Kiedy dzieci mogą się czegoś nauczyć z bajek z morałem – ważne i ciekawe badanie.

Jak wiecie jestem wielką fanką połączenia dzieci i elektronika. Równocześnie staram się dużo pisać na temat tego, czego świadomość powinni mieć rodzice wpuszczając dziecko w świat mediów cyfrowych, a jedną z kwestii, którą podkreślam do znudzenia jest towarzyszenie dziecku w tym co ogląda i pomaganie mu w przełożeniu tego co widzi na ekranie na realne życie. Jest to szczególnie ważne u dzieci do lat 5.

Spotykam się jednak dość często z pytaniem czy jak ktoś puszcza ściśle wyselekcjonowane, wartościowe w jego mniemaniu i edukacyjne treści to też powinien tu towarzyszyć, bo przecież chyba niekoniecznie. No i tu moi mili mam dla was jedno słowo, a jest nim: ZONK.

Tak się bowiem składa, że jeśli chcemy by to co ogląda dziecko było dla niego edukacyjne, to wydaje się, że nasze towarzystwo jest… tym bardziej konieczne.

Czemu? Ano już wam tłumaczę na przykładzie badania z 2009 roku, w którym analizowano bandę dzieciaków w wieku lat 5-6 i sprawdzano co berbecie owe wyciągnęły z odcinka bajki o Cliffordzie, wielkim czerwonym psie. W odcinku tym pojawił się w bowiem piesek bez jednej łapki, który chciał bawić się z Cliffordem i jego przyjaciółmi. Niestety rzeczeni przyjaciele na widok trójnogiego psa nie podeszli jakoś z entuzjazmem – raczej z obawami – ba, jeden z nich nawet wyraził obawę o to, że jak będzie się z nim bawił, to zarazi się bakteriami, które sprawią, że też będzie miał tylko 3 łapki. Akcja się rozwijała jak to w bajach – każdy z nas jest w stanie sobie wyobrazić jak to wyglądało – ale ostatecznie pod koniec odcinka psi przyjaciele zrozumieli, że trójłapki piesek jest takim samym psiakiem jak one i z radością przyjęły go do swej grupy by zabawom i radości nie było końca. Happy end. Życiowa lekcja tolerancji odbyta.

No z tym że nie bardzo. Bo choć dla dorosłych przesłanie jakie płynie z tej bajki było jasne (tak, badacze to sprawdzili i pytali dorosłych o to jaką lekcje daje ten odcinek) i wszyscy zgodnie stwierdzili, że z bajki można wyciągnąć lekcję, że ludzie z niepełnosprawnościami są tacy jak my, wartościowi, fajni, przyjaźni i że spędzanie czasu z nimi jest fajowe, a ponadto, że niepełnosprawnością nie da się zarazić. To jednak gdy zapytano o to dzieci, które uczestniczyły w badaniu, to cóż – odpowiedzi nie były wcale takie jakich oczekiwaliby rodzice.

Po bajkowym seansie badacze zaczęli bowiem maglować dzieciaki – najpierw ogólnie na temat tego czy wg nich z tej bajki płynie jakaś lekcja/morał/przesłanie i jeśli tak to czy dziecko może powiedzieć jakie (pytanie otwarte), a potem zaczynali pytać już bardziej szczegółowo, podrzucając im wprost pod nos kilka opcji do wyboru na temat tego czego ta lekcja mogła dotyczyć. Wśród opcji tych znalazły się:

„… gdy zrobimy coś złego, powinniśmy zawsze powiedzieć na ten temat prawdę nawet gdy to oznacza kłopoty”

„…gdy zobaczymy kotka, pieska lub inne zwierzę, które ma 3 łapki powinniśmy być dla niego dobrzy”

„…jeśli spotkasz inne dziecko, które jest niepełnosprawne np. musi używać kul do poruszania się, to możecie swobodnie zostać przyjaciółmi”

Okazało się, że dla większości dzieci z bajki albo nie płynęło żadne przesłanie albo jeśli już jakieś płynęło to nie było one spójne z tym jakie widzieli dorośli (to choćby dzieci nie widziały w tym lekcji choć ciut związanej z tolerancją, tylko np. lekcję tego, że trzeba myć ręce żeby się nie zarazić zarazkami). Gdy z kolei dzieciom dano do wyboru kilka opcji ewentualnego przesłania to jedynie 11% z nich wybrało tę odpowiedź, która była oczywista dla dorosłych. Pozostałe dzieci wybrały albo opcję zupełnie niezwiązaną z przesłaniem odcinka albo opcję wprost czyli że trzeba być dobrym dla zwierzątek z trzema łapkami. Potem zresztą dzieciaki poddano jeszcze paru innym testom rozumienia przesłania i całość wyników generalnie można streścić następująco: jeśli dzieci w ogóle wychwyciły z bajki jakieś przesłanie to przełożenie go i generalizowanie na większym obrazie (jak przeniesienie z piesków na ludzi) im nie do końca wychodziło. Jak przyznają sami autorzy niezależnie od wariantu badawczego (bo oni tam jeszcze kilka innych komplikacji wprowadzili) – dla większości dzieci biorących udział w badaniu była to bajkach o przygodach piesków z naciskiem na pieska z 3 łapkami, a nie lekcja tolerancji i inkluzywności społecznej.

