Odpowiedzi na najczęstsze pytania dot. czytania małemu dziecku i świetna seria książek dla maluchów!

Wpis czytacie dzięki patronatowi wydawnictwa Egmont

O tym, że czytanie dziecku i z dzieckiem jest ważne trąbią wszyscy. Coraz więcej osób jest też świadomych tego, że warto zacząć czytać wcześnie – choć nadal wiele osób musi się „tłumaczyć” z czytania niemowlakowi, bo „po co się tak wysilasz jak to i tak takie małe i nie rozumie”.

Otóż – rozumie i chłonie – w badaniach już od 6 miesiąca życia czytanie wpływa na budowanie kompetencji językowych (co nie znaczy, że wcześniej nie działa – po prostu badano dopiero od 6 miesiąca).

Zresztą wiecie co? Po tych latach siedzenia w badaniach mam wrażenie, że czytanie jest jedną z niewielu aktywności, które mają naprawdę solidne oparcie w danych w kategorii – „to może pozytywnie wpłynąć na rozwój Twojego dziecka”.

Jeśli więc szukacie TEJ JEDNEJ RZECZY KTÓRĄ WARTO ZROBIĆ Z DZIECKIEM KAŻDEGO DNIA BY WSPIERAĆ JEGO ROZWÓJ to czytanie niewątpliwie jest właśnie tą czynnością i to już od etapu niemowlęcia. Nie da się przy tym ukryć, że o ile czytanie spokojnie leżącemu maluchowi nie nastręcza zwykle trudności technicznych, to już czytanie maluchowi, który potrafi się sam przemieszczać, wyrywać książkę i przewracać kartki nie jawi się już tak różowo i rodzi w głowach rodziców wiele pytań – dziś postaram się odpowiedzieć na kilka tych, które zadajecie mi najczęściej. A na końcu pokażę wam bardzo… matajową, bo naukową (!) serię książeczek dla małych dzieci. No to dawaj – jedziemy z tymi pytaniami 🙂

1. Moje dziecko nie chce spokojnie siedzieć kiedy mu czytam – zamiast tego biega i skacze wokół mnie.

Są dzieci kolankowe (to te co siedzą na kolankach rodzica i słuchają) i są takie co wolą biegać. I jedno i drugie jest totalnie normalne u małych dzieci. Absolutnie każda organizacja jaką znam, która zajmuje się rozwojem maluchów (vide Zero to Three) wspomina o tym, że taki etap gdzie dzieci biegają kiedy rodzice czytają jest absolutną normą. Szczęśliwie bieganie nie wpływa na zmysł słuchu więc dziecko nadal was słyszy i chłonie. Pomysłem na włącznie nader aktywnego dziecka w czytanie może być proszenie go o odegranie scenek z książki np. gdy w historii pojawia się króliczek niech młodzian/młodzianica poskaczą jak tenże, gdy dzieci z książeczki coś robią niechaj wasze dziecko poimituje to co robią bohaterowie. Niech śpiewa, opowiada, naśladuje dźwięki, odtwarza scenki z książki, niech to będzie zabawa – to jest dobre, bo nie dość, że wprowadza was w tzw. interaktywne czytanie, to jeszcze zwykle podoba się dzieciakom. Pamiętajcie też, że roczniaki czy dwulatki mają czasem mniejszą zdolność do długiego skupiania się niż niemowlaki – więc jeśli wasze kiedyś siedzące spokojnie na kolankach dziecko, które potrafiło godzinami wpatrywać się w jeden obrazek, nagle szybciej się nudzi lekturą to się nie dziwcie. Po prostu warto wtedy wybierać książki z krótką i skondensowaną treścią i cierpliwie czekać na czasy aż coś dłuższego bardziej wciągnie berbecia (wtedy będziecie tęsknić za poprzednimi czasami, bo od ciągłego proszenia przeczytaj jeszcze jeden rozdział dostaniecie chrypy :D)

