Ciekawe książki dla dzieci od 0 do 10 lat.

Dawno wam nie polecałam ciekawych książek dla dzieciaków, więc dziś zbiór naszych ostatnich hitów, bo czemu nie – w końcu weekend majowy się zbliża i czas na czytanie będzie 🙂 Każdy tytuł jest jednocześnie linkiem do podstrony pozycji w wydającym ją wydawnictwie bo tam zwykle więcej zdjęć książki można obejrzeć jakby ktoś był zainteresowany. Ja robię zdjęcia w asyście dzieci, zwierząt i chaosu więc nie zawsze są na tyle reprezentacyjne żeby można było je z pasją studiować (jak chcecie powiększyć zdjęcie żeby przyjrzeć się bliżej szczegółom książki to trzeba powiększyć sobie obraz strony – na urządzeniu mobilnym ruchem paluchów, a na kompie to jak wam nauczyciel informatyki mówił :P).

Zacznijmy od sekcji dla dzidziusia, bo dzidziuś też lubi książki. Darzy je miłością porównywalną z tą którą czuje do papieru toaletowego i z takim samym namaszczeniem aplikuje do dzioba. A ja staram się między kolejnymi kęsami przeczytać co też tam napisali, a nawet pokazać paluchem na obrazki. No i z nowości w naszej biblioteczce jest Jano i Wito w mieście, czyli kolejna, chyba już 4 część serii o przygodach dwóch braci, która jest pełna wyrazów dźwiękonaśladowniczych więc po pierwsze podoba się maluchom (Wiking się śmieje na głos przy czytaniu), a po drugie wspiera rozwój mowy. Wesołe, kolorowe i charakterystyczne ilustracje zachęcają zaś do oglądania i pokazywania paluchem.

Dzidziuś pała też miłością do serii książeczek, rzec by się chciało obrazkowych, ale one są bardziej zdjęciowe. I choć tekstu w nich niewiele, a ten który jest na literacką nagrodę Nobla w żadnej mierze nie zasługuje, to jednak dzidziuś lubi patrzeć na zdjęcia i słuchać, bo coś mi się widzi, że bliska jego sercu jest akcja powieści. Bliska, bo jest dzidziuś co robi podobne rzeczy co Gabryś, który w różnych miejscach bywa (Gabryś w lesie, Gabryś w domu itd.). Dobre zapoznanie z książką i wstęp do czytania poważniejszych i bardziej treściwych dzieł. Gabrysiowych przygód, podobnie jak Jano-Witowych jest więcej. Saga taka o Gabrysiu ;))

A na koniec jeszcze książeczka Twarze – Emocje – w zasadzie bez tekstu, za to z ludzkimi twarzami wyrażającymi ludzkie emocje co czyni ją ciekawą i zdatną do czytania nawet dla tych najmniejszych malców.

No dobra dzidziusie zostawmy – przejdźmy do starszaków.

I zacznijmy od drugiego dzieła autorki Julka i dziury w budżecie, która to książka jest dla mnie absolutnym must havem w dziecięcej biblioteczce (więcej o niej tu) – i choć mamy ją już od dawna, to ani mi ani moim się nie znudziła. Tym razem autorka popełniła natomiast książeczkę Nowy dom misia Ludwiczka – przeznaczoną głównie dla dzieci, które mają ciągoty do niszczenia zabawek (alternatywnie do chomikowania ich w wielkiej ilości bez ciągot do podania dalej tego czym się już nie bawią). Książka pokazuje czemu warto je szanować i jak z nimi postępować jak już się nam znudzą – tak żeby nie lądowały na wysypisku śmieci, powiększając i tak już wielkie stosy śmieci na naszym globie – a żeby mogły trafić do innych dzieci i sprawić im radość. Dla takich 2-4 latków wg mnie.

