O tym jak w Szwecji budzi się w dzieciach miłość do książek

Jak zapewne zdążyliście się już zorientować książki to dla mnie bardzo ważna rzecz, być może to wpływ siostry – bibliotekoznawczyni, a być może tego, że książki są po prostu genialne. Jakby nie było jedną z misji jaka nam tu na matai przyświeca jest promowanie czytelnictwa wśród najmłodszych. Dlatego dziś pokażemy wam coś fajnego, a wszystko to dzięki uprzejmości autorki Fefe (klik) i Pucia (klik, klik) – Marty Galewskiej-Kustry, która namówiła Agnieszkę Uvelöv jedną ze swoich, a przy okazji i naszych czytelniczek na opisanie tego jak promuje się czytelnictwo wśród małych Szwedów! Czytajcie zatem, bo to niesamowicie ciekawe, a w dodatku jest to pierwszy tekst na blogu w którym wszystkie przecinki są tam gdzie trzeba!

POCZYTAJ MI, MAMO, PO SZWEDZKU

“Szwedzka literatura ma wiele do zaoferowania dzieciom; wiedzą o tym nie tylko ci, którzy sami je mają, ale także wszyscy, którzy pamiętają własne dzieciństwo. Pippi Langstrumpf, Bracia Lwie Serce, mieszkańcy Bullerbyn, Pettson i jego kot Findus, Albert Albertsson (wiedzieliście, że w oryginale nazywa się on Alfons Åberg?), Babo, Lalo czy Binta znani są nie tylko małym Szwedom, ale także zyskali sobie fanów w wielu innych częściach świata. Skandynawski klimat sprzyja najwyraźniej literaturze dziecięcej. W tej sytuacji nie powinno pewnie dziwić, że bycie młodym czytelnikiem w Szwecji, a szczególnie w większym mieście takim jak Malmö, to duża przyjemność i to nie tylko ze względu na imponującą tradycję literacką. 

Na jakie ułatwienia może liczyć czytające książki dziecko i jego rodzice? Przekonałam się o tym, kiedy sama zostałam mamą. Przy okazji bilansu ośmiomiesięcznego niemowlaka, dostaliśmy od pielęgniarki broszury opisujące korzyści, jakie niesie wczesne czytanie dziecku, przedstawiające propozycje odpowiednich lektur dla niemowląt i małych dzieci, a także kartę upominkową do zrealizowania w bibliotece. Karta upoważniała nas do odbioru książeczki dla dzieci. W naszej bibliotece można było wybrać spośród kilku. Wybrana książka opatrzona została imienną dedykacją jako prezent od biblioteki dla naszej córki. To świetny sposób, żeby do odwiedzenia tego miejsca i wyrobienia dziecku karty zachęcić tych, którzy, być może, w innych okolicznościach by tam nie trafili, zwłaszcza tak wcześnie. 

Skoro o bibliotece mowa, to Miejska Biblioteka w Malmö przygotowała dla małych czytelników miejsce pozwalające uwierzyć, że bajkowa rzeczywistość istnieje naprawdę. Na najmłodsze dzieci, od 0 do 8 lat, czeka dział dziecięcy Kanini (starsi, w wieku 9-12 lat, mają osobny, o wdzięcznej nazwie Balagan). Kanini to 800 metrów kwadratowych zaczarowanej książkowej krainy, gdzie regały z książkami to drzewa, u stóp których można usiąść na wygodnych siedziskach i czytać. Są tam piękne drewniane konstrukcje, przypominające domki na drzewie. Aż się proszą, żeby zaszyć się w nich z książką i przenieść do świata fantazji. Są też niskie, długie regały, łatwo dostępne dla małych rączek, pod którymi przebiegają tunele, świetne dla tych, którzy chcą rozładować trochę energii i popełzać po bibliotece, nie przeszkadzając nikomu. W niektórych miejscach podłoga wyprofilowana jest pod różnymi kątami, tak, że niespodziewanie trzeba wspiąć się pod górę, a potem zbiec albo się sturlać. W podłodze bywają też dołki wymoszczone poduchami, idealne do tego, żeby przytulić się do mamy albo taty i razem poczytać. Jest kolorowo, ale jednoczesnie ze smakiem. Wystrój Kanini jest na tyle barwny, by podobać się dzieciom, a zarazem na tyle stonowany, żeby dało się tam wyciszyć i zrelaksować. Osobiście będąc tam, odbieram następujący przekaz: mali czytelnicy są ważni, a książki to ekscytujaca przygoda!