2. Moje dziecko nie pozwala mi skończyć czytać strony tylko przewraca na kolejną kiedy chce.

Oj moi mili – jest taki etap, rodzica to czasem frustruje, bo przecież jak to tak przerywać w połowie zdania przecież nie skończyliśmy jeszcze historii. Ale dzieci to raczej fascynuje. Zresztą pewnie nie macie nawet świadomości, że i nad tą kwestią pochylili się badacze, co sugeruje, że sprawa jest dość powszechna, a nie że tylko wasze takie nieskupione na treści, tylko przewraca te strony jak pociumane, a wy skaczecie po historii zupełnie bez ładu i składu – 3 strony do przodu, 2 do tyłu. Tymczasem wedle badań, w drugim roku życia dziecka to całkiem często obserwowane zachowanie. Ba, są tacy co sugerują, że dobrze jest do tego zachęcać dzieci i jeśli same nie przewrócą strony w danym momencie to poprosić by to zrobiły gdy skończymy czytać – dzięki temu maluchy bardziej wdrażają się w to na czym to całe czytanie polega (przyswajając ideę, że gdy się skończy daną stronę idziemy dalej), dodatkowo mamy tu wyborne ćwiczenie motoryki małej, a co więcej taka forma fizycznego zaangażowania w lekturę jest dla dzieci często bardzo atrakcyjna i trochę odciąga je od zachowań opisanych w punkcie powyżej.

I moi mili to również mija – Wiking jeszcze we wrześniu nie dawał mi doczytać właściwie żadnej strony (miał wtedy 16 miesięcy), ba, w niektórych książeczkach miał swoje ulubione stronnice i tylko je pozwalał sobie czytać, inne zupełnie ignorując. Dziś – ma 20 miesięcy i nie da mi pominąć żadnej strony – on zna już swoje książeczki na pamięć i biada matce jak spróbuje coś przyspieszyć! Także ta faza też mija. Jednym wcześniej, drugim później, ale mija.

3. Czy książki elektroniczne czytane np. z tabletu sprawdzą się tak samo dobrze jak tradycyjne?

To jest bardzo dobre i ciekawe pytanie, ale wbrew pozorom odpowiedź na nie nie jest prosta. Czemu? Bo wyniki dotychczasowych badań nie są jednoznaczne. Ot choćby w takim z 2019, które objęło dzieci w wieku 24-36 miesięcy badacze zauważyli, że podczas czytania książki w wersji tabletowej interakcja rodzic-dziecko nie była tak dobra jakościowo jak podczas czytania zwykłej drukowanej książki. Z drugiej strony w innym z 2017, w którym obserwowano dzieci w wieku 17-26 miesięcy zauważono pewną wyższość w kategorii książka elektroniczna. Czy to tylko kwestia różnicy wieku między badaniami? A może przypadek i kwestia grupy? A może jak zwykle wszystko zależy od pary rodzic-dziecko i… książki. Z moich poszukiwań wynika, że tak długo jak chodzi o zwykłą książkę przełożoną po prostu na wersję „e” bez bajerów typu przyciśnij to będzie grało czy świeciło to na razie trudno jest ocenić czy i jaka jest różnica. Jedno jest natomiast pewne – czytanie jest ważne – jeśli macie chwilę na czytanie i akurat macie pod ręką książkę w wersji elektronicznej to czytajcie. Jeśli drukowaną, to też czytajcie. W obu wypadkach jest to jakościowa interakcja małego człowieka z rodzicem i nawet jeśli okaże się, że są jakieś różnice to sądzę, że nie będą one wielkie. Przy wersji elektronicznej warto natomiast pamiętać o tym, że jeśli czytacie książkę z właśnie tableta, jak w badaniach, to lepiej nie robić tego przed snem – chyba że macie tam filtr światła niebieskiego. Wiemy bowiem, że światło niebieskie przed snem niekorzystnie nań wpływa, a tego przecież nie chcemy.

4. Moje dziecko chce czytać w kółko te same książki – co z nim nie tak?!

Uwaga tego się na pewno nie spodziewacie – otóż… nic. To zupełnie normalne. Większość dzieci ma fazę w której z uporem maniaka czyta w kółko te same książki (albo i nawet książkę). Moje też tak miały. Co ciekawe są badania, które sugerują, że to upodobanie nasila się zwłaszcza w porze przed snem – i faktycznie czasem jest tak, że w ciągu dnia dzieci pozwalają na większą różnorodność, ale przed snem ma być TA i już. Wiedzcie więc, że poza tym, że to normalne to może też dawać dzieciom poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Czemu? Bo dla małych ludzi nawet błahe z punktu widzenia dorosłych treści mogą wiązać się z dużymi emocjami, a tak maluchy wiedzą co będzie i nie ma tego napięcia pod tytułem co się stanie. Po drugie badania wykazują, że to jest dobre dla dzieci. Czemu? Bo pozwala lepiej przyswoić nowe słowa i pojęcia zawarte w książce. Wykazano, że dzieci lepiej przyswajają nowe słowa gdy są one osadzone w tej samej historii. Dokładnie te same słowa przekazane w kilku różnych historiach nie są przez nie przyswajane aż tak dobrze. No i spokojnie – to też kiedyś przechodzi – z danych do których dotarłam wynika, że najwyższe przywiązanie do mielenia tej samej książki notuje się gdzieś w okolicach 3 urodzin. Potem to się zmienia i pięciolatki już mają znacznie szerszy wachlarz ukochanych książek 😉

5. Czy ma znacznie czy czytamy w porze aktywności czy przed snem?

Znaczenie ma to czy w ogóle czytacie. Jak czytacie to fenomenalnie, to jest najważniejsze, reszta to detale, drobiazgi, które w ostatecznym rozrachunku nie mają prawe żadnego znaczenia. Ale jako że to pytanie się dość często pojawia w waszych wiadomościach to odpowiadam, że owszem jest badanie sugerujące, że dzieci lepiej przyswajają słowa z książki jeśli po lekturze udały się na drzemkę – zauważono nawet, że dzieci przyswajały nowe słowa z różnych książek na poziomie porównywalnym z czytaniem w kółko tej samej książki, właśnie gdy po lekturze udały się na drzemkę. Czytanie przed snem nie jest więc złym pomysłem, to naprawdę fajny element rytuału przedsennego, ale jeśli u was się z jakiś powodów nie sprawdza to to naprawdę nie ma wielkiego znaczenia. Czytajcie kiedy możecie, kiedy wam pasuje, kiedy dziecko chce, kiedy macie siłę, ochotę, kiedy się da, a nie kiedy piszą w internetach.

A ja zgodnie z obietnicą chciałam wam jeszcze pokazać książki, które od niedawna rozgościły się na naszych regałach, czyli książeczki z serii Akademia Mądrego Dziecka – Bobas Odkrywa Naukę, które w prosty sposób wyjaśniają pewne koncepty naukowe maleńkim dzieciom.

Seria skierowana jest do maluchów, ale co ciekawe u nas najbardziej wciągnęły się w nią… starszaki. Generalnie doszło do tego, że moja ośmiolatka z radością siada i czyta swojemu najmłodszemu bratu – ona chłonie treść, on też coś tam przyswaja, ale przede wszystkim ma dobrą i ciekawą interakcję i radość. Myślę, że z tego samego powodu książeczki spodobają się wielu rodzicom maluchów i kilkulatków. W końcu to miła odmiana przeczytać coś innego niż fikcyjne historie znanych nam już na pamięć bohaterów dziecięcych książeczek, a do tego sami odświeżymy sobie pewne informacje i będziemy mogli błysnąć przed rodziną podczas oglądania TV, że niby tak dużo pamiętamy z fizyki czy tam innej chemii 😉

Co oczywiste nie mam złudzeń, że dzięki lekturze serii mój półtoraroczny syn ogarnie wszystkie nauki techniczne i będzie od tego tak genialny, że dostanie się na Harvard jeszcze w podstawówce. Nie mam też absolutnie takich ambicji. Natomiast według mnie książeczki te fajnie wprowadzają w temat i klimat dociekania. Pokazują dziecku bardzo życiowe analogie, które zaciekawiają i każą odkrywać co się pod tym kryje – jak tu gdzie dzidziuś buduje z klocków wieżę. No i wieża jest zbudowana z klocków. Ale z czego zbudowane są klocki? A z czego dzidziuś?

