Ot na przykład na początku wydaje im się, że jak coś znika z ich oczu to znika na zawsze i klops.

Ale, ale moi mili – dzieci to jednak bystrzaki i w pewnym momencie zaczynają podejrzewać, że to może jednak niekoniecznie tak, że „na zawsze”. Taki przebłysk może się pojawić w ich umysłach na przykład wtedy kiedy przypadkiem zrzucą tę śmieszną łyżkę, co rodziciele kupili za miliony monet do rozszerzania diety, bo jest to wedle internetu jedyna prawilna łyżka, która nie skrzywdzi dziecka na zawsze – inne to ZŁO. No i przypadkiem ta drogocenna łyżka spadanie, znaczy zniknie, a rodzice podniosą i położą ją przed dzieckiem znowu. No cud jakiś czy co? Trzeba to sprawdzić znaczy zrzucić ponownie. No to dawaj, zrzuca! A rodzice ponownie podnoszą. Znika, ale wraca!

Jest to więc moment gdy nasz mały człowiek zmienia się w prawdziwego odkrywcę – bo wiecie tak jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak jeden eksperyment nie czyni wiedzy, więc trzeba go powtórzyć. Na misiu, na brokule oraz porcelanowej filiżance rodowej, która przetrwała dwie wojny światowe, a także bitwę pod Grunwaldem (to z niej wasz pradziad Jagiełło pił triumfalną latte na mleku sojowym), ale w zakresie testów trwałości obiektu to jednak wzięła i poległa. Smuteczek.

Poza tym zrzucanie uczy praw grawitacji, przyczyny-skutku (ja zrzucam, służba podnosi), ćwiczy motorykę oraz schylanie się u starych i w ogóle, w ogóle, także czymże jest rodowa filiżanka w starciu z tak rozwojową zabawą jak ciepanie rzeczami na podłogę!

Mama Pierworodnej, Drugorodnego i Wikinga. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

1 Comment

  • Odpowiedz 3 grudnia, 2021

    Anita

    No coż. Jest to po prostu element rozwoju malucha 🙂

Leave a Reply