Dołek w podłodze w którym można się zaszyć i czytać:

Można też zaszyć się z książką w jeszcze większym ukryciu:

A jak się przeczyta to można zająć się tym co dzieciaki lubią najbardziej, czyli brykaniem

A gdy dzieci czytają w ukryciu albo dają ujście energii, rodzice odpoczywają pod kocykiem… 😉

Po szaleństwie można wrzucić coś na ruszt w miłym kąciku pełniącym rolę jadalni:

Co, poza książkową krainą, oferuje dzieciom biblioteka? Mogą tam uczestniczyć w licznych zajęciach, których aktualny kalendarz zawsze dostępny jest w internecie. Czytane są na głos bajki aż w 13. różnych językach. Można wziąć udział w warsztatach i zajęciach plastycznych, a także skorzystać z pomocy przy odrabianiu lekcji. Na dzieci czeka 20. bibliotekarzy dziecięcych i pedagogów. No i, oczywiście, 40 000 książek, filmów, czasopism, gier… W wielu językach, także po polsku. 

W dziale Kanini znajdziemy również wiele praktycznych udogodnień. Przed wejściem mieści się parking dla wózków i zamykane na klucz szafki. Buty zostają za progiem; na terenie Kanini chodzi się boso, żeby na podłodze dało się bawić czy raczkować (podobnie zresztą jest w wielu innych miejscach przeznaczonych dla dzieci, na przykład w przychodni dziecięcej). Jest tam też duży stół, krzesła i wysokie krzesełka dla niemowląt oraz kuchenki mikrofalowe do podgrzania jedzenia. To pewnie nie aż taka znacząca kwestia, ale meble nawet w jadalnej części Kanini są solidne, dobrej jakości, drewniane, nowoczesne. Po raz kolejny można odczuć, że nawet najmłodsi, ci, którzy jeszcze sami nie czytają, są ważni i traktuje się ich tu poważnie. Nie trzeba się też martwić, że dziecko głośno mówi, śpiewa, biega, płacze albo klaszcze, bo dział dziecięcy usytuowany jest tak, by nie przeszkadzać innym czytelnikom, a w Kanini naturalne dziecięce zachowanie nikogo nie razi. 

Zdjęcia za zgodą Stadsbiblioteket, Gustaf Johansson

Udział w tych wszystkich atrakcjach, podobnie jak członkostwo w bibliotece, jest bezpłatny. Myślę, że nawet niezbyt zaangażowany w czytanie rodzic, który wstąpił do biblioteki tylko po to, żeby zrealizować kartę upominkową, wróci tam ponownie, bo to fantastyczne miejsce. Czynne codziennie i długo; nie trzeba więc brać pod uwagę pory drzemki młodszych dzieci, która często utrudnia udział w zajęciach o określonej godzinie. Zwłaszcza w zimowe czy deszczowe dni to świetne rozwiązanie dla rodziców i dzieci, nawet tych zupełnie małych. 

Bibilioteka Miejska w Malmö jest wyjątkowa pod względem wystroju i ilości oferowanych atrakcji, ale i małe lokalne filie mają działy dziecięce, programy dla dzieci, głośne czytanie bajek, warsztaty, zajęcia muzyczne… Może nie w tak spektakularnych warunkach jak w Kanini, ale bez wątpienia są to warte uwagi propozycje.