Część “Kwarki”

Albo pokazuje, że można połączyć latanie ptaków z budową rakiet. Albo łączy kocyk, które daje dzidziusiowi ciepło z kocykiem, który otacza ziemię i w pewnych warunkach sprawia, że robi się jej za gorąco, tłumacząc co możemy zrobić by tak nie było (energia odnawialna). I tak dalej. I tak dalej.

Część “Energia Odnawialna”

Według mnie to strasznie fajne książeczki, uproszczone do poziomu małych ludzi i potrafiące ich zaciekawić i pokazać świat z innej niż znana im dotychczas perspektywy. No i nareszcie coś innego – dla mnie po 8 latach siedzenia w książeczkach dla małych dzieci, wiecie tych z wesołymi z wierszykami lub historyjkami z takim polotem i tak intrygującymi i wciągającymi, że na tym tle nawet lektura opisów przyrody w Nad Niemnem zaczyna się wydawać jakaś taka znośna, to bardzo pożądany powiew świeżości.

Część o grawitacji to ulubiona mojego młodego – pewnie dlatego, że znalazł w niej zioma, który podziela jego pasje do ciepania żarciem na podłogę i odkrywa dzięki temu grawitację 😀 Bobas lubi wybór, Bobas lubi naukę 😉

Część Słuch

Część “Termodynamika”  no dobra tę część lubi równie mocno co Grawitację, bo jest o jedzeniu 😀

Wszystko to okraszone jest miłymi dla oka dziecka ilustracjami. Świetne jest też to, że mali bohaterowie serii mają różne kolory skóry, zaś w pozycjach o wzroku i słuchu poruszono kwestie osób, które nie słyszą lub nie widzą – przyznacie, że to raczej rzadkość w książeczkach dla dzieci. Wszystko to sprawia, że moim zdaniem są to pozycje warte uwagi, zwłaszcza, że jak sugeruje przykład moich dzieci poczytacie nie tylko z maluchem, ale i jego starsze rodzeństwo chętnie się przysiądzie i posłucha, a może nawet, jak u nas, poczyta za was…? 🙂

Jeśli seria spodobała wam się tak, jak nam to uprzejmie donoszę, że dzięki wydawnictwu Egmont mam też dla was rabat 30% (rabaty nie sumują się, ale jeśli jakaś książka jest już w promo np. 15% to dostaniecie kolejne 15) na całą serię Akademia Mądrego Dziecka (klik) do której należy nie tylko powyższa seria Bobas Odkrywa Naukę (klik) ale też seria książeczek dla maluszków z ruchomymi elementami, którą mamy już od ponad roku i Wiking ciągle ją bardzo lubi (zdjęcie poniżej). Wspomniany rabat dostaniecie na stronie wydawnictwa od 6 do 18 lutego na hasło: AMDmataja

Jeśli spodobał się wam ten post będzie mi bardzo jeśli go polubicie, udostępnicie lub skomentujecie na FB 🙂

Źródła:

Mendelsohn, Reading Aloud, Play, and Social-Emotional Development

AAP Literacy Promotion: An Essential Component of Primary Care Pediatric Practice

AAP Reading with children starting in infancy gives lasting literacy boost: Shared book-reading that begins soon after birth may translate into higher language and vocabulary skills before elementary school

Zero to Three

Massaro, Two Different Communication Genresand Implications for Vocabulary Development and Learning to Read

Munzer, Parent-Toddler Social Reciprocity During Reading From Electronic Tablets vs Print Books.

Strous, Parent–Toddler Behavior and Language Differ When Reading Electronic and Print Picture Books

Horst. Get the story straight: contextual repetition promotes word learning from storybooks.

Williams. Goodnight book: sleep consolidation improves word learning via storybooks

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

Be first to comment