Klocki, które rozwijają umiejętności matematyczne, bawią i są ekologiczne – cudo!

Partnerem wpisu jest wydawnictwo Egmont – partner nie miał wpływu na przedstawione tu treści ani opinie.

Na blogu rzadko pokazuje zabawki – prawdę mówiąc przez te 6 lat pisaniny to chyba ze 2 razy coś pokazałam. Ba, jakby przeskanować wszystkie moje wpisy to najczęściej zabawki bezlitośnie obśmiewam i punktuję, że dzieciom potrzeba mniej niż więcej i w zasadzie wszystkie dotychczasowe propozycje współpracy związanej z zabawkami na blogu (a jest ich naprawdę sporo) odrzucałam. Dlatego kiedy już pokazuję wam coś do zabawy – to wiedzcie, że coś się dzieje. A raczej, że znalazłam coś co sprawiło, że szczena mi opadła. Zresztą nie tylko mi, ale też moim dzieciom („mamo te klocki są przefantastyczne” – Pierworodna lat 8), mojemu mężowi i uwaga – mojej mamie – która jest zachwycona pomysłem, wykonaniem i wyglądem.

Dlatego – bez kitu – Klocki Cardblocks, bo o nich mowa, to koncept tak ciekawy i dający tyle możliwości, że musicie je poznać.

Co je wyróżnia?

Po pierwsze to, że są w całości zrobione z tektury – grubej, porządnej tektury więc bez obaw, że się rozleci w paluchach, a jednocześnie ze świadomością, że nie jest to kolejny kawał plastiku w naszym domu. Dzięki temu dziecko obcuje też z materiałem innym niż zazwyczaj (po fazie niemowlęcej gdzie w każdy karton się włazi 🙂 ). Inny jest nie tylko materiał, ale też kolor – tu nie ma intensywnych, krzykliwych barw – tu jest spokojny, stonowany kolor… kartonu. Do mnie ten kolor bardzo mówi i moim skromnym zdaniem bardzo ładnie prezentuje się w dziecięcym pokoju, wprowadzając do niego nieco harmonii, ale co ważniejsze jeśli dziecku ten stonowany wygląd nie odpowiada to może sobie klocki wedle życzenia pomalować na dowolny kolor i wzór – wściekły różowy, bijący po oczach pomarańcz czy bezdenną czerń – ogranicza nas tylko wyobraźnia i dostępne w domu przybory do malowania/rysowania/ozdabiania.

Po drugie klocki wymyślił i stworzył nasz rodak, a żyjemy w czasach gdzie wspieranie rodzimych inicjatyw jest bardzo ważne. Najbardziej ujmujące za serducho jest w tym jednak to, że motorem napędowym powstania klocków Cardblocks była chęć stworzenia czegoś dla… wnuczki! Czegoś co jej się nie tylko spodoba, ale też pozwoli przemycić do zabawy sporo wiedzy matematycznej. Zresztą przeczytajcie sami co ich twórca pan Piotr Nawracała napisał mi gdy zapytałam o to skąd wziął się pomysł na klocki:

„Poza chęcią błyśnięcia przed wnuczką (dziadkowie tak już chyba mają), dopadła mnie chęć przemycenia za pomocą tych klocków wiedzy matematycznej. A przy okazji pokazuję jak konstruować obiekty przestrzenne z płaskiego arkusza materiału o dowolnym kształcie. Ukułem termin element konstrukcyjny tworzony metoda odwróconej płaszczyzny. Dzięki tej metodzie można budować elementy niemożliwe do wykonania dotychczasowymi metodami. Na tym polega innowacyjność systemu. Łącznik i klocek podstawowy są kluczowe, ale np budując kopułę, znakomicie można ,,sprzedać info o liczbie pi (ilu dzisiaj wie skąd ona się bierze…)”, rotunda to walec, bryły platońskie, to prawie cała podstawowa geometria. Dla ambitniejszych można w prosty sposób opowiedzieć o geometrii sfery.”

