Co czuje mama dziecka z kolkami.

Kolki. Coś o czym napisano opasłe tomiska poradników rodzicielskich, coś o czym każdy szanujący się serwis dla rodziców ma co najmniej kilka artykułów i coś o czym choć naukowcy wiele nie wiedzą, to ciocia i wujek dobra rada wiedzą wszystko. Wiadomo.

Największy jednak problem z kolkami nie kryje się wcale w ludziach „dobra rada”, tylko w tym, że o kolkach mówi się w zasadzie wyłącznie w aspekcie dzieci. Zapominając zupełnie o tym, że z kolkami walczą też rodzice. Najczęściej zupełnie sami, pozbawieni pomocy i wsparcia. Ba, często walczą same mamy, bo tata w pracy, a kolejki chętnych do pomocy i noszenia na rączkach owszem ustawiają się, ale li tylko po spokojne, różowe bobasy. Tych płaczących, wijących, zanoszących się maluchów już jakoś nikt nie kwapi się uspokajać. Ale może to się zmieni gdy uświadomimy sobie co czują w trakcie tych wszystkich chwil ich mamy.

Ich emocje i myśli możemy bowiem poznać dzięki analizie, w której udział wzięły mamy po raz pierwszy, które w dodatku z uwagi na nasilony i długotrwały płacz niemowlęcia zaczynały szukać dla niego pomocy medycznej lub paramedycznej. Na podstawie rozmów z nimi, a następnie analizie transkrypcji z tychże badacze niejako skatalogowali ich emocje, uczucia i przemyślenia dzięki czemu oni mogą prowadzić dalsze badania, a my możemy zastanowić się jak lepiej wspierać mamy. Poniżej postaram się zatem skrótowo opisać to co w mojej opinii najważniejsze dla takiego zwykłego, ludzkiego zrozumienia z czym na co dzień zmagają się te mamy.

Po pierwsze dziecko z kolką indukuje u mamy duży poziom lęku.

Myśl, że “coś z dzieckiem nie tak” pojawia się w głowach wielu „kolkowych” mam. Z doniesień moich osobistych czytelniczek wiem, że często te myśli wspierają bliscy, którzy sączą jad nad uchem i porównują zachowanie malucha do zachowania własnych latorośli, które nigdy się z kolkami nie zmagały: „moje tak nie miały, to nie jest normalne” – co tylko pogłębia obawy mamy. A jeśli dodamy do tego fakt, że kolki zaczynają się i szczyt osiągają zwykle jeszcze w okresie połogu, gdy ilość matczynych lęków i tak jest nieziemsko duża, to przepis na katastrofę gotowy. Zresztą badania również potwierdzają, że mamy kolkowców są bardziej zlęknione, częściej też towarzyszy im swoisty lęk separacyjny gdy mają zostawić dziecko pod opieką kogoś innego. Z zeznań samych mam wynika też, że czasem ten lęk utrzymuje się nawet gdy kolki już się skończyły i wpływa na wiele ich działań i myśli.

Po drugie mamy te mają duże poczucie bezradności i niemocy rodzicielskiej.

Czy też bardziej dobitnie – często czują się jak porażka. Mówią o tym jak trudna jest sytuacja, w której widzą, że małego człowieka coś boli, że cierpi, ale nic nie pomaga i choć stają na głowie to w końcu przestają mieć pomysły na to co jeszcze mogą zrobić, więc zaczynają myśleć, że to niemożliwe, że nic niedziała i że one najwyraźniej po prostu WSZYSTKO ROBIĄ ŹLE. To z kolei sprawia, że czują się znacznie mniej kompetentne macierzyńsko niż inne mamy, a to jak wiemy startu w macierzyństwo nie ułatwia, raczej utrudnia.

Po trzecie tracą nadzieję i poddają się.

Bywa, że kobiet te tracą nadzieję, że to się kiedyś skończy i że jeszcze będzie pięknie. W jednej z analiz aż u 42.5% mam kolkowców dało się zauważyć średnie do nasilonych objawów depresji.

Po czwarte czują się nierozumiane.

I to zarówno przez profesjonalistów opiekujących się dzieckiem, jak i przez bliskich. Część ludzi ma bowiem ciągoty do uznawania, że mamy te przesadzają, że na pewno nie jest tak źle, że nie płacz dziecka jest problemem, tylko, że one najwyraźniej w świecie sobie nie radzą z macierzyństwem. To może potwornie frustrować, bo jak podkreśliła jedna z mam – sytuacja, w której dziecko płacze tak dużo i tak trudno je w tym ukoić jest sytuacją z którą absolutnie NIKT by sobie nie radził. To tylko pogłębia społeczną izolację i poczucie samotności, o którym pisałam TU i które towarzyszy wielu mamom i bez kolek.