W bibliotece dzieciaki mogą też sobie “nakręcić” film – przestawiając figurki i robiąc zdjęcia

A ten patent ujął mnie totalnie – na niebieskich karteczkach można bowiem zostawić pytania/sugestie dla pracowników biblioteki, którzy odpowiadają na nie na różowych karteczkach

Więcej zdjęć z niezliczonych zajęć dodatkowych takich jak tworzenie kamieni szlachetnych, budowanie stworów z kartonów, konstruowanie robotów i inne możecie obejrzeć na profilu IG biblioteki

W Szwecji istnieje jeszcze jedno zjawisko, na myśl o którym rozbłyskują zmęczone czytaniem oczka każdemu bibliofilowi, a mianowicie bokrean, czyli wielka wyprzedaż książek. Już od lat dwudziestych ubiegłego wieku, pod koniec lutego sklepy w całej Szwecji – nie tylko księgarnie, ale także supermarkety – sprzedają książki po obniżonej cenie (obecnie oczywiście także przez internet). W tym czasie można kupić naprawdę interesujące pozycje po znacznie niższych niż zwykle cenach. Książki, także (a może zwłaszcza) te dla dzieci, nie są, jak wiadomo, tanie, więc to doskonała okazja, żeby nabyć większą ilość. W każdym szanującym się molu książkowym budzi się z tej okazji instynkt łowiecki. Pierwsza wyprzedaż książek w życiu naszej córki zaczęła się mniej więcej dwa tygodnie po jej narodzinach i możecie być pewni, że nawet niedospani i oszołomieni szczęściem, nie zapomnieliśmy zrobić odpowiednich zakupów (znalazł się tam, między innymi, “Kopciuszek” z zapierającymi dech ilustracjami – a właściwie miniaturowymi dziełami sztuki – Charlotte Gastaut, kupiony za około 1/3 zwykłej ceny). 

Oczywiście ci, którzy czytają swoim dzieciom, będą to robić i tak, bez specjalnych udogodnień (ale jak miło je mieć!). Możliwe, że ci, którzy nie czytają, nie będą tego robić mimo wszystko. Zawsze jednak warto próbować dotrzeć do wszystkich dzieci i ułatwić im czytelniczy start, zwłaszcza, że dla niektórych z nich szwedzki bywa drugim, trzecim, a nawet czwartym językiem. Zresztą, nigdy nic nie wiadomo: być może wśród nich znajduje się nowa Astrid Lindgren! 

Agnieszka Uvelöv (podpisy przy zdjęciach alicjowe)„

Ależ ja im zazdroszczę tych bibliotek! I jeszcze ten prezent dla malucha od biblioteki! <3

ps. Kto jeszcze nie śledzi fanpage’a autorki Fefe i Pucia ten może to zrobić TU, a nasz FB możecie polubić TU. Mam też wieści, że Pucio 1 wrócił do księgarń.

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek. Kontakt: w zakładce kontakt ;)

18 komentarzy

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    Karola

    Raj na ziemi! I jak tu nie kochać skandynawskiego podejścia do życia? Chyba zacznę odkładać na bilety do Szwecji 🙂

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    Verenne

    To jest cudowne! Czemu u ns tak nie mozna? 🙁

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    MatNia

    Jest czego pozazdrościć! Choć we Wrocławiu biblioteki też oferują dużo ciekawych zajęć dla najmłodszych a i na kartę biblioteczną i zestaw “na dobry początek” można liczyć 😉 Ja i moja latorośl czujemy się zachęceni 🙂

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    Winia

    Takiej biblioteki nie ma we Wrocławiu. Ale Miejska Biblioteka Publiczna również przygotowała prezent dla maluchów:) i moja 2 latka posiada własną kartę biblioteczną, dostała książeczkę (losowo dawane niestety więc nie ma możliwości wyboru i nasza musi poczekać aż dorośnie – dostała coś o króliku który nie umiał liczyć do trzech czy jakoś tak.) Do tego dla rodziców był informator z wydarzeniami adresowanymi dla dzieci oraz spis książek z podziałem na wiek. A to wszystko zapakowane z bawełniana torbę. Akcja nazywa się “Na dobry początek” i myśle że to dobry początek by promować czytelnictwo:)

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    szklanka

    Super pomysł! Piękna sprawa! Sama bym siedziała z Córą w takim miejscu całymi dniami! Szkoda że u nas tak się nie da… Link do artykułu pozwolę sobie podesłać dalej, dla rozpowszechniania tak pięknej idei 😀

