Naukowe sposoby na to by Twoje dziecko nie było ofiarą ani sprawcą dręczenia

Patronat nad wpisem sprawuje marka 5.10.15.

Historie opowiedziane przez rodziców dzieci gnębionych, wyśmiewanych czy będących obiektem drwin i dokuczań rówieśników zawsze łamią mi serce. Ogrom niemocy i bezsilności rodzicielskiej w tej sytuacji jest dla mnie wręcz niewyobrażalny, więc w związku ze zbliżającym się wielkimi krokami debiutem mojego najstarszego dziecka w szkole od jakiegoś czasu szperam w danych by dowiedzieć się co mogę zrobić by takim sytuacjom zapobiec – i to nie tylko od strony tego by moje dziecko nie było ofiarą, ale też by nigdy, przenigdy nie było oprawcą.

A jest o co walczyć, bo z danych do których dotarłam wynika, że formy dręczenia o różnym nasileniu dotykają 18-31% dzieciaków w szkole i 7-15% w cyberprzestrzeni. Dręczenie przybierać może wieloraką formę – wyśmiewania, dokuczania, przezywania, rozsiewania plotek i pomówień, wykluczania z grup, grożenia, zmuszenia do wykonania określonych czynności lub zadań, ale też formę fizyczną – przemocy skierowanej ku ofierze lub niszczenia jej własności.

Kto jest najbardziej narażony na dręczenie rówieśnicze? W zasadzie każdy, natomiast z badań wynika, że największe ryzyko jest w przypadku dzieci z niepełnosprawnościami i trudnościami (intelektualnymi, emocjonalnymi lub fizycznymi), dziećmi przewlekle chorymi (jest chociażby sugestia, że mali astmatycy są bardziej narażeni na dręczenie przez rówieśników) oraz dzieci z nadwagą i… niedowagą. Ale co jasne to nie wszystko – ofiarą może być dziecko o odbiegającym od reszty statusie socjoekonomicznym, dziecko z rodziny o innym modelu niż „tradycyjny”, innego wyznania, gorzej/lepiej radzące sobie z nauką, o charakterystycznym wyglądzie, z piegami, z trądzikiem, z wadą wymowy i z… niczym – ot zwykłe, przeciętne dziecko też może stać się ofiarą.

Nie zapominajmy przy tym, że każde dziecko może stać się kiedyś oprawcą lub współsprawcą. Tak, również to nasze kochane, dobre maleństwo – choć co jasne rodzice nie zawsze chcą w to uwierzyć. W badaniach, w których dzieci otwarcie przyznawały, że są dręczycielami – pewien odsetek rodziców i tak nie dawał wiary tym deklaracjom.

Ba, nasze dziecko może nie być ani ofiarą, ani oprawcą, a mimo to konsekwencje dręczenia rówieśniczego mogą odcisnąć na nim silne piętno – badanie przeprowadzone wśród 2002 uczniów w wieku 12-16 lat wykazało, że bycie samym tylko świadkiem, mniej lub bardziej przypadkowym obserwatorem rówieśniczego dręczenia werbalnego lub fizycznego może wiązać się ze sporym stresem psychologicznym i wysokim obciążeniem emocjonalnym dla dzieciaków, których de facto owe akty przemocy bezpośrednio nie dotyczą. Temat staje się zatem tym ważniejszy i wart uwagi każdego z rodziców, mimo że jest trudny i zdecydowanie milej poświęcać wieczory na lajkowanie dowcipnych memów o rodzicielstwie.