Drugą przyczyną stojącą za poczuciem braku zrozumienia, którą to znam już głównie dzięki szczerości moich czytelniczek jest to, że część osób z otoczenia młodych mam uwielbia wręcz prześcigać się w instruowaniu ich na temat złotych sposobów na kolkę – i kiedy te nie zadziałają, mimo że ciocia brata wujka kuzyna zarzekała się, że to działa i w ogóle pyk, pyk a kolki idą to mamy znowu czują się jak porażki, bo skoro wszędzie działało, a u nich nie… Ciocie braci wujków kuzyna lubią zresztą umacniać w tym poczuciu BO JAK TO NIE POMOGŁO???!! COŚ MUSIAŁAŚ ZROBIĆ ŹLE.

Po czwarte mamy te żyją w cyklach.

Pierwszy z nich to cykl uspakajania dziecka i nerwowego oczekiwania na godzinę „o której się zacznie”. Drugi to równie mocno żyłujące matczyną psychę cykle nadziei i rozczarowania kolejnymi złotymi sposobami na kolkę (patrz wyżej). Do tego dochodzi natrętne przekopywanie sieci w poszukiwaniu przyczyn i sposobów, z którego zwykle wychodzi jeszcze większy mętlik sprzecznych informacji. Ano i poczucie winy, a jakże. I czasem rozczarowanie specjalistami okołodzieciowymi, którzy niewiele potrafią tu zdziałać. No bo jak to tak – przeszczepiamy serca i twarze, klonujemy owieczki, latamy w kosmos, a nie mamy super sposobu na zwykłą niemowlęcą kolkę?

Po piąte czują rozczarowanie samymi sobą.

Kobiety czują się źle z tym, że choć na początku epizodu kolkowego jest im po prostu żal dziecka i nie mogą patrzeć jak cierpi, to po jakimś czasie łapią się na tym, że chcą żeby płacz ustał głównie dlatego, że nie są w stanie go dalej znosić. Że zamiast samych czułych i kojarzących im się z tym jak mama powinna czuć emocji, pojawia się w ich głowie głównie chęć ucieczki albo myśl „no daj mi już spokój”. Że przestają współodczuwać z dzieckiem, za to czują się jak robot, który nosi i w mechaniczny i wyzuty z emocji sposób stara się uspokoić nieukojone niemowlę. Że choć bywa, że płaczą razem z dzieckiem, to bywa też, że w pewnym momencie jest w nich po prostu pustka, zamiast morza macierzyńskiej miłości i czułości.

Po szóste ich relacje z drugą połówką mogą się stać bardziej napięte.

Razem z kolką u dziecka może pojawić się więcej konfliktów na linii mama-tata. Kobiety mogą się czuć osamotnione w walce z płaczem, bo partner jest w pracy albo choć właśnie z niej wrócił to nie kwapi się wcale do uspokajania płaczącego malucha. Albo się kwapi ale średnio mu to uspokajanie wychodzi (jak to z kolką) więc rychło oddaje dziecię mamie. A czasem jest wzorowym tatą i partnerem, który się stara jak diabli i staje na głowie, a dostaje rykoszetem, bo ilość stresu jaka spoczywa na mamie, brak snu, zmęczenie i brak wiary we własne kompetencje może sprawić, że wszystkie te emocje znajdą ujście i niestety skoncentrują się na tacie – jedynym dużym bliskim człowieku, który może jest „skontenerować”. To nie jest łatwe – dla nikogo.

Byłoby łatwiejsze gdyby obok był ktoś kto pomoże – jak nie uspokajać i nosić płaczącego człowieka, to choć przygotować dla mamy posiłek, ogarnąć pranie i odciążyć ją w innych rzeczach, które niestety magicznie się nie zrobią, a ktoś musi je zrobić. Albo chociaż ktoś kto powie „jesteś fajną mamą i świetnie sobie radzisz z tą trudną sytuacją”, zamiast kogoś kto kombinuje jak koń pod górę co też matula mogła zrobić źle, że to dziecko tak ryczy (jak karmi to pewnie przez to że coś zjadła, jak nie karmi to pewnie przez to, że nie karmi itd.).

I choć oczywiście wymienione wyżej odczucia nie muszą uniwersalnie towarzyszyć wszystkim mamom kolkwców, to wydaje mi się, że mimo wszystko ważne jest by o tym mówić po pierwsze po to by mamy, które tak czują wiedziały, że nie są same, po drugie by pokazać ludziom, że warto wspierać świeżo upieczone rodziny. Bo gdy się samemu nie miało dziecka z kolką (ja nie miałam!) to po prostu nie ma się świadomości jak trudne to może być.

Cox i wsp. Journal of Interdisciplinary Health Sciences. 13. 10.4102/hsag.v13i1.253. 