Mocne, prawda? A do tego naprawdę świetnie rozwija wyobraźnie przestrzenną, bo pokazuje jak z totalnie płaskiego kawałka kartonu można stworzyć w zasadzie dowolną konstrukcję. Tak płaskiego, bo gdy otworzymy pudełko znajdziemy tam wyłącznie płaskie kawałki tektury. To bodaj jedyne klocki na świecie, których składanie trzeba zacząć już od złożenia… pojedynczego klocka. To jest naprawdę wyborny pomysł i moje dzieci poświęciły na to składanie całe przedpołudnie, siedząc w pełnym skupieniu i radości. Moja córka, która uwielbia takie rzeczy i nieustannie podkreśla, że jak dorośnie zostanie inżynierką jest zachwycona. To jest coś nowego, coś czego nie znała, coś co daje możliwość zbudowania nie tylko stosunkowo niewielkich konstrukcji, ale też naprawdę dużych, imponujących modeli.

Za zgodą Pana Piotra publikuję też jego zdjęcie z wnuczką i klockami 🙂

Bardzo podobało mi się też, to że pan Piotr wspomniał, że na stare lata próbuje „podstępnie” edukować, bo w młodości nie bardzo chciało mu się słuchać podobnych treści, a potem zrozumiał, że jednak warto 🙂 Cóż, ja myślę, że w młodości po prostu dorośli nudzili o matematyce, zamiast edukować przez zabawę. Pan Piotr to zresztą w ogóle barwna postać – jest inżynierem środowiska i zacerem (tata i wujowie byli drukarzami i tak też musiałam wpisać w googla co robi zecer :D), zawodowo projektuje nietypowe opakowania, stworzył pracownię starych technik drukarskich w której pokazuje dzieciakom jak to wyglądało, tworzy projekty i urządzenia do obrazowania trójwymiarowego i jak sam napisał jest tym typem, który ,,poszukuje metalu lżejszego od powietrza” 🙂 No mówię wam gęba mi się cieszyła jak czytałam sobie o życiu i dokonaniach pana Piotra.

Trochę się rozpisałam, ale ja po prostu uważam, że o takich ludziach za mało się pisze i mówi, a zasługują na uwagę jak mało kto. Ale wracając do klocków to podstawową jednostką budulcową jest tu prostopadłościan, który, jak już wspomniałam najpierw trzeba samodzielnie złożyć – przy czym składanie to nie jest trudne – ośmiolatka poradziła sobie sama po zerknięciu w instrukcje, sześciolatkowi musiałam trochę pomóc zrozumieć jak to zrobić, ale po kilku próbach ze mną śmigał już sam. Takie prostopadłościany (w zestawie podstawowym jest ich 50) łączymy ze sobą za pomocą specjalnych również zrobionych z tektury łączników. Łączenie jest proste, nie wymaga siły – zdecydowanie natomiast wymaga planowania, czyli myślenia o tym co chcemy stworzyć i jak to w tym celu połączyć. I właśnie to jest w tym wszystkim najlepsze, bo to zupełnie inny system budowania niż zwykle znają dzieci więc główka pracuje jak bum-cyk-cyk, a przy okazji rączki pracują więc ćwiczymy umiejętności manualne. Prawdę mówiąc ja przy pierwszym składaniu się bałam jak będzie wyglądać potem rozłączanie i że trzeba będzie bardzo grzebać celem wyjęcia tych łączników albo że będą się przy tym niszczyć, ale okazało się, że to się po prostu rozsuwa (co pokazało mi moje inżynierskie dziecko, bo ja chciałam iść po pęsetę żeby wyjąć łączniki :P).

Zresztą sami zobaczcie – to dostajecie w pudełku:

I tak składacie:

Z każdego z tych arkuszy po złożeniu otrzymujecie pojedynczy klocek

A potem całą bandę klocków:

Do zestawu podstawowego, który naprawdę sam w sobie stwarza masę możliwości – można też dokupić wspomnianą już rotundę lub kopułę, które dadzą ich jeszcze więcej. Zaznaczam jednak, że złożenie elementów tutaj jest już nieco trudniejsze – młoda poświęciła temu trochę pracy, ale była z siebie obłędnie dumna gdy zrozumiała co i jak. To brzmi jakby to było arcy trudne, ale wiecie mówimy o ośmiolatce, która mierzyła się z tym sama, bo myśmy byli akurat dość zajęci. A profit z tego, że ona sama musiała dojść do tego jak to zrobić i gdzie popełniła błąd to jest dla kwintesencja wartości edukacyjnej zabawki. To jest właśnie edukacyjne – nie walenie w plastikowe guziki, które grają i śpiewają jak się dobrze walnie. Już nie mówiąc o jej radości i dumy z tego, że zrobiła to wszystko sama.

