Gdy mama ma dość dotyku…

Pamiętasz jak oglądaliście każdy film wtuleni w siebie? Jak lubiliście swoją bliskość fizyczną i to nie tylko tę seksualną, ale taką zwyczajną, ciepłą, pełną uczucia i troski? Słodkie to było, prawda?

Wracasz do tych chwil teraz kiedy wieczorem albo choć po kilku godzinach spędzonych z dzieckiem/dziećmi, jedyne na co masz ochotę to usiąść cichutko w kąciku tak żeby nikt od ciebie niczego nie chciał, nie mówił, ale przede wszystkim nie dotykał. Kiedy na samą myśl o zwyczajnym przytuleniu się do miłości Twego życia jest Ci słabo, a gdzie tam mówić o „czymś więcej”. Kiedy film chcesz oglądać w rogu kanapy, a nie w ramionach drugiej połówki. Kiedy zastanawiasz się co z Tobą nie tak.

A wiesz, że to nie tylko Ty? Po angielsku mają na to piękne określenie „touched out”. Po polsku nie mamy własnego, ale można przerobić na przedotykana lub przebodźcowana dotykiem. To jest taki fenomen, o którym niestety w literaturze naukowej też nie piszą, ale jako, że:

  • sama doświadczyłam
  • dostaję od was naprawdę masę wiadomości na ten temat
  • kobiety z różnych zakątków naszego globu, z różnego zaplecza socjoekonomicznego intensywnie piszą w sieci o tym, że sprawa ich nomen omen dotyka

to bez kitu nie potrzebuję publikacji ani w Nature ani w Postępach Matkologii Pcimia Dolnego by mieć wielce naukowy dowód, że zjawisko to istnieje. Zwłaszcza, że nie ma w nim nic zaskakującego.

Czemu? Ano, bo przecież większość z nas gdy wróci z dzieckiem z „kulek” gdzie hałas, gwar dziecięcych głosików i umpa-umpa muzyczki to norma, desperacko potrzebuje ciszy. To samo gdy wrócimy z koncertu albo innego głośnego miejsca. Nasz zmysł słuchu dostał tyle bodźców, że dla równowagi pragniemy „słyszeć ciszę”. I nikt się temu nie dziwi.

Czemu więc dziwi nas, że zmysł dotyku też potrzebuje odpoczynku? Przebodźcowanie dotykiem przychodzi bowiem wtedy gdy nasze ciała nie mają opcji bycia „naszymi”. Gdy ich podstawową rolą staje się bycie dla dziecka. Piersi są źródłem jedzenia, ramiona ukojeniem, schronieniem i taksówką przenoszącą z punktu A do B, ba, gdy ramiona zajęte są czymś innym to zawsze można złapać się matczynej nogi. Kolana są wygodniejsze niż krzesło, po plecach można się śmiesznie wspinać i nigdzie nie śpi się tak dobrze jak na matczynej klacie. W życiu dziecka bywają takie okresy, że dosłownie „wisi” na głównym opiekunie, czyli w praktyce najczęściej na matce. Te okresy zdarzają się nie tylko w niemowlęctwie, ale też później gdy dziecko jest chore czy przechodzi jakiś trudniejszy okres.

Te okresy sprawiają, że nasze ciało przez większą część doby nie jest samo. Nic zatem dziwnego, że nasz zmysł dotyku ma potem dość, że chce odpocząć, że pragniemy spokoju i samotności, że nie potrzebujemy kolejnego przytulaska ani całusa, tylko autonomii i bycia li tylko z sobą, z dala od innych ludzi i ich dotyku. Oczywiście to nie jest tak, że każda matka tego doświadczy, bo nasze tolerancje na tego typu bodźce i doznania są różne – jedyni są bardziej przytulaccy, inni mniej, ale z moich obserwacji wynika, że sporej części się trafi.

Wkurza mnie zatem, że nikt nie uprzedza o tym przyszłych rodziców, bo potem są zaskoczeni. I ona. I on. Panowie przecież też nie czują się komfortowo, bo u wielu par afekt fizyczny – to przytulenie, ten całus, ten dotyk również ten zupełnie niewinny, nie prowadzący w zamyśle do seksu – to ważny element związku, który był, a teraz został nagle zabrany. Kiedy ona nagle odrzuca „głupie” przytulenie – to mogę się jedynie domyślać, że prowadzi to do myśli „co się z nami stało”, które wcale nie są krzepiące.