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

8 komentarzy

  • Odpowiedz Lipiec 2, 2020

    Gaba

    moja druga córka od 5 tygodnia do końca 4 miesiąca, dzień w dzień od ok. 18-19 do 22 się darła.Nie dało się jej uspokoić. I chociaż przeczytałam o kolkach wszystko łącznie z tym, że to normalne i wcale nic się nie dzieje poważnego, to moje rozdrażnienie w tych miesiącach sięgało zenitu. Byłam kłótliwa,czepliwa, nerwowa, a w okolicach godziny 18 mega zestresowana, ze zaraz się zacznie.

  • Odpowiedz Lipiec 2, 2020

    Ogórki małosolne

    Moja córka była hajnidem. W trakcie kolek… Czułam ulgę. Bo to przecież kolka, nie mogę nic zrobić poza przytulaniem, noszeniem. Uszy bolały, tak samo ręce, ból od przytulania do obolałych piersi był nie do zniesienia, ale właśnie przynajmniej w głowie był spokój. Poza tym całe otoczenie było wtedy wspierające, bo przecież kolki to największy koszmar rodzica. A kiedy kolek nie było, to czułam się dokładnie tak, jak wyżej opisałaś, Alicjo. Kupka roztrzęsionego, zestresowanego g.wna niewierzącego w siebie, któremu teściowa dawała do zrozumienia, że nic nie umie i nic nie wie i wszystko robi nie tak. Moja własna matka uważała, że się lenię i przesadzam. Z obu stron słychać było pomruk niezadowolenia, bo kto to widział, żeby ojciec tyle się musiał udzielać przy dziecku! Powinien się przecież odstresowywać po pracy na piwie z kolegami. Kilka dni po próbie samobójczej przyszła teściowa do wnuczki i nie patrząc nawet na mnie powiedziała “jesteś szczęśliwa, kochasz swoje dziecko i spełniasz się w roli matki”. Co tu dużo mówić.

  • Odpowiedz Lipiec 2, 2020

    Emem

    Tak bardzo w punkt ❤️dziekuje

  • Odpowiedz Lipiec 2, 2020

    Maria

    Oj tak, u mnie zrodziła się swoista przepaść między dzieckiem a mną. Robiłam wszystko co mogłam żeby nie płakała a ona i tak płakała. Wycofałam się, powstała owa pustka a teraz mam problem z relacjami z córką. Nie potrafię się do niej zbliżyć, często mnie denerwuje, odrzucam ją.
    Podejrzewam, że to przez ten płacz ale nie potrafię tego tak do końca przeskoczyć…
    Syn nie kolkował i jest zupełnie inna chemia, dogadywaliśmy się od początku i powstała więź. Mam wrażenie, że w przypadku córki trudniej było o to od początku, za mało było momentów „gratyfikacji”, jak nie płakała to jadła co wiązało się z okrutnym bólem piersi (pierwsze dziecko), czyli znów starałam się a dostawałam w zamian baty.
    Nikt nie mówił, że będzie łatwo ale tez nikt się nie pochylał albo pochylał za mało albo nie tak…

  • Odpowiedz Lipiec 2, 2020

    Apli

    Wszystko trafione w punkt! Z „dobrych rad” słyszeliśmy jeszcze uwagi na temat diety matki karmiącej i wielokrotnie sugestie, że dziecko wyczuwa nastroje rodziców, czyli wszystkiemu winni jesteśmy my. Tylko nastrój i emocje były dobre przez niecałe trzy tygodnie życia naszego dziecka, zepsuły go kolki. Do tej pory jak słyszę o grzaniu i masowaniu brzuszka to mam ochotę zabijać wzrokiem.

  • Odpowiedz Lipiec 3, 2020

    mallib

    Myślałam że mnie krew zaleje jak moje dziecko płakało wieczorami, a teściowa przychodziła do mnie z pytaniem czemu tak płacze. Czasami lepiej nic nie mówić w takich sytuacjach

  • Odpowiedz Lipiec 4, 2020

    ag-nieszka

    Moja córka ma ponad 3 lata, a ja nadal pamiętam te wszystkie emocje jakby to było wczoraj…
    Najtrudniejszy tekst, który usłyszałam niezliczoną ilość razy to “na pewno nie jest tak źle”. Taaa… bo co ja tam wiem o sobie i moich emocjach.
    Szczęśliwie w dobrym momencie trafiłam na tekst o popołudniowym porykiwaniu niemowląt i o tym, że na kolkę generalnie nic nie działa, ale jeśli rodzicom wydaje się że coś działa to mogą to stosować ? powstałą wówczas piosenkę śpiewamy do dziś ?
    Dobry tekst. Dziękuję!
    Ps dwa razy jest po czwarte, albo już mi się dwoi w oczach ?

  • Odpowiedz Lipiec 5, 2020

    Kasia

    Dziecko płakało i ja płakałam z nim niemocy. Próbowałam wszystkiego… Z mężem nie mogliśmy na siebie patