Miejsca przyjazne dzieciom: Młyn Jacka Hotel & Spa. I trochę o Pierworodnej w restauracji.

Our Rating

Lubimy ciągać Pierworodną po świecie. Lubimy też miejsca na świecie, które są przyjazne ciąganiu Pierworodnych. Jednym z nich jest bez wątpienia Młyn Jacka Hotel & Spa w Wadowicach. Czy też ściślej w Jaroszowicach, koło Wadowic. Pierwszy raz trafiliśmy tam rok temu. Szukałam czegoś co nadawałoby się na wyjazd-niespodziankę dla Wirgiliusza – żeby mógł się zrelaksować po Bardzo-Trudnym-Egzaminie. Spodobało nam się na tyle, że wróciliśmy na wakacje, stwierdzając, że skoro mamy w okolicy taką perełkę to trzeba ją wspierać, a nie wozić się po zamorskich krainach. Nam hotel spodobał się z wielu różnych względów, ale postaram się skupić tylko na aspektach dzieciolubnych.

Po pierwsze ważne jest samo to, że hotel opisuje się jako przyjazny dzieciom w związku z tym są goście z innymi dziećmi co

a) jest fajne dla naszego dziecka bo inne dzieci to zawsze atrakcja,

b) inni rodzice wiedzą jak to jest mieć dziecko i nie patrzą na Was jak na UFO kiedy latorośl wyczynia cuda na kiju. Aby bezdzietnym przybliżyć cuda na kiju jakie mogą wyczyniać ich Pierworodni na końcu wpisu przytaczam treść maila wysłanego do rodziny mej w trakcie jednego z naszych pobytów w Młynie.

Po drugie już na wstępie Pani w recepcji kupiła małą wręczając jej “prezent”, czyli pudełeczko kredek i kolorowankę w związku z czym mieliśmy Pierworodną z głowy na czas meldowania się.

Po trzecie poza oczywistymi akcesoriami dziecięcymi w pokoju czekał na małą jej własny, kolorowy zestaw kosmetyków wraz z dołączoną do niego książeczką i kolorowanką. Rozczuliły nas też przygotowane dla Pierworodnej maleńkie (choć na pierworodną nóżkę i tak ciut za duże) kapcie. Poza tym hotel dysponuje elektronicznymi nianiami, wanienkami, termometrami, podgrzewaczami do butelek, nocnikami i tego typu akcesoriami.

Akcesoria col b

Po czwarte obsługa. Pomijam, że uśmiechnięta i pomocna bo to powinno być standardem w byle noclegowni na trasie Pcim Dolny – Kozia Wólka. Natomiast tu obsługa powaliła nas na kolana kiedy kelnerka widząc, że Pierworodna ma akurat fazę na brykanie podeszła do nas w trakcie obiadu i powiedziała, że mamy sobie spokojnie zjeść, a ona zajmie się dzieckiem! Byliśmy w paru miejscach, ale takie rzeczy tylko w Młynie.

A propos jedzenia. To po piąte restauracja. Z całkiem miłym kącikiem zabaw i kolorową zastawą dziecięcą. Jest też specjalne menu dla dzieci, ale to można by ciut rozbudować i wzbogacić o potrawy nieco zdrowsze niż panierowana kura w towarzystwie frytek. W kategorii śniadania było za to znacznie zdrowiej (spory wybór owoców i generalnie wszystkiego) w związku z czym nawet Pierworodna, która z powodzeniem wygrałaby konkurs na niejadka roku znalazła coś odpowiedniego dla siebie.

Po szóste – bawialnia. Uuu mekka Pierworodnej. Już po dwóch dniach doskonale wiedziała w którą stronę trzeba iść, żeby dotrzeć do magicznego pokoju. Z kolei w hotelowym ogrodzie szaleliśmy na trampolinie. Jest także boisko do krokieta, badmintona i kręgielnia. Ponoć mają też dmuchany zamek z piłeczkami, acz my go nie znaleźliśmy. W sezonie są też animacje dla dzieci w wieku chyba 3+. Przydałby się natomiast zewnętrzny plac zabaw (update 04.2015 – zewnętrzny plac zabaw już jest)

okno MJ

Po siódme – basen. Świetny brodzik dla maluchów. Z mostkiem po którym można radośnie tuptać i zjeżdżalnią w kształcie słonia. Pierworodnej podobało się też w jacuzzi i dużym basenie – głównie przez to, że woda jest podświetlana. Ze strefy basenów jest wyjście na ogrodzony skwerek gdzie można poleżeć na leżakach i się poopalać. Nie zmienia to faktu, że rodzice kilkulatka nie mogą oczywiście liczyć na takie luksusy jak bezczynne leżenie na czymkolwiek. Trawa na rzeczonym skwerku była natomiast pięknie utrzymana więc Pierworodna biegała sobie po nim bosą nóżką i piszczała z radości. My też.

baseny col

Po ósme w odległości kilkunastu kilometrów od hotelu jest cała masa atrakcji dla dzieciaków, ale o tym może kiedy indziej. Natomiast w okolicy samego hotelu nie bardzo jest co robić poza spacerem po wsi. Mogliby przemyśleć opcję wypożyczania rowerów!

Maly czlowiek col bMały człowiek w wielkim hotelu. Zatrzymuje się tylko na chwilę żeby ponaglić matkę, po czym biegnie wprost do pokoju zabaw.

Obiecany mail.Wrażliwi bezdzieciowcy niech lepiej nie czytają, bo się zgorszą.

Temat: Powody dla których nie należy zabierać 1,5 rocznego dziecka do eleganckiej restauracji.

Rodzice zamawiają dziecku naleśniki – w końcu są wakacje niech se ma. Kelnerka przynosi naleśniki na plastikowym talerzyku z kotkiem. Dziecko drze się na całe gardło UUUUU TOT!!!! Na widok noża i widelca stwierdza “nie cem wiwelca” i ciepie sztućcami na podłogę. Do naleśników dobiera się łapkami i napycha se buzię do granic możliwości. Z pełnym dziobem oznajmia zgromadzonym – BOBRE, MNIAM! Rodzice w sumie zadowoleni, że dziecko z pasją posila się samo i nie biega po całej sali, zabierają się za swoje jedzenie nie zwracając szczególnej uwagi na latorośl. W pewnym momencie tata dziecka mówi “Ty! Ona ma naleśniki w uszach!“. I w istocie dziecku z uszu smętnie zwisają dorodne kawały naleśników. Zanim zszokowana matka zdąży cokolwiek zrobić, dziecko wydłubuje se naleśniki z uszu i wsadza do dzioba. Wydłubana z uszu porcja jest za duża nawet dla sztangisty więc dziecko zaczyna się krztusić i dusić. Matka rzuca się na pomoc i wydłubuje dziecięciu kawałki żarcia z gardzieli. To czego nie wydłubała dziecko wypluwa na śnieżnobiały obrusik… Zdaje się, że właśnie wylądowaliśmy na tablicy “tych klientów nie obsługujemy”…

Ps. Dla rodziców też jest cała masa przyjemności. Spa jest genialne! Wirgiliusz do dziś na hasło malinowe odprężenie przyjmuje błogi wyraz twarzy i ciągle się zastanawiam czy to nie powinno wzbudzać moich podejrzeń. Jedzenie też dają pyszne (zupa z groszku, schab w panierce ziołowej i polędwiczki mniam, mniam, bobre!).

MJ zimaA tak było zimą

bawialniaOpis jest zbędny…

przodKoło młyńskie. Jeśli wybierasz się na wakacje z dwulatkiem to wiedz, że spędzisz przy nim dużo czasu i gazety na tę okoliczność zakup… 

The Breakdown

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3). Żona Wirgiliusza. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

3 komentarze

  • Odpowiedz Maj 14, 2015

    Maria

    Proponuję przeczytać książkę “W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckerman. Może naleśniki przestaną trafiać do uszu.

    • Odpowiedz Maj 14, 2015

      Alicja

      Ale ja nie widzę nic złego w naleśnikach trafiających do uszu 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 15, 2016

    Iwona

    A co za atrakcje dla dzieci w okolicy? My nie tamtejsi i zastanawiamy się nad podbojem. Nie wiemy tylko co:)

Leave a Reply