Tymczasem zwykle gdy w takiej sytuacji kobieta-mama potrzebuje przestrzeni to wcale nie oznacza, „nie kocham cię już tak bardzo” ani „nie chcę cię” ani „nie podobasz mi się” ani „nie jesteś już dla mnie ważny”. To po prostu oznacza, że w danym dniu dotyku było dla nas za dużo i potrzebujemy chwili i przestrzeni na dojście do równowagi. Czasem ta chwila musi być dłuższa, a czasem wystarczy naprawdę „chwila”.

I tak jak za tym niewinnym przytuleniem nie ma żadnych podtekstów, tak za niechęcią do niego – też nie ma. Ot po prostu jak się człowiek przeżre po czubeczek przełyku to nie ma ochoty na kolejna kanapkę, tak samo człowiek, który cały dzień kogoś tulił, nosił, bujał, karmił, pocieszał, podnosił, przenosił, lulał i głaskał, może nie mieć ochoty na kolejne tulenie (choć czasem ma na masaż, bo plery bolą… ;))

Świadomość tego, zaakceptowanie, że tak bywa i że to nie tylko u was są bardzo ważne, bo pomogą uniknąć napięć i niepewności. Warto bez emocji i obwiniania się porozmawiać o tym jak się czujemy i dlaczego. I zastanowić się razem czy jest jakaś opcja by zmniejszyć obciążenie mamy dotykiem.

Wiem też z waszych wiadomości, że dla wielu z was to coś o czym trudno się mówi, bo same nie wiecie jak zwerbalizować to co czujecie i czujecie się z tym głupio. Pamiętajcie więc, że niepotrzebnie, bo to zupełnie normalne – po prostu zdarza się, że jest się tak przeładowanym i przebodźcowanym dotykiem małego człowieka, że nie chce się już żadnego innego dotyku – nawet od tego zioma, którego przecież kochasz i do którego tulenie się było kiedyś kwintesencją udanego wieczoru. To nie tylko u was tak jest. I z czasem powinno być lepiej. A póki co nie poddawajcie się – tylko rozmawiajcie. Jak każde z was swobodnie będzie mogło powiedzieć co, jak i dlaczego czuje to będzie wam łatwiej wykrzesać dla siebie wzajemne zrozumienie. I jeszcze kiedyś będzie normalnie! Serio 🙂

Mama Pierworodnej, Drugorodnego i Wikinga. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

13 komentarzy

  • Odpowiedz 15 czerwca, 2020

    Marta_wu

    O tak! Aktualnie toleruję tylko i wyłącznie bliskość dziecka. Kazdy inny dotyk jest zły. Wieczorem, po zaśnięciu dziecka marzę tylko o ciszy, pustym domu, lodach/czekoladzie.

  • Odpowiedz 15 czerwca, 2020

    Aga

    Dziękuję za ten wpis… już myślałam że jest ze mną coś nie tak. Najgorzej że nie wiem kompletnie jak o tym porozmawiać z mężem, widzę że przez to go coś trapi a ja dobrze wiem że to przeze mnie i nie potrafię mu tego wytłumaczyć…i boję się że będzie gorzej tym bardziej mi trudno bo nigdy nie byłam dobra w opisywaniu swoich uczuć. Co chwilę mnie pyta czy go kocham …a mnie już to irytuje bo przecież kocham go!

  • Odpowiedz 15 czerwca, 2020

    Gosia

    Jak ja cię lubię za takie wpisy?
    Najgorzej jak chcesz się przytulić ukradkiem ale twoje bystre dzieci zaraz to wypatrzą i ląduje na tobie „kupa mięsa” ?
    PS. Dzieci ci urosły, zaktualizuj wiek!