Dlatego dziś dokładam swoją małą cegiełkę do wiosennej kampanii marki 5.10.15., która co oczywiste – poza pokazaniem fajnej, kolorowej kolekcji wiosennej marki (którą częściowo pokażę wam też na zdjęciach) – ma na celu zwrócenie uwagi na kwestie tolerancji i integracji dzieci z niepełnosprawnościami, a jej promocyjnym motorem napędowym jest sesja fashion, w której udział wzięła Lenka – trzyletnia modelka z zespołem Downa. Samą zaś kampanię zainaugurowała konferencja prasowa, w której udział wziął m.in. Bartłomiej Topa – aktor znany z głośnej (i świetnej!) kampanii społecznej dotyczącej świadomości autyzmu czy Zosia Dzięcioł – parasportowiec i wielokrotna medalistka w lekkiej atletyce i pływaniu. Moment startu kampanii też nie jest zresztą przypadkowy, bowiem pod koniec marca obchodzimy Światowy Dzień Zespołu Downa zaś na początku kwietnia Światowy Dzień Wiedzy na Temat Autyzmu.

Problem dręczenia i wyśmiewania przez rówieśników nie dotyczy jednak – tak jak już wspomniałam- wyłącznie dzieci z niepełnosprawnościami. On może dotyczyć każdego dziecka, a grupowe interwencje w przedszkolach i szkołach wcielane są w życie rzadko, ich skuteczność też nie zawsze jest wysoka, więc nie pozostaje nam nic innego jak zastanowić się nad tym, co możemy zrobić w domu by ochronić nasze dzieci przed byciem ofiarą, oprawcą i świadkiem. Na szczęście nad tym problemem pochyliła się już cała rzesza naukowców – więc nie musimy za dużo kombinować – możemy oprzeć się na tym co udało się im już odkryć. No to lecimy z tym koksem.

Bawełniany t-shirt z cekinowym, zmieniającym kolor motylem – TU

1. Od małego rozmawiaj z dzieckiem o tym, że prawdziwi superbohaterowie to nie Superman ani Batman – to ci, którzy nie boją się interweniować, gdy komuś dzieje się krzywda.

W jednym z badań bacznie obserwowano reakcje postronnych dzieci na dręczenie rówieśnicze. W zaobserwowanych sytuacjach aż w 88% przypadków jakieś dziecko było świadkiem dręczenia – niemniej jedynie w 19% przypadków dzieci będące świadkami interweniowały – otwarcie stawiając się agresorowi i stając w obronie ofiary. Ale choć te interwencje nie były częste – to były zaskakująco skuteczne – w 57% przypadków dochodziło do zaprzestania dręczenia w czasie ledwie 10 sekund od rozpoczęcia interwencji. Wystarczył jeden akt odwagi by powstrzymać przemoc, która odciśnie piętno na wszystkich jego uczestnikach i obserwatorach.

Opaska z uszkami TU, Tiulowa spódniczka TU

Co zrobić by zachęcić dzieci do takiego aktu odwagi? Cóż, odpowiedź jest prosta – rozmawiać. Badanie z 2017 roku sugeruje bowiem, że na to czy dziecko zareaguje widząc przemoc rówieśniczą ma wpływ to, co usłyszało od rodziców – gdy ci w rozmowach zachęcali je do stawania w obronie słabszych – dzieciaki chętnie interweniowały. Natomiast gdy rodzice przekazywali dzieciom informacje – nie mieszaj się, to nie Twoja sprawa, trzymaj się od tego z daleka – dzieciaki zwykle posłusznie wypełniały ich wolę. I choć rozumiem chęć ochrony dziecka przed złem i kierowanie się myślą, że jeszcze jak się wtrąci to i on oberwie – to pomyślcie, że i wasze dziecko może stać się kiedyś ofiarą – czy nie chcielibyście żeby jakiś rówieśnik mu wówczas pomógł?

Uśmiechnięte spodnie niemowlęce TU, body „dobre geny” TU

Mój absolutny faworyt z nowej kolekcji (zresztą nie tylko mój, bo nawet Wirgiliusz powiedział „czemu nie robią takich dla dużych?”) – przepiękna bluza bawełniana TU, pomarańczowe spodnie dresowe z ciężarówką TU