Z kolei mój aktualny hit nad hity i obowiązkowa lektura dla każdego dziecka w wieku – wg mnie od 5 (6?) lat w górę to Malala i jej czarodziejski ołówek – autorstwa samej Malali Yousafzai najmłodszej chyba laureatki Pokojowej Nagrody Nobla. Ważna, a przy tym krótka i skondensowana treść, tworząca szybko docierającą do dzieci opowieść o wolności, nierówności, spełnianiu marzeń, edukacji i mówieniu w imieniu tych, którzy głosu nie mają. Ważna pozycja, która naprawdę mocno została w moich dzieciach i była zalążkiem do kilku ciekawych dyskusji o świecie. Na dysputy brało ich oczywiście zawsze chwilę przed snem, ale to były naprawdę dobre dyskusje więc wybaczam Malali ten skutek uboczny lektury 😉

A to kolejna książka o ważnym przesłaniu edukacyjnym – Atlas stworzeń wymarłych – zwierzęta, które zniknęły Nikoli Kucharskiej – czytelnikom bloga znanej od dawna, bo wszak to ona popełniła serię o Klarze (Zwierzęta – jak to działa i Moje ciało – jak to działa), którą moje najstarsze dziecko kocha wielką miłością, bo młoda generalnie zafiksowana na zwierzakach jest. Atlas wymarłych zwierząt skradł więc jej serce i dusze, zagrał na emocjach i sprawił że kombinuje co zrobić żeby już żaden z gatunków zwierząt nie zniknął na zawsze z powierzchni ziemi. Fun fact – któregoś dnia jak byli chorzy, moja teściowa przyszła nad odwiedzić i zaczęła dzieciakom czytać Atlas – jak skończyła to powiedziała, „ależ ja się dużo z tej książki nauczyłam – nawet nie wiedziałam że takie zwierzęta istniały!” Także walor edukacyjny działa też na dużych.

A skoro już przy wymieraniu jesteśmy to mnie osobiście (a w zakresie graficznym także mojego męża) zachwyciła ostatnio Mechanica. Doskonały koncept, podszyty przesłaniem o tym, że dobrze byłoby zadbać o to co jest żywe na naszej planecie, bo nie wiem czy wiecie, ale w 2250 roku na będą już tylko mechaniczne zwierzęta stworzone przez człowieka. I wcale nie będą to miłe pluszowe robo-koteczki. Treść zwieńczona jest absolutnie przewspaniałymi grafikami, które cieszą oko na tyle, że wystarczy mi sam genialny w mej skromnej opinii koncept książki w połączeniu z grafiką i już jestem zachwycona – nawet czytać opisów mechanusów nie muszę. Pozycja dla starszych dzieci, wydawnictwo podaje że od 7+ – ja nie wiem czy bym nie dała więcej, ale to już zależy od zainteresowań i preferencji dziecka – jeśli lubi takie klimaty to i siedmiolatek się odnajdzie. Jeśli nie to nawet jak będzie starsze to się nie zachwyci 😉

No to skoro przy zwierzątkach jesteśmy to na prośbę Pierworodnej dorzucam do zestawienia Są takie koty. Ładne ilustracje i krótki, prosty tekst (dobre do czytania dla początkujących czytaczy bo dzięki temu całą książkę mogą przeczytać samodzielnie), który mimo swej zwięzłości sięga o wiele głębiej znaczeniowo niż może się dzieciom wydawać. I dobrze, bo znaczenie i przesłanie książki są zacne i potrzebne. Niech więc zasiewa ziarno mądrości od maleńkości 😉

Ten moment gdy szczur przeszkadza ci w robieniu zdjęć książki o kotach (która wcale nie jest o kotach :P) btw ten szczur nazywa się Ratka – młoda nazwała go tak na cześć szczura ze wspominanego wyżej Julka i dziury w budżecie – także sami rozumiecie, że darzy tę księgę dużą estymą 😉

