Laktator Lovi Expert – opinie testerek.

Pamiętacie wpis o cichej rewolucji w karmieniu piersią (klik)? Tę rewolucję przeprowadziły laktatory, a wy dostałyście możliwość przetestowania najnowocześniejszego z laktatorów dostępnych na rynku, czyli laktatora Lovi Expert. Zgłoszeń było naprawdę dużo – były piękne, wzruszające, zabawne, pouczające, pomysłowe. Czytałam te komentarze przez kilka dni i do dziś uważam, że powinien je przeczytać każdy kto ma do czynienia zawodowo z młodymi matkami rozpoczynającymi przygodę z karmieniem piersią, bo tam było pokazanych tyle perspektyw, przejść, emocji, historii – szczerych do bólu i opisanych bez owijania w bawełnę, że żadne studia, szkolenia, kursy tego nie nauczą i na to nie przygotują. W tamtym wpisie (klik – link do poprzedniego wpisu) była już recenzja laktatora Lovi Expert sporządzona przez Dankę, czyli istotę która naprawdę się zna bowiem jest doradczynią laktacyjną. Dziś za to mam dla was 3 recenzje napisane przez laureatki konkursu, które miały czas by się z laktatorem zaznajomić, wyrobić sobie szczerą opinie i spisać je we właściwej sobie formie i stylu – ja nie narzucałam niczego, nie poprawiałam też w żaden sposób poniższych recenzji są dokładnie takie jak wysłały je dziewczyny. Jeśli więc wybór laktatora wciąż przed wami – przeczytajcie ich opinie, być może to ułatwi wam wybór lub pomoże się zorientować na co zwracać uwagę.

Agata:

„Trafił do mnie laktator Lovi Expert 🙂 Miałam już przy pierwszym dziecku doświadczenia z laktatorem elektrycznym, innej firmy, ale nie dwufazowym. Tamten laktator uratował mi wtedy
życie, ale ideałem nie był, delikatnie mówiąc. Posiadając więc pewien zbiór doświadczeń co
do laktatora Lovi miałam dwa zasadnicze pytania:

1. Czy nie będziemi robił efektu “Ała, ałaaaa!!!”, jak to się działo przy poprzednim sprzęcie?
2. Czy będzie pracował w miarę cicho? (Poprzedni warczał jak depilator albo odkurzacz – uciążliwe szczególnie w małym mieszkaniu.)

Pierwsze wrażenia po otworzeniu pudła – bardzo dobre. Sprzęt po prostu estetyczny, a jak wiadomo, lepiej mieć rzeczy ładne niż nieładne, zwłaszcza jak się laktatora używa w połogu i człowiek jest dość rozmemłany otaczającą rzeczywistością 😉 Podłączyłam panel sterujący do ładowarki, a w międzyczasie zmacałam resztę w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje dwa pytania. Bardzo mi się spodobało, że lejek, który obejmuje brodawkę jest wykonany z silikonu, a nie plastiku, a co za tym idzie jest ELASTYCZNY, więc już napełniłam się nadzieją, że użytkowanie będzie delikatniejsze dla piersi. Mój pierwszy laktator miał lejek plastikowy i w połączeniu z dość dużym podciśnieniem po prostu sprawiał mi czasami ból, założyłam, że silikonowy lejek nie będzie dawał takiego efektu. Czas na weryfikację tej śmiałej hipotezy miał oczywiście nastąpić później, po pełnym naładowaniu baterii.

Co jeszcze mi się spodobało to dołączona broszurka o karmieniu piersią, chociaż może bardziej pasuje określenie “książeczka”. Myślę, że dla osoby zupełnie zielonej w temacie KP na początek jest naprawdę fajna, mogli tylko jakoś bardziej podkreślić, że dieta eliminacyjna powinna być stosowana w uzasadnionych przypadkach. Ogólnie jednak się nie czepiam. Fajnie, że broszurka podaje namiary na forum internetowe Lovi – wsparcie zawsze się przydaje, a nawet bywa kluczowe dla udanego karmienia.

A wracając do laktatora… Kiedy go wreszcie włączyłam, obok siedział mój mąż – niech jego reakcja wystarczy za odpowiedź na drugie z pytań 😉 Otóż mąż mój nie pytany przez nikogo natychmiast wyrzucił z siebie “Ojej! On jest taki cichutki? To nawet w nocy będziesz mogła używać!”.

No to użyłam na próbę 🙂 Śmiała hipoteza o nierobieniu efektu AŁA! zweryfikowała się pozytywnie! W pierwszej fazie laktator pracuje bardzo delikatnie, po przełączeniu się na drugą fazę ssanie robi się mocniejsze, ale bez problemu można to sobie zmniejszyć minusikiem na panelu kontrolnym albo zwiększyć, jeśli jest taka potrzeba.