2. Nie wykluczaj nikogo ani niczego, bo wszyscy jesteśmy podejrzani.

W kolejnym z badań zauważono z kolei, że dzieci, które już były w jakiś sposób wykluczone lub dyskryminowane przez rówieśników lub nauczycieli były znacznie mniej skłonne do interwencji, gdy obserwowały dręczenie. To jest informacja ważna nie tylko ze względu na punkt pierwszy i wiedzę o tym, że interwencja przerywa dręczenie. Ale też ze względu na dwie najliczniejsze grupy oprawców. Musicie bowiem wiedzieć, że wśród dręczycieli można wyróżnić podgrupę ofiar-oprawców, czyli tych dzieci, które same są ofiarą dręczenia rówieśniczego, a jednocześnie dręczą innych. Uczmy więc dzieci by nie wykluczały z grupy rówieśniczej – jasne, trzeba im też mówić, że nie muszą kochać, lubić i bawić się ze wszystkimi, bo nauczenie ich tego, że warto otaczać się tymi, których lubimy i którzy coś fajnego wnoszą w nasze życie, to ważna sprawa. Ale równocześnie trzeba zachować zdrową równowagę – nauczyć by nie wykluczali np. jednej osoby z grupy przedszkolnej w zabawie w chowanego „bo Ty się z nami nie bawisz i basta” (albo „bo ty nie masz zabawki x-y” – nie takie historie z przedszkola słyszałam). Bo takie wykluczanie jest szczególnie groźne – może rodzić równocześnie i ofiary, i oprawców.

Drugą równie liczną grupę oprawców tworzą tzw. „wyłączni oprawcy” – dzieci dominujące, pewne siebie, czasem bardzo popularne – ze szczytu szkolnej drabiny społecznej – badania sugerują, że ten typ dręczycieli jest bardziej ostrożny w swoich praktykach i lepiej kryje się z tym przed nauczycielami, przez co czasem wszystko co robi uchodzi mu płazem, bo nikt nie podejrzewa, że „taki dobry uczeń/uczennica, zawsze mówił/a ładnie dzień dobry” może dręczyć kolegów. W jednym ze starych, bo pochodzących jeszcze z lat dziewięćdziesiątych badań wykazano zresztą, że nauczyciele byli w stanie wskazać wśród swoich uczniów jedynie 22,7% „wyłącznych oprawców” – reszta była dla nich niezauważalna. Jeśli więc dziecko nam mówi, że ktoś kto nie wygląda nam na kogoś zdolnego do takich aktów je dręczy, to niekoniecznie trzeba z miejsca uznawać, że konfabuluje. Tylko trzeba z nim pogadać i wesprzeć.

3. Od małego kształtuj i podbijaj dziecięcą empatię

Gdy przyjrzymy się bliżej temu jak widzą świat oprawcy to często okaże się, że to co robią innym nie jest według nich czymś złym. Dzieciaki usprawiedliwiają swoje czyny tym, że to tylko żarty, że inni to robią jeszcze gorsze rzeczy więc na tym tle to oni nie robią nic złego albo że ofiara zasłużyła na takie traktowanie. Może warto więc od maleńkości stymulować rozwój empatii u małego człowieka? Jak? Już wam daję kilka, podstawowych wskazówek:

Po pierwsze, gdy dziecko zmaga się z trudnymi emocjami typu gniew czy smutek – nie zaprzeczaj im i nie umniejszaj – nawet jeśli z perspektywy dorosłego to co wywołało taką falę emocji jest „bzdurne”. Zamiast tego warto te emocje dostrzec, samemu wykazać się empatią, nazwać je, spróbować znaleźć źródło problemu (np. jesteś zły, bo stało się xy), a może nawet pokusić się o zasugerowanie jak poradzić z tym sobie inaczej niż kopiąc w ścianę. Wiemy bowiem, że dzieci rodziców, którzy w taki sposób starają się reagować na dziecięce trudne emocje są bardziej empatyczne i przyjazne – zaś dzieci, których emocje się zdusza, bo przestań chłopaki nie płaczą albo taka ładna dziewczynka się nie może tak złościć – miewają nieco mniejsze kompetencje społeczne. I co oczywiste, nie zawsze się da być zen stoikiem co uprzejmie i empatycznie przegada z dzieckiem awanturę o zły kubek, bo każdy czasem traci cierpliwość, każdy ma lepsze i gorsze dni – to jednak jeśli akurat uda się wam okiełznać własne emocje, to i dziecku będzie łatwiej poradzić sobie ze swoimi.