Poza tymi trzema zestawami można też kupić po prostu zestaw brył platońskich, które będą dla dzieci fajną pomocą w zrozumieniu i nauce geometrii.

I mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale tak naprawdę całość mojej opinii można zamknąć w tym, że we mnie te klocki budzą autentyczny zachwyt. A to się rzadko zdarza – zresztą sami wiecie, że ja nie piszę o takich rzeczach ani nie opowiadam wam co chwilę o cudownych walorach tego i tamtego. No nie, bo mimo usilnych starań nie widzę tych walorów i rzadko mnie cokolwiek dla dzieci co nie jest książką/grą planszową zachwyca. Ale Cardblocks mnie zachwycają – są wyśmienicie kreatywne, są edukacyjne, rozwijają sprawność manualną i wyobraźnie przestrzenną, są ekologiczne, są w 100% polskie, stoi za nimi nietuzinkowy twórca i wspaniała historia, bo powstały przecież z czystej MIŁOŚCI, a moje najstarsze dziecko przepadło w klockach na kilka dni do tego stopnia dosłownie nic innego jej nie interesowało – młoda miała nawet wypieki na licu, a aktualnie co rano znajduję ją budująca coś nowego. Salon wspólny Gryffindoru, domek dla lalek, wielopiętrowe łóżko dla misiów, model zwierzaka, tor przeszkód dla szczurów, zamek i tak dalej, i tak dalej. Jedyny minus jaki w nich widzę to to, że zajmą po złożeniu sporo miejsca więc trzeba będzie osobne pudło lub worek dla nich wygospodarować i przestrzeń do trzymania, ale z drugiej strony plastikowy garaż dla resoraków od 2 lat zajmuje pół pokoju mojego dziecka, a nie daje nawet w połowie tylu opcji zabawy co Cardblocks 😉 Ja jestem naprawdę zachwycona – wiem, że się powtarzam, ale to jest naprawdę wyborna zabawka.

Polecam więc je waszej uwadze czy to na prezent Dzień Dziecka lub jakąkolwiek inną prezentową okazję, czy jako samodzielną zabawę na nadchodzące wakacje, czy jako zabawę, w którą i wy chętnie wsiąkniecie jeśli lubicie takie rzeczy, bo wspólne konstruowanie daje tu sporo frajdy. Klocki możecie kupić na stronie wydawnictwa Egmont (klik) i w dodatku załatwiłam wam na nie rabat na hasło matajaklocki w wysokości 35% od ceny wyjściowej na każdy z 4 zestawów Cardblocks na Egmont.pl w terminie 25.05 – 1.06. 2020 (klik), bo bardzo bym chciała by i takie zabawki stały się modne – proste, z prostych materiałów, niepiszące żadnych gotowych scenariuszy tylko oddające cały pomysł na zabawę (i naukę przy okazji) w ręce dziecka.

ps. mam prośbę jeśli uważacie, że klocki są fajne to weźcie polajkujcie lub skomentujcie na FB – niech pan Piotr wie że nie tylko mnie zachwyca jego pomysł 🙂

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

4 komentarze

  • Odpowiedz Maj 26, 2020

    Katarzynka

    labirynt dla szczurka! 🙂

  • Dziękuję za polecenie. Nie mamy jeszcze takich klocków, a nasza córka lubi budować i konstruować. Wypróbujemy :).

  • Odpowiedz Maj 29, 2020

    Angelika

    Przefajne one są! Ale bym się bawiła….tzn. dzieci,nie ja :p

  • Też je mamy i tak jak na początku nie byłam przekonana czy się sprawdzą tak po pierwszym dniu okazało się, że są rewelacyjne. Dzieciaki ciągle się nimi bawią 🙂

Leave a Reply