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    Agnieszka

    W Rumi też są podobne biblioteki. No, takie miniatury szwedzkich 🙂 Ale moja dwulatka bardzo lubi tam chodzic. Dla najmłodszych jest kącik z zabawkami a Pani Bibliotekarka pomaga mojemu Bąblowi wybierać nowe książeczki. Starsze dzieci mogą wypożyczyć oprócz książek także planszówki i liczyć na pomoc przy odrabianiu lekcji 🙂

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    Anna Dziewanna

    Zżarła mnie żarłoczna zazdrość…

  • Odpowiedz Marzec 31, 2017

    Magda

    Nie trzeba lecieć do Szwecji… Mamy taką bibliotekę w Niepołomicach 🙂 Jest duży dział z książkami dla dzieci, miejsce do zabawy i mnóstwo zakątków z poduchami do zaszycia się i poczytania. Jest nowo wybudowana i nowoczesna. Prawdopodobnie wzorowana na tych szwedzkich bibliotekach 😀 Każdy nowy mały czytelnik dostaje paczkę z prezentem książkowym. Co więcej, organizowanych jest tam mnóstwo bezpłatnych warsztatów dla dzieci. W godzinach przedpołudniowych przyjmują na zajęcia całe grupy przedszkolne. Oprócz książek są też puzzle, gry, zestawy do kolorowania i inne zabawki. Idealne miejsce na deszczowy dzień! Zamykane szafki też są, a pracownicy przemili, z odpowiednim nastawieniem do dzieci. Świąt się zmienia. Do nas też to przyjdzie 🙂 Zapraszam do Niepołomic!

  • Odpowiedz Marzec 31, 2017

    Sylwia

    Dla mnie jako dziecka biblioteka była magicznym miejscem ze względu na samą ilość książek i mogłabym i tak z niej nie wychodzić ale TO JEST MEGA!

  • Odpowiedz Marzec 31, 2017

    Natalia

    “Czytajcie zatem, bo to niesamowicie ciekawe, a w dodatku jest to pierwszy tekst na blogu w którym wszystkie przecinki są tam gdzie trzeba!” Hahaha hahaha hahaha 😉

  • Odpowiedz Marzec 31, 2017

    Ania

    O mamo, musimy tam pojechać, moje dzieci zwariują ze szczęścia!

    …No i ja przy okazji też 😉

  • Odpowiedz Marzec 31, 2017

    Beata

    Naprawdę zazdroszczę takiej biblioteki. U nas można chyba tylko o takiej pomarzyć. Ale zamiast marudzić lepiej, brać przykład <3

  • Odpowiedz Kwiecień 1, 2017

    Edith600

    Super sprawa ale co w przypadku młodszych dzieci ? Jak je zachęcić do słuchania czytanych przez rodziców bajek ? Moja 1,5 roczna córeczka jest jak to mówią bardzo “charakterna” – często się buntuje i nie usiedzi ns miejscu dłużej niż 5 min. Lubi oglądać swoje książeczki, owszem, ale jak tylko próbuje jej czytać to kiwa głową ze nie i mbie ucisza.. Próbowałam czytać do snu, to się rozprasza, wyrywa książkę i juz wogole nie ma mowy o wyciszaniu. Łatwiej zasypia jak jest sama.. w jaki sposób w takim razie czytać jej książki ?

    • Odpowiedz Kwiecień 3, 2017

      Agnieszka

      Zaznaczam, że nie mam żadnych specjalnych recept, ale u nas na samym początku najlepiej sprawdzały się krótkie, rytmiczne teksty z rymowankami i wyrażeniami dźwiękonaśladowczymi, np. “Pucio uczy się mówić” i “Wierszyki ćwiczące języki”. Przykuwały uwagę znacznie lepiej niż dłuższe opowieści, pełne nowych słów. Każde “Bach!” czy “A psik!” było interesujące i dziecko chętnie słuchało. A w jednym miejscu też na początku nie siedziało. Ja czytałam, a ono chodziło po pokoju, zaglądało tu i tam, ale jednak słuchało, bo z czasem samo zaczęło we właściwych momentach wypowiadać właściwe słowa! A potem już było siedzenie na kolanach i czytanie razem.

      Sprawdzało się też angażowanie dziecka w czytanie: pokazywanie palcem postaci na obrazkach, pytanie kto to, jak robi żaba itd., chociaż na tym etapie nie było szans na odpowiedź. Jednak dziecku podobała się sama interakcja, to, że nie było publicznością, tylko uczestnikiem. Oczywiście nie twierdzę absolutnie, że u Was tak jest! Mówię tylko, co sprawdziło się u nas 🙂

      Myślę, że trzeba po prostu próbować znaleźć książeczki, które właśnie Twojemu dziecku się spodobają, nawet, jeśli na początek będą to książeczki obrazkowe, albo takie do dotykania, z różnymi fakturami. Na bajki może jeszcze przyjdzie czas 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    • Odpowiedz Kwiecień 5, 2017

      Ali

      Ależ książek dla dzieci nie trzeba od razu czytać;-) Skoro lubi oglądać, to ogladajcie razem i rozmawiajcie o nich (co jest na obrazku, jakie dźwięki wydają, a gdzie jest coś – nawet jak jeszcze nie mówi, to może pokazywać paluszkiem i w ten sposób się angażować). Albo spróbujcie całkiem obrazkowe książki, jak ulica Czeresniowa. W jednej są tańczące dzieci, to my otwieralysmy, patrzylysmy i nasladowalysmy – to też dobry sposób na ruchliwe dziecko i książkę 😉 My w ten sposób zaczynalysmy przygody z książkami od kiedy mała miała kilka miesięcy, a bliżej dwóch lat sama zaczęła się upominac, żeby wszystko dokładnie przeczytać pokazując paluszkiem na napisy i mówiąc ‘a a a’ 😀 A ją akurat wierszowane książki nie porywaly, za to pierwsze, w które wsiakla jeszcze zanim miała 18 miesięcy, to Kicia Kocia, np. na placu zabaw. Są interesujące, ale jednocześnie proste, bliskie dziecku (nie abstrakcyjne) i ładnie narysowane.

  • Odpowiedz Kwiecień 3, 2017

    Joanna

    Właśnie niedawno zapisałam swoje 2,5 letnie bliźniaki do biblioteki, w małej holenderskiej wiosce i uwielbiamy ją od pierwszego wejrzenia. Nie jest tak duża jak ta z artykułu, ale ksiązki są umieszczone tak, żeby dzieci miały do nich łatwy dostęp, są poduchy, kacik do rysowania, bardzo miłe panie, szeroki wybór ciekawych książek (są też polskie). Na deszczowe dni jak znalazł 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 6, 2017

    Turkuć podjadek

    Piękna ta biblioteka! Swoją dziecinę zapisałam do biblioteki jak miała kilka miesięcy. Wcześniej wypożyczałam jej książki na swoje konto. Dostała książeczkę w prezencie i dyplom czytelnika. 🙂 Niby drobiazg, a miły! Teraz córka ma 1,5roku i chodzimy do biblioteki wciąż, bo choćbym chciała to niestety wszystkich książek kupić nie mogę. Ale moja biblioteka, choć wiejska, jest na szczęście bardzo dobrze zaopatrzona!

  • Odpowiedz Kwiecień 17, 2017

    Monika

    Mieszkam w Szwecji od 6-ciu lat, mam 2 dzieci a trzecie w brzuchu:) Tutaj faktycznie kladzie sie ogromny nacisk na czytelnicwo. Pracuje w przedszkolu w grupie 1-3 lat, czytamy ciagle, a raz w tygodniu chodzimy do biblioteki (liczba maluchow 14, pedagogow 3). I te moje (w wiekszosci teraz dwulatki) traktuja to miejce jak plac zabaw, ukoronowaniem szalenstw w bibliotece(gdzie wcale nie musza zachowywac smiertelnej ciszy) jest mozliwosc wybrania ksiazki, ktora takiemu maluchowi pakuje sie do malutkiego plecaczka a ten dumnie kroczy z nia na oddzial (1 kilometr, tydzien w tydzien, niezaleznie od warunkow atmosferycznych:)
    I jeszcze jeden plus szwedzkich bibliotek: posiadaja ksiazki w roznych jezykach, wiec dla moich corek mam szeroki wybor polskich ksiazek.
    PS. Pewnie ciezko czyta sie moj wpis bez polskich znakow, niestety nie mam mozliwosci ustawienia klawiatury na polski.

Leave a Reply