Błękitna koszula z kołnierzykiem, robiąca furorę u mojego syna, który lubi ubierać się jak tatuś TU, pomarańczowe spodnie TU

Po drugie rozmawiaj o tym jak w różnych sytuacjach czują się inni. Był taki fenomenalny eksperyment z udziałem dzieciaków w wieku 8-13 lat, którym przedstawiono historię – „na jednego z twoich klasowych kolegów przypadał dzień dyżuru, w związku z czym musiał on zostać po lekcjach i posprzątać klasę, ale ze względu na to, że jego mama jest mocno chora chciałby skończyć jak najszybciej i pójść do domu, więc prosi Cię o pomoc – pomożesz?” Co istotne, w części wypadków badacze dodawali, że nieszczęsny dyżurny to któryś z przyjaciół danego dziecka, a w części był to ktoś kto nie jest ich przyjacielem. Co w miarę do przewidzenia – dzieciaki były bardziej skłonne do udzielenia pomocy, gdy chodziło o któregoś z przyjaciół. Ale gdy sprytni badacze dodali jeszcze jeden element do tej całej układanki i PO opowiedzeniu dziecku historii, a PRZED zadaniem pytania „czy pomożesz” dodali jeszcze prośbę o to by dzieci przez chwilę pomyślały o tym jak się czuje w tej sytuacji dyżurny i jaki jest poziom jego smutku lub zdenerwowania to okazywało się, że to czy dyżurny był przyjacielem czy nie przestawało mieć znaczenie – dzieci były równie chętne do pomocy. Magia? Nie moi mili – po prostu empatia w najlepszym z wydań.

A jak ćwiczyć to w warunkach domowych i z młodszymi dziećmi? Otóż moi mili z pomocą przychodzą jak zwykle książki i historie opowiadane przez rodziców. Gdy oddajecie się jakiejś lekturze warto od czasu do czasu ją przerwać by porozmawiać z dzieckiem o tym co czuje, myśli i uważa bohater. I dlaczego tak. Jakie są jego motywacje, pragnienia. I skąd to wiemy. I jak według nas postąpi, jak powinien postąpić, jak my postąpilibyśmy na jego miejscu. Rozmawianie o emocjonalnym przesłaniu historii – często ukrytym między wierszami to fenomenalna lekcja tego jak działają emocje u innych ludzi. I fajny wstęp do zrozumienia własnych.

4. Rodzina – tu zaczyna się wszystko.

Rodzina <3

Pierwszy punkt – pamiętacie jeszcze? Superbohaterowie to nie nażelowane gogousie w śmiesznych obcisłych gatkach – superbohaterowie to ci, którzy reagują na przemoc, gdy ją widzą. A tak się składa, że aktom dręczenia, wyśmiewania i upodlania rówieśniczego częściej i pewniej przeciwstawiały się te dzieciaki, które miały dobre i mocne więzi rodzinne. Co więcej metaanaliza (czyli taki mocny przegląd całej literatury z danego zakresu – stanowiący zwykle jakościową wisienkę na torcie badań naukowych) badań związanych z prewencją dręczenia rówieśniczego wykazała, że pozytywne rodzicielstwo – rozumiane jako relacja z dzieckiem oparta na dobrej komunikacji, cieple, uczuciach, zaangażowaniu i wsparciu ma do pewnego stopnia znaczenie ochronne przez zostaniem ofiarą i oprawcą typu oprawca-ofiara. Gwarancji oczywiście nie daje, bo dziecko ciepłych, wspierających rodziców też czasem może być ofiarą, ale zmniejsza ryzyko. Z kolei praktykowanie ostrego, oschłego lub przemocowego rodzicielstwa wiązało się ze wzrostem ryzyka, że dziecko będzie ofiarą lub sprawcą przemocy rówieśniczej. Dobrze więc, że przyzwolenie na rodzicielską przemoc czy to fizyczną czy emocjonalną wobec dzieci jest coraz mniejsze – dzięki temu może w społeczeństwie będzie mniej ofiar, i mniej oprawców, i mniej świadków. Czego i moim i waszym dzieciom życzę z całego serca.

Marce 5.10.15.dziękuję zaś za zaufanie i powierzenie mi tego trudnego i ekstremalnie dla mnie ważnego tematu i to mimo świadomości i uprzedzania, że nijak nie potrafię w piękne zdjęcia, pięknych ubranek dla dzieci. Całą nową kolekcję możecie obejrzeć na stronie marki – zerknijcie, bo jest naprawdę fajna (klik)

Ach no – i nie mogę nie dodać jeszcze kocich rajstopek TU i różowych balerinek TU

Spis źródeł:

Rose i Gage. Exploring the Involvement of Bullying Among Students With Disabilities Over Time
Rivers  wps. Observing bullying at school: The mental health implications of witness status. <
Hawkins, D. L., Pepler, D., and Craig, W. (2001). Peer interventions in play-ground bullying.Social Development, 10, 512–27.
Mulvey i wsp. School and Family Factors Predicting Adolescent Cognition Regarding Bystander Intervention in Response to Bullying and Victim Retaliation
Padget i Notar 2013. Bystanders are the Key to Stopping Bullying
Lereya 2013. Parenting behavior and the risk of becoming a victim and a bully/victim: a meta-analysis study.
Sierksma i wsp. 2015. In-group bias in children’s intention to help can be overpowered by inducing empathy
Ornaghi i wsp., 2014. Enhancing social cognition by training children in emotion understanding: A primary school study
Paluck i wsp. 2016. Changing climates of conflict: A social network experiment in 56 schools
Oraz kilkanaście, różnych protokołów amerykańskich programów prewencyjnych “Bullying Prevention”

Mama Pierworodnej (6), Drugorodnego (4) i Wikinga co noworodem na razie jest. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

14 komentarzy

  • Odpowiedz Marzec 21, 2019

    Mama Ewci i Maciusia

    Temat wart uwagi tym bardziej, że od września posyłamy córkę do przedszkola. I właśnie bardzo boje się takich problemów z rówieśnikami. Co do kolekcji 5-10-15: co tam ubranka, jakie piękne są wasze Dzieci! A jak widzę całą trójkę, to mi się kojarzą zdjęcia z dzieciństwa (mam 2 siostry). W dodatku młodsza siostra jest od niedawna w ciąży, więc tym bardziej jak widzę Maleństwa takie jak Wiking, to serce mi się raduje. 😉

    • Odpowiedz Marzec 21, 2019

      Alicja

      Też mam 2 siostry – i żałuję, że Pierworodna nie ma żadnej, ale widzę, że z braćmi też da się fajnie żyć.

  • Odpowiedz Marzec 21, 2019

    Astrea

    Ważny tekst, ale szczerze mówiąc zestawienie go z tymi zdjęciami wywołuje (przynajmniej dla mnie) wrażenie dysonansu. Ja rozumiem, że sponsorzy ważna rzecz, bo bez nich brakuje na czekoladę, ale ostatnio mam wrażenie że co post to reklama. Myślę że przynajmniej w tym wypadku spokojnie można by rozdzielić na post o dręczeniu i post o nowej kolekcji ciuszków, a wtedy każdy z tych tematów odbierało by się lepiej 😉

    • Odpowiedz Marzec 21, 2019

      Alicja

      Jasne, masz prawo do swojego zdania – ale po pierwsze – czy jak na portalach tekst przerywają Ci banery to masz wrażenie dysonansu? Po drugie to nie na czekoladę – to na życie, utrzymanie serwera, zapłacenie ZUSu i zapłacenie wynagrodzenia dla osób które przy takiej działalności jak moja są niezbędne. Tak w tym miesiącu zbiegły się wyjątkowo 3 posty sponsorowane – tak wyszło, bo akurat takie oferty sobie wybrałam, bywa. Ale jak są 2-3 miesiące bez żadnego sponsorowanego to jakoś nikt nie pisze komentarzy z pytaniem czy mam za co opłacić ZUS albo księgowej 😛 o nakarmieniu dzieci nie wspomnę, a byłoby miło jakby wtedy ktoś zapytał ej jakoś dawno nie było nic sponsorowanego – masz na zus?:P a choćby w najbliższych 2 miesiącach nie mam w planie żadnego wpisu bom wybredna we współpracach – więc wolę zrobić 3 które mi pasują obok siebie choć wiem, że zaraz będzie #samereklamy (mimo że procent reklam na blogu jest stały) niż brać to do czego nie jestem przekonana byle rozdzielić żeby nie było że się stłoczyło. Nie napisałabym osobnego postu o ciuszkach – bo to nie moja bajka. Podoba mi się że duża firma nawet jeśli to cele promocyjne angażuje do swojej sesji modelkę z niepełnosprawnością – podoba mi się, doceniam to i piszę o tym z przyjemnością – zobacz sobie zresztą wywiady z rodzicami Lenki 🙂 fajna sprawa. Rozumiem, że nie każdemu musi to się podobać – ale przy 150 000 czytelników wiem jedno – nie jestem w stanie spełnić oczekiwań każdego. Jednych się traci, innych zyskuje. Jak w życiu. Ja się cieszę z tej współpracy, lubię takie gdzie mogę pisać o ważnych rzeczach, po swojemu i przekazywać fajne treści dalej. Ale pracuję w sieci na tyle długo, że wiem, że nie każdemu to się podoba. Tak to już bywa i to w sumie uwalniająca świadomość 🙂

      • Odpowiedz Marzec 24, 2019

        Weronika

        Alicjo, tak jak mówisz, nie zadowolisz każdego. Jednakże, wśród czytelników znajdą się i tacy, którzy rozumieją po co są te sponsorowania.
        Przy okazji tego komentarza, jako mama 14miesiecznego, bardziej wymagającego ale i cudownego synka, muszę Ci podziękować za uratowanie mojej samooceny, zdrowia psychicznego. W środowisku “spokojnych i bezproblemowych” dzieci trzeba na prawdę uwierzyć w siebie i w to, że w rodzicielstwie może być trudno z podstawowymi rzeczami i też można mieć gorszy dzień.
        U Ciebie przejrzałam na oczy i częściowo dzięki Tobie znalazłam spokój ducha, tak, że teraz chyba jestem fajna mamą dla mojego berbecia (czy na pewno muszę poczekać, żeby juror się wypowiedział :))
        Więc rób co uważasz za słuszne abyś mogła dalej publikować 🙂

      • Odpowiedz Marzec 26, 2019

        Angelika

        A mi właśnie nie przeszkadza,fajnie się czyta,fajnie ogląda. Nie jest to chamska reklama tylko fajnie pokazane ubranka

        • Odpowiedz Kwiecień 10, 2019

          Zok

          Ja też wlasnie chcialam napisać, że całkiem zgrabnie łączysz na blogu tematy z reklamami. Tylko tu mnie to nie razi 🙂

      • Odpowiedz Marzec 26, 2019

        Alicja

        Alicja, tak szczerze i bez lukru, to ja się nieraz zastanawiałam, czy Ty masz kobito na ten ZUS. Bo reklam tu mało. I nawet mnie nie wkurzają, bo u Ciebie nie ma reklam bez merytorycznej wartości. A ja to bardzo cenię. Tekst jest super. Sama byłam ofiarą w dzieciństwie. W sumie, to nawet bez powodu. Nie byłam biedna, gruba… Ale mnie to już nie boli. Kocham ludzi i tego uczę córkę. Oby się udało. Dzięki za ten tekst (foty też spoko 😉 )