I choć, jak to zwykle badacze, wskazują też, że to tylko jedno badanie i w jednym modelu więc nie można tu jakoś mocno generalizować, to równocześnie przytaczają inne badania (wykorzystujące inne bajki), sugerujące, że coś jest na rzeczy. I że to nie tylko maluszki mogą mieć problem ze zrozumieniem przesłania wyraźnego dla dorosłych, ale nawet te starsze, szkolne dzieci dopiero z czasem rozwijają rozumienie morału jaki płynie choćby z Harryego Pottera.

W podsumowaniu publikacji autorzy podkreślają też, że ich wyniki nie wskazują w żadnym razie ani na to, że bajki i programy dla dzieci nie mogą być edukacyjne ani że mają coś przeciwko bajce o Cliffordzie :). Wskazują jednak, że tym co na podstawie uzyskanych tu wyników warto rozważyć jest to by towarzyszyć dziecku w oglądaniu i pomóc mu zrozumieć morał, przesłanie, lekcję czy wartości jakie chcemy by wyniosło z danej bajki. Bo samo zostawienie dziecka z bajką o wartościowej i modelującej fajne postawy treści nie jest równoznaczne z tym, że dziecię ją w ogóle w natłoku fabuły zauważy.

To samo można zresztą odnieść do książek z morałem, gdzie też trzeba na niego zwykle dziecię naprowadzić – sęk w tym, że rodzice mają tendencję do tego by o książkach rozprawiać, a o tym, że o bajce też warto jeśli coś chcemy przemycić już zapominamy. Myślę, że jest to warte podkreślenia tym bardziej, że w ostatnich dniach ze względu na sytuację w USA bardzo wiele z was pisało o mnie z pytaniem czy mogę polecić jakieś bajki na temat nauki tolerancji. Tymczasem jak widać same listy wartościowych historii to nie wszystko.

Mam też nadzieję, że to wam mimo wszystko pokazuje, że to całe współtowarzyszenie przy oglądaniu wcale nie musi być trudne i że nadal można sobie obok robić swoje rzeczy. Dla większości dorosłych wykminienie o co chodzi w bajce, który z bohaterów zachowuje się nie tak jak chcemy, a który owszem zajmuje mrugnięcie okiem i słuchanie jednym uchem. A jak się bajka skończy wymienić kilka zdań na temat tego co tu się właśnie wydarzyło 🙂

Mares i wsp., 2008. Be Kind to Three-Legged Dogs: Children’s Literal Interpretations of TV’s Moral Lessons

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

6 komentarzy

  • Odpowiedz Czerwiec 8, 2020

    Gosia z Gosia i Jerzy

    Znamy bajkę o Cliffordzie 🙂 Bardzo fajna.
    Ciekawe badanie i wnioski. Z dziećmi trzeba jak najwięcej rozmawiać. Nie zawsze udaje się obejrzeć bajkę z córką, ale wtedy rozmawiamy o tym co obejrzała. Oczywiście sama ogląda tylko te bajki-serie, które wcześniej sprawdziliśmy oglądając razem.

  • Odpowiedz Czerwiec 8, 2020

    rz

    Brakuje badań tego, co wyniosły dzieci z towarzyszącym dorosłym, który pomógł zrozumieć morał, bo odnoszę wrażenie, że efekt byłoby taki sam (lub prawie taki sam) 😉 Że to po prostu nie ten wiek 😛

  • Odpowiedz Czerwiec 9, 2020

    Alicja

    W tym badaniu takiej grupy nie było, ale są inne, sugerujące, że narrator, który przewodzi po przesłaniu bajki zmienia rozumienie, tak samo jak potrafi odwrócić uwagę od mocno negatywnej treści i skierować ją na dobrą – i na ich podstawie sugeruje się takie postępowanie

    • Odpowiedz Czerwiec 9, 2020

      A.

      Mi się wydaje (podkreślam wdaje), że po samym obejrzeniu z narratorem może będzie podobnie, ale moja córka do obejrzanych treści wraca (zarówno jako chęć ponownego obejrzenia jak i i chęć odgrywania ról oraz rozmawiania o tym co widziała). I już przy okazji tych powrotów z odtwarzaniem ról i omawianiem treści można dużo pogadać niejako z jej inicjatywy. Ja sobie cenię, tym bardziej, że głównym współoglądajacym jest mąż, wiec i jego trafiają zabawy w ole i pogadanki:)

  • Odpowiedz Czerwiec 10, 2020

    Fotografia Dzieci

    Bardzo dużo pracujemy z małymi dziećmi i noworodkami. A ten blog to skarbnica wiedzy. Bardzo dziękujemy za udostępnione materiały. Wrzucamy waszego bloga do ulubionych zakładek 😉

  • Odpowiedz Czerwiec 11, 2020

    Oliwka

    Dla mnie to bardzo ciekawy tekst. Niejako potwierdza to, co jakoś tam czułam podskórnie. Po pierwsze moje dziecko kocha oglądać bajki w towarzystwie. Uwielbia to po prostu i często towarzyszyłam mu właśnie ze względu na to, że ma wtedy podwójną frajdę z seansu. Po drugie, zauważyłam, że nawet jak ogląda sam, z największym zainteresowaniem, jakieś cuda “jak powstaje dźwięk” czy “jak działa fotosynteza”, to wynosi z tych treści bardzo mało, zaskakująco mało – byłam pewna, ze po takiej edukacyjnej bajce temat będzie ogarnięty, ale jednak bajki są dość mocno metaforyczne (cząsteczki to małe ludziki, prąd to biegnące ludziki itp.) i do dziecka wcale to tak łatwo nie trafia, chyba że właśnie z komentarzem dorosłego. Fajnie, że powstało takie badanie. A więc gary pozostaną brudne 😉

Leave a Reply