Wielka Księga Zabaw – Ratujmy Ziemię – szczerze to sama się ledwie dorwałam do tej książki żeby ją w biegu przejrzeć. Ledwie, bo książka jest z nami od kilku dni, a moje dzieci jak ją dorwały w swoje łapki, to nie chcą wypuścić i kłócą się czyja kolej na czytanie teraz (kit że średni jeszcze czytać nie umie) – co w sumie mi wystarczy za rekomendację bo to przecież ich ma cieszyć. Książka ma i ważną treść (choć narrację ma raczej mocną, nie stonowaną :P), i edukacyjny walor, i jest bardzo na czasie i w dodatku jest bogato ilustrowana, a co więcej jest naprawdę interaktywna, bo zachęca dzieciaki do aktywności i działania (są okienka, elementy ruchome, dające wrażenie animacji, elementy wyciągane, gry i quizy). Moje dzieciaki naprawdę nie potrafią się od tego oderwać i mam na to świadków.

No to skoro już w klimatach eko jesteśmy to mamy też Basię i śmieci. Szczerze to ja generalnie serii o Basi nie lubię – wiem, że ma swoich gorących zwolenników, ale ja tego Basio-szału nie rozumiem, a przynajmniej nie do końca. Szata graficzna to zupełnie nie moja bajka estetyczna, a i rodzice Basi i spółki czasem powodują, że mi zgrzytają zęby, ale dzieci Basię lubią, a nie da się też ukryć, że autorki potrafią w treści przemycić naprawdę ważne przesłanie więc w tej kwestii muszę oddać Basi sprawiedliwość i szacun. W związku z tym do naszej Basio kolekcji (na której czele stoi Basia i bałagan z którym identyfikujemy się w pełni haha) trafiła ostatnia Basia i śmieci – celem ukontentowania gustu naszej prywatnej domowej miłośniczki przyrody i ochrony środowiska aka Pierworodnej. Tym razem Basia załamuje ręce nad losem wielorybów co zjadają plastikowe torebki i boli je brzuszek, a potem razem z mamą starają się zastanowić nad tym co jeszcze mogą zrobić by zredukować ilość śmieciochów generowanych przez ich rodzinę. No i wiadomoka że w ruch wchodzi DIY w kategorii tasia na kartofle i inną spożywkę, sadzenie drzewek, zbieranie śmieci i wszystkie tego typu sprawki. Tak jakoś przypadkowo wyszedł mi w sumie zbiór w którym dominują kwestie okołoprzyrodnicze. Cóż poradzić – to serio przypadek:)

A na koniec jeszcze książka, którą sama nie wiem jak określić, bo wymyka się znanym mi schematom, czyli Szafa. Książka ciekawa ze względu na pomysł na kanwie, którego powstała bowiem jak wynika z wstępu miała być ona pomocą w zasypianiu dla pięcioletniej córki autorki. Mamy więc książkę (do której z automatu dołączana jest płyta z audiobookiem) i mamy… szafę, którą otwieramy i wysuwamy z niej kolejne szufladki, a każda z nich skrywa kolejny krok ku odpłynięciu w ramiona Morfeusza. Moje dzieci nie mają co prawda problemów z zasypianiem, nie muszę ich wyciszać, ani kombinować by poszły spać, ale gdy Szafa pojawiła się w naszym domu słuchały zaintrygowane przed snem. Niemniej nie jest też tak że szafa weszła do naszego przedsennego rytuału – sięgamy po nią od czasu do czasu i jedynie w celu dodania elementu – niezwykłego, magicznego, tajemniczego – sama w zasadzie nie wiem jak to nazwać. Wspominam jednak o książce, bo lubię takie inicjatywy matul, które chcą zrobić coś fajnego, ciekawego czego jeszcze nie było, a do tego jak głosi informacja na początku książki – 1 zł z każdego sprzedanego kompletu Szafy wędruje na rzecz Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce – także szacun tym bardziej.

Któraś z pozycji wpadła wam szczególnie w oko?

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

13 komentarzy

  • Odpowiedz Kwiecień 15, 2019

    Agata

    Dzięki za ten post-idealnie w momencie gdy przejrzałam biblioteczkę Malucha, odłożyłam książeczki dzidziusiowe, z których wyrósł i uznałam, że czas na zakupy:). Koty do koszyka jakoś same wpadły…

  • Odpowiedz Kwiecień 15, 2019

    Anja

    Moja córka, Basiomaniaczka i ekoterrorystka padła by z wrażenia przy części o śmieciach!! Dwa w jednym to za dużo szczęścia jak na jedno dziecko 😂

  • Odpowiedz Kwiecień 16, 2019

    Magdalenas

    Ej, czemu nie Basia zmartwiłaś mnie… Ja ją uwielbiam. I co nie tak z tymi rodzicami jest, bo ja tam dużo z siebie widzę…. Jak oni się czasem kłócą, to jak u nas w domu 😀 To co z nimi i nami jest nie tak? Mów mi.
    Polecam jeszcze serię Tola też. Taka mega hipsterska rodzina, z ciastem z fasoli i nowoczesnym wychowaniem 😀 Bardzo miłe, spokojne opowiadania. Na cztery pory roku, po 3-4 historyjki w książce. A Tappiego znacie?

    • Odpowiedz Kwiecień 17, 2019

      Alicja

      Haha w zasadzie to nie umiem tego zdefinować – takie podskórne wrażenie że straszne mulozy z nich i nie mogę ich znieść mam 😛

  • Odpowiedz Kwiecień 16, 2019

    Asia

    Tapi bardziej przypadł do gustu rodzicom niż dziecku. Tak czasami bywa. U nas nieprzemijającym hitem jest Misia i Martynka :). Często wraca też do Nusi.

  • Odpowiedz Kwiecień 18, 2019

    Kasia

    U nas od roku nieprzerwanie hitem jest seria o Albercie Albertsonie. Dla dzieci od 2 do 7 lat 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 19, 2019

    Angelika

    U nas kicia kocia,trochę już nią wymiotuje delikatnie mówiąc 😛

  • Odpowiedz Kwiecień 21, 2019

    Daga

    Ja ten nielub Basi doskonale rozumiem – jak patrzę na te ilustracje, to odchodzi mi ochota na czytanie. Przy czym te teksty naprawdę nie są złe, ale to idealny przykład na to, jak grafika może zepsuć odbiór książki

    • Odpowiedz Maj 14, 2019

      matilka

      Ja mam przy tej rodzinie kompleksy ;). Sami lekarze, architekci, artyści performance, jeszcze dyrektor dużego banku i prawnik…

  • Odpowiedz Kwiecień 23, 2019

    Baby Tula

    Świetne zestawienie wraz z recenzjami. Każda mama znajdzie w nim coś dla swojego malucha, a może nawet pokusi się o wszystkie pozycje? Wyglądają ciekawie 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 27, 2019

    Wisz-nu

    Hehe, “ratujmy Ziemię” 🙂
    Fajne hasło, ale odrobinę na wyrost. Ziemia sobie bez nas doskonale poradzi;)

  • Odpowiedz Kwiecień 30, 2019

    Dorota

    Ja bym dorzuciła do tego zestawu jeszcze dwie książki, które super sprawdzają się na wakacje, bo to właściwie active booki: „W Góry!” i „W Morze!”. Obie są tego samego autora – Piotra Karskiego.
    Dużo przy tym zabawy i dla dziecka i dla rodzica.

  • Odpowiedz Październik 19, 2019

    Imogemma

    Od siebie polecam kartonowe książeczki z serii „Bobas odkrywa naukę”, czy jak kto woli „Baby loves science”. To genialne w swojej prostocie książeczki z pięknymi ilustracjami. Jedna z nich traktuje o grawitacji, inna o termodynamice, jeszcze inna o odnawialnych źródłach energii i ostatnia przetłumaczona na polski… o fizyce kwantowej. A to wszystko na poziomie bobasa 😄 W oryginalnej wersji językowej jest jeszcze budownictwo, lotnictwo i szyfrowanie. Książeczki są wynikiem ogólnoświatowej promocji nauk ścisłych wśród dzieci i zostały napisane prostym językiem w konsultacji z ekspertami z danej dziedziny. Proste przykłady i śliczne ilustracje robią tu robotę.

Leave a Reply