  • Odpowiedz Marzec 22, 2019

    PanPrześladowany

    Wszystko ładnie, wszystko pięknie. Integracja zawsze pięknie brzmi. Czytam, czytam i z każdym zdaniem coraz bardziej narasta we mnie sprzeciw, złość i mam ochotę krzyczeć. A w sumie to wyć… Cała szkoła była dla mnie największym koszmarem. Mam 30 lat, a koszmary śnią mi się do dziś. Sam byłem ofiarą. Często ofiarą i świadkiem doręczenia przez rówieśników, tzw agresji rówieśniczej, jednocześnie. Działo się to od przedszkola, przez WSZYSTKIE 13 SZKÓŁ, aż po studia (bo czym skorupka za młodu nasiąknie, tym w przyszłości trąci, a i teraz w swoim środowisku każdy z was palcem wskaże osoby lubujące się w ironii, sarkazmie, złośliwości, ludzi żerujących na najmniejszej słabości, którzy tacy byli, są i będą, bo taki wzorzec mają wypracowany od zawsze!). W każdej jednej szkole (niezależnie czy w stolicy, w województwie łódzkim czy lubelskim) moja matka walczyła o pomoc (czy to dla mnie, czy dla innych prześladowanych dzieci) – sprawa trafiała do pedagoga szkolnego, do dyrektora, do poradni psychologicznej dla dzieci w rejonie szkoły, do kuratorium oświaty i wszędzie, gdzie chociaż w teorii powinniśmy uzyskać pomoc. I co z tego? Moi prześladowcy powiedzieli by jedno śmiejąc się do rozpuku – “jajco!”. Jedynym rozwiązaniem wg wszystkich zainteresowanych w około było notoryczne zmienianie mi szkół. Działo się to w wielkich osiedlowych szkołach-molochach, działo się w najlepszych, elitarnych szkołach stolicy. Tak samo w państwowych, jak prywatnych i społecznych. Nawet chodziłem do “liceum z oddziałami integracyjnymi”. I wiesz co, Mataju Kochana i Ty, drogi Czytelniku? Najgorsza przemoc i najbardziej bezradne “ciało pedagogiczne” z dyrekcją na czele było właśnie w szkole integracyjnej. Takiej przemocy fizycznej i psychicznej jak tam, nie było NIGDZIE! Co więcej – dręczono nie tylko mnie, nie tylko chłopca z autyzmem, ale UCZNIOWIE dręczyli NAUCZYCIELKĘ. Tak, tak! Nauczycielkę. Więc jak teraz słyszę, że dziecko chodzi do placówki z oddziałami integracyjnymi to bardzo mu współczuję. Elitarne gimnazjum, jedno z najsłynniejszych – dręczycielami było dwóch chłopców – jeden z autyzmem, drugi z aspergerem. Tak! Dzieci chore, niepełnosprawne (piszę to w tej formie świadomie), w teorii słabsze i wymagające z założenia integracji ze społeczeństwem bywają źródłem agresji rówieśniczej, i to w najbardziej perfidnym wydaniu. A najgorsze wtedy jest to, że takie dzieci, a tym bardziej ich rodzice, są nietykalni – bo SĄ NIEPEŁNOSPRAWNI. Im nie wolno zwrócić uwagi, ukarać, nic nakazać, nie uczy się ich ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny, wszyscy zawsze się litują, bo to takie poszkodowane przez los dzieci i tacy biedni rodzice (co z resztą sami zainteresowani bardzo często zaczynają wykorzystywać i korzystać z uprzywilejowanej pozycji jako prawa do bycia ponad obowiązujące normy bez konsekwencji). Szkoła to koszmar. Specjalnie nie pisze “była”. Bo nadal jest. Widzę, mam szeroko otwarte oczy i przyglądam się uważnie. Nadal widzę, jak dzieci są podpuszczane przez rodziców, jak nauczyciele głupimi tekstami, z braku elementarnej wiedzy nt psychologii i komunikacji z młodym człowiekiem, sami doprowadzają do inicjowania takich zachowań w grupie rówieśniczej. Jak stygmatyzują, wysmiewaja, poniżają i niszczą dziecięcą pewność siebie wyłuszczając rówieśnikom słabe strony przyszłej ofiary. Mam szczęście w nieszczęściu jedynie obserwować to z perspektywy wujka i ojczyma. Nie mam biologicznych dzieci i mieć nie będę. Los pobłogosławił mnie niepłodnością – po moich szkolnych doświadczeniach tak zaczynam na to patrzeć, bo nie będę musiał patrzeć jak moje dziecko przez to przechodzi. Takich osób jak ja są setki tysięcy. Ofiar i świadków przemocy rówieśniczej są całe rzesze. Straciłem już nadzieję, że ta grupa zacznie się chociaż zmniejszać… Mam nadzieję, że, ten nic nie znaczący dla większości osób komentarz, otworzy oczy choć jednej osobie i ktoś inaczej spojrzy na integrację, problem prześladowania, relacje dzieci z niepełnosprawnością z dziećmi ze sprawnością (bo jak napisze zdrowymi czy normalnymi to będzie przecież dyskryminacja zaraz), a przede wszystkim na skostniały system szkolny pełny niedouczonych nauczycieli robiących krzywdę setkom dzieci… Wyczekuję tego dnia, gdy będę mógł powiedzieć “nareszcie!”