A, polecam też czytanie instrukcji, bo na samym początku wpadłam w małe rozgoryczenie, że nie działa mi zasilanie akumulatorowe, tylko to z sieci, a jak się okazało pod spodem jest przełącznik, którego nie przestawiłam w tryb bateryjny po prostu 🙂 Pompki do odciągania ręcznego nie testowałam, za leniwa jestem, żeby pompować mając do tego taki fajny panel elektryczny.

Ogólne wrażenia bardzo dobre i nastawiam się na długą i owocną współpracę z nowym laktatorem.

Podsumowanie:
1. Pracuje delikatnie.
2. Pracuje cicho.
3. Ładny :)”

Dominika:

„Laktator Lovi zaskoczył mnie przede wszystkim możliwością łatwego przestawienia z trybu elekrycznego na manualny, co w moim przypadku jest bardzo ważne. Dotychczas miałam dwa laktatory – a co za tym idzie – mnóstwo niekompatybilnych części. Tym razem dwie funkcje w jednym – wspaniale. Oczywiście poza walorami estetycznymi, laktator bardzo poręczny, cichy i dyskretny (elegancka torba na wszystkie części). Pomocny jest również panel sterowania, który wyświetla wszystkie niezbędne informacje potrzebne do efektywnego ściągnięcia pokarmu.
Dwufazowość jest kolejnym atutem, przypomina naturalne karmienie, można również dostosować moc działania urządzenia, co ważne dla matek, które nie przepadają za współpracą z laktatorem. Czy poleciłabym innym matkom? Zdecydowanie:)”

Natalia:

„Jest! Nareszcie się doczekałam! Nie będę ukrywać, że w samą porę; gdyż moja córka po raz tryliardowy stwierdziła, że wybiera fast food i woli butelkę od cycka… Miałam się poddać i odpuścić jej slowfoodowanie na siłę; aż tu dowiedziałam się o wygranej! Pomyślałam, że to niezaprzeczalny znak, że muszę zacisnąć zęby i wziąć się za… laktator.

Przy rozpakowywaniu od razu zwróciłam uwagę na sprytną walizeczkę. Niewielka, dyskretna i z milionem przegródek, w których upchnąć można i wkładki laktacyjne i telefon i batonika w zależności od aktualnego mlecznego zapotrzebowania:) W ostatnim czasie przez liczne fochy mojej córki z laktatorem spędzałam długie godziny, które kojarzyły mi się głównie z bólem; bo niestety mój laktator był plastikowy (nie jest to reportaż obyczajowy więc oszczędzę Wam szczegółów, jaki wpływ miało to na moje brodawki). A Lovi? okazuje się , że jest wyściełany miękkim sylikonem!

Kolejne zaskoczenie; brak bujania się z bateriami, czy kablem; bo masz do dyspozycji sprytny akumulatorek, którego ładujesz i… jedziesz maleńka. Samo urządzenie wygląda trochę kosmicznie, ma wyświetlacz jak smartphone; gdzie łatwo zobaczysz ile czasu do końca i jaką siłę aktualnie masz na tapecie (do dyspozycji są poziomy od 1 do 9). Odmierzanie czasu dla mnie jest sporym ułatwieniem, bo swobodnie mogę korzystać z komórki bez ustawiania kolejnych stoperów. Jest ustawiony na 30 minut i po tym czasie automatycznie się wyłącza (przydaje się  w przypadku zaśnięcia). Czy możliwe jest zaśnięcie? Zdecydowanie tak! Dlatego, że Lovi jest turbo cichy; mój mąż stwierdził że wydaje odgłosy podobne do bicia serca. Bez żalu pożegnałam się z dźwiękiem dojarki zagłuszającym każdy serial pogłośniony nawet na full 😀

No i ostatni mega plus; w tym samym czasie 30 minut Lovi ściąga przynajmniej (!!!) 50 ml więcej mleka! Pierwszy raz zaczęłam się zastanawiać, czy nie przeleje się z butelki – taką ma efektywność! Polecam i cieszę się, że udało mi się wygrać takie cacuszko!

A moja córka? Kiedy powiedziałam jej że wygrałam taką dojarkę, że nie straszne mi jej fochy; od razu przeprosiła się z cyckami i póki co status ich związku to “już nie skomplikowane”. Trzymajcie kciuki za ten egzotyczny trójkącik!”

Cóż – wygląda mi to na bardzo fajne, pozytywne wrażenia – i jeśli okaże się, że przy trzecim dziecku laktator będzie mi potrzebny – nie będę miała żadnych wątpliwości co do tego, który wybrać.

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

1 Comment

  • Odpowiedz Grudzień 12, 2017

    Mama Hani

    Kupiłam go i rzeczywiście jest świetny

Leave a Reply