  • Odpowiedz 15 czerwca, 2020

    Lili

    Dziękuję za ten teks, tak bardzo… Teraz wiem że mi nie „odbijało” jak to mówił mój mąż, że po prostu czułam to dużo bardziej niż bym przypuszczała. Szkoda ze przeczytałam to tak późno bo niestety brak świadomość, wsparcia, zrozumienie i pomocy plus hasimoto i dołki zaprowadziły nas na sam skraj związku. Teraz po tym burzliwym czasie rozstanie jest nieuniknione. Cała wina za stan rzeczy został zrzucona na mnie…

  • Odpowiedz 15 czerwca, 2020

    Marlon

    A co jak nie mam ochoty już dłuższy czas , dziecko starsze , nie wisi na cycu , przytula sie ale nie cały dzień i nie masz ochoty na tulenie z mężem

  • Odpowiedz 16 czerwca, 2020

    Kasia

    Hehe a ja mam tę przypadłość wybiórczo. Tulenie i sex jest ok, ale nie dotykać piersi! Syn ma 20 miesięcy i jeszcze go karmię i mam tak zmęczone piersi, że to jest strefa zakazana 😉

    • Odpowiedz 8 lipca, 2020

      Kasia

      U mnie po zakończeniu karmienia nikt nie może dotykać piersi ani mąż ani dzieci. Ale ja nie karmię 4 miesiące i jestem w ciąży, więc pewnie za świeża sprawa, patrząc też na to, że wcześniej karmiłam ponad 3 lata.

  • Odpowiedz 16 czerwca, 2020

    Michalina

    Ja po ponad 30 latach życia dowiedziałam się jak bardzo jestem wrażliwa na hałas. Czasem po godzinie z dwójką piskunów – wrzaskunów wychodzę z siebie i staję obok. A najgorsze jest to, że kiedy widzą, jak mnie to wyprowadza z równowagi, to piszczą jeszcze głośniej.
    Jeśli chodzi o dotyk, to chyba mam jakieś niedobory, bo żadne tulenie mi nie przeszkadza

  • Odpowiedz 23 czerwca, 2020

    Aleksandra

    Ja nieraz mam tak po prostu 🙂 Nie zawsze mam ochotę na przytulanie i czułość. Nieraz chcę po prostu zostać sama ze sobą.

  • Odpowiedz 25 czerwca, 2020

    Monika

    Jesteś wspaniała! Lektura Twojego bloga powinna być obowiązkowym elementem nauk przedmałżeńskich 🙂
    Ja ostatnio wolę nie spać w nocy po to tylko żeby cieszyć się spokojem. Chodzę bez celu po domu, coś posprzątam, coś pozmywam… ogólnie mogła bym spiąć pośladki i zrobić to szybko i mieć wolne ale tak lubię gdy dzieci śpią (roczniak i trzylatek), gdy jest cisza, gdy robię po kolei co chce, bez ciągłego gotowania, karmienia, bycia mediatorem w sporach o zabawki, itd że przeciagam ten czas jak mogę… nigdy nie przypuszczałam że spełnieniem moich marzeń będzie możliwość postawienia wiadra od mopa na środku kuchni bez obaw że za chwilę kuchnia zamieni się w basen;-)
    Więc ja do listy dopisuje jeszcze ogólny spokój nawet kosztem snu 🙂 nadmiar dotyku i hałasu oczywiście też odczuwam.i o ile potrzeba ciszy była dla mnie oczywista to z dotykiem naprawdę dałaś mi odpowiedź na wszystkie moje dziwne nerwowe stany wieczorem.

  • Odpowiedz 28 czerwca, 2020

    Wisznu

    Czytałem kiedyś na blogu, (mamwatpliwosc.pl – polecam tak przy okazji), półżartem pisane, że to odruch obronny – bo od przytulania można krok po kroku przejść do kolejnych etapów dotyku, a z tego to się potem dzieci biorą 😉

  • Like!! Great article post.Really thank you! Really Cool.

  • Odpowiedz 15 listopada, 2020

    Gili

    Mam to samo. Do 2 tygodniowego dziecka mam cierpliwość i jestem na każde kwilenie. Za to szlag mnie trafia, gdy w nocy do naszego łóżka przychdzi 3 córka, która do taty sie przytulić nie może tylko czeka aż uśpie młodego by nia się zajać. To samo rano mnie budzi, że musimy wstawać albo w ciagu dnia nie moge usiaść w spokoju bo jak nic nie robie to musi na mnie wisieć, przytulać się, wspinać itp. Niby wiem, że to jej reakcja na nowe dziecko i że stara zagarnać jak najwięcej mamy, ale mam już dość, szczególności że tata obok taki “niedotykany” jest

Leave a Reply