    • Odpowiedz Marzec 22, 2019

      Alicja

      Nawet nie wiem co mądrego Ci napisać. Choć bardzo bym chciała. Strasznie mi przykro że musiałeś przez to przechodzić i że jedyną opcją było zmienianie szkoły, to prześladowca powinien zmieniać szkołę 🙁 I dziękuję za Twój komentarz – on jest bardzo ważny.

  • Odpowiedz Marzec 22, 2019

    Paulina

    Jestem wychowana w tradycyjnym katolickim domu, choć nie w tradycyjnym modelu rodziny.
    Rozmawiałyśmy za dzieciaka z mamą o 10 przykazaniach. Przy “nie zabijaj” rodzicielka powiedziała coś co towarzyszy mi do dziś… Uświadomiła mi że zabić można nie tylko wbijajac komuś nóż w trzewia. Że zabija także słowo…
    Pamietam to do dziś. Pamiętam też że choć do tego momentu raczej chowalam się w kącie kiedy kogoś dreczono, od tamtej rozmowy zawsze stawałam w obronie tych dreczonych…
    Chciałabym przekazać takie same wartości mojej córce…

    • Odpowiedz Marzec 22, 2019

      Alicja

      Masz fantastyczną mamę.

  • Odpowiedz Marzec 24, 2019

    Dominika

    Uruchomiłam empatię i jak wyobraziłam sobie ile pracy włożyłaś w ten tekst to aż się spociłam :* co do ubranek, to podzielam zdanie męża, szkoda, że nie ma wersji dla dorosłych, widzę się w podkoszulku breaking news I don’t care z polinkowanej strony 😀

  • Odpowiedz Marzec 26, 2019

    Angela

    I chciałam jeszcze napisać że moja córka jest bardzo wrażliwa przez co boję się co będzie w szkole…Narazie ma 5lat i już był problem bo nie chciała jechać do kina z przedszkolem. I w końcu po długich spokojnych rozmowach powiedziała o co chodzi-na poprzednim seansie wzruszyła się i popłakała i jakieś dziecko ja wyzywalo od beksy i się śmiało z niej :/ Wytłumaczylam że to nic złego się wzruszyc i jak ktoś będzie się śmiał to jego problem i ma się nie przejmować. Uczę ją ze ludzie są różni,że każdy ma prawo ubierać się i zachowywać jak chce. Ale nie można nikogo obrażać,bić i wyśmiewać.Latwo zobaczyć nawet na placu zabaw dzieci które są zdolne do przemocy fizycznej i psychicznej wobec innych dzieci i szczerze to drze o córkę jak zostanie sama w szkole dlatego już teraz staram się aby sama konfrotowala się z dziećmi i uczę ją jak reagować. Ważne jest też abyśmy my szanowali dzieci,nie wymiewali jak coś nie wyjdzie,nie nazywali od głupków itp…Trzeba aby później nie była ofiarą,świadkiem bądź oprawca a niestety wyszystko wynosi się z domu.

Leave a Reply