Książki dla dzieci o ochronie przyrody, środowiska i różnorodności.

Jakoś w połowie września kiedy próbowałam ogarniać śniadanie i śniadaniówki szkolne, do kuchni wkroczyło jedno z moich dzieci i rozedrganym głosem poinformowało, że przed domem jest jakiś biedny ptaszek. Był tam zaiste. Ran widocznych nie miał, ale skrzydło trzymał jakoś dziwnie i nie odfruwał nijak – nawet jak ktoś się do niego zbliżał. Nie bardzo wiedziałam co z jegomościem zrobić żeby mu nie zaszkodzić więc postanowiliśmy poobserwować, ale kiedy po 20 minutach nic się nie zmieniło stwierdziliśmy, że musimy działać. Kilka telefonów doprowadziło nas do miejsca, w którym pomagają takim przypadkom, a rozmowa z panem stamtąd rozwiała wszelkie wątpliwości – kazał delikatnie złapać ptaszysko i w jakimś pudełku przetransportować do nich. Jak powiedział – tak uczyniliśmy. Ptaszysko zostało uratowane, a cała sytuacja dość mocno trafiła w serducha dzieciaków. Bo dzieciaki lubią się troszczyć i pomagać.

A część rodziców lubi tę troskę jeszcze bardziej wzmagać i ukierunkowywać. Z moich obserwacji (czytaj rozmów z wami) wynika, że często obszarami szczególnego zainteresowania są – troska o środowisko naturalne i jego zasoby oraz troska o innych ludzi i akceptacja naszej różnorodności. Jak to zatem zrobić?

Otóż jednym z najprostszych sposobów na budowanie w dziecku poczucia połączenia z naturą, a tym samym troski o środowisko jest… kontakt z nią. Wydaje się, że możliwość swobodnej zabawy na łonie natury, czerpania z niej i po prostu częstego przebywania w niej w dzieciństwie pozwala budować dorosłym postawy pełne szacunku dla środowiska naturalnego. Niestety w naszych dość intensywnie zabetonowywanych miastach o kontakt z naturą nie zawsze jest łatwo, ale weekendowy wypad na łąkę czy do lasu to zawsze jakiś pomysł.

Innym – zawsze dobrym pomysłem – jest sięgnięcie do literatury, edukacja i pokazanie dobrych wzorców. Z raportu o którym wspominałam już w tym wpisie (klik) wynika, że dzieci chcą nie tylko książek, które je bawią, ale też – takich, które:

  • pozwolą im odkryć i poznać miejsca, w których nigdy nie byli,
  • pozwolą im pogłębić wiedzę na interesujące je tematy
  • pozwolą im wyobrazić sobie i zrozumieć życie innych ludzi.

I dziś właśnie, w ramach współpracy z wydawnictwem HarperCollins, chciałabym wam pokazać kilka pozycji, które według mnie świetnie wpisują się zarówno w te pragnienia, jak i w pragnienia rodziców związane z uwrażliwianiem na pewne tematy.

Pierwsza z nich to seria „Pomóż mi przetrwać” autorstwa Ewy Nowak, konsultowana merytorycznie przez dr Grażynę Winiarską.

Każda część serii to prezentacja historii jednego zwierzęcia – żubra, trzmiela, jeża, bociana, foki. We wstępie autorka wskazuje, że sama choć od zawsze kocha przyrodę, to jako dziecko nie wiedziała, jak pomagać zwierzętom, a czasem mimo dobrych intencji zdarzało się jej im wręcz zaszkodzić – np. „ratując” małego jeża, bo myślała, że się zgubił i jest bez mamy więc mu pomaga. Pisze też, że żałuje, że takich rzeczy nie uczą w szkole i dlatego stworzyła te książki. Autorka dokonuje mocnej antropomorfizacji swoich zwierzęcych bohaterów przez co historie mają raczej duży ładunek emocjonalny, nie certoli się też z podawaniem cukierkowej wizji natury i życia zwierząt – nie, to jest prawdziwa, nielukrowana rzeczywistość, w której natura bywa brutalna, a walka o przetrwanie jest nieodłącznym elementem codzienności – w związku z czym lojalnie uprzedzam, że dla dzieci co wrażliwszych to może być „za mocne”. Z drugiej strony mimo że każdy z bohaterów mierzy się z trudnym losem – w kilku wypadkach zgotowanym świadomie lub nie przez ludzi – to jednak w każdej części znajdziemy „happy end” i w niemal każdej jest on możliwy wyłącznie dzięki interwencji, czujności i świadomości dzieciaków, które nie pozostają obojętne na los zwierząt i spieszą na ratunek. Przesłanie – Twoja pomocna dłoń ma znaczenie – przyswojone.

Kolejna propozycja to książka, która obfituje w inspirujących dziecięcych bohaterów, których działania zmieniają nie tylko los pojedynczych zwierząt, ale dzięki ich zaangażowaniu przyjęły skalę makro. „Możemy uratować naszą Ziemię” to prawdziwe historie 12 dzieci, z różnych zakątków globu: od sąsiednich Niemiec przez Kenię po daleką Australię. Każdy z dziecięcych bohaterów postanowił wziąć na swoje barki walkę z lokalnymi lub globalnymi problemami środowiska.

Mamy więc Huntera, który chce pomóc przetrwać nosorożcom, mamy uczniów z pewnej szkoły, którzy zbudowali doświadczalne poletko na którym uczą się oszczędzać wodę czy Brooklyn, która uczy inne dzieciaki o tym, że zaśmiecanie środowiska i wywalanie śmieci byle gdzie nie jest cool. Historie są opisane zwięźle i konkretnie bez zbędnego pitu-pitu, jakie ja właśnie uprawiam :D, a przesłanie jest dzięki temu jasne i inspirujące, bo każdy z nas może coś zmienić. Każda historia uzupełniona jest krótkimi ciekawostkami i informacjami na temat tego co możemy zrobić na swoim mikropoletku by poprawić sytuację.

Trzecią Harperową nowością jest książka „Tu jest nasz dom”, w której poznajemy historię tym razem 20 anonimowych dzieciaków i sposób ich życia – odmienny od naszego, bo środowisko w jakim żyjemy bezpośrednio wpływa na to jak możemy żyć, uczyć się, bawić, dorastać. Poza oczywistą wartością jaką jest przybliżenie dziecku innych kultur i różnorodności ludzkiej na Ziemi, wynosimy też z książki świadomość tego, że są takie regiony świata, którym zmiany klimatyczne zagrażają bardziej. Pokazując tym samym, że troska o środowisko, to także troska o ludzi.

Czwartą zaś, zachwycającą mnie chyba najbardziej w zakresie przesłanie jest „Świat chce być był sobą”. Wierszowana, krótka – więc raczej dla tych młodszych dzieci – opowieść o tym, że różnimy się w zakresie możliwości, sposobu podchodzenia do zadań i realizowania ich i że to jest totalnie ok, że jesteśmy inni. Bo jesteśmy niepowtarzalni i to nasza siła. Dodatkowo ujęło mnie to, że książka podkreśla, że możemy być mimo różnic mili i uprzejmi dla innych. Ja bardzo lubię takie podejście, choć mam wrażenie, że ono nie jest teraz w cenie, bo wszak trzeba krzewić asertywność i własne zdanie, a uczenie dzieci, że warto być miłym jest niekoniecznie „na topie”. Ja tymczasem uważam, że można być asertywnym i mieć własne zdanie, jednocześnie pozostając uprzejmym i miłym człowiekiem.

„Czy wiesz, co dzieje się teraz na niebie?
Tak pięknie się wszyscy różnimy od siebie!”
„Czasami w nauce rozwiązań się szuka,
a czasem się liczy fantazja i sztuka.”

Jeśli zainteresowała was któraś z propozycji to można nabyć drogą kupna: TU lub TU lub gdziekolwiek indziej 😉

Pamiętajmy też, że to nie tylko my uczymy dzieci – my możemy uczyć się dużo od dzieci. Bo wbrew tradycyjnemu narzekaniu na to jakie te pokolenia młodsze i dzieci teraz straszne, mam wrażenie, że rośnie nam pokolenie młodych ludzi całkiem zaangażowanych, świadomych i chcących zmian dla świata, który im po sobie pozostawimy.

Mama Pierworodnej, Drugorodnego i Wikinga. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

1 Comment

  • Odpowiedz 9 listopada, 2021

    Marta

    Dzięki za inspirację! Ostatnio właśnie się zastanawiałam, co dodać do naszej biblioteczki w tym temacie 🙂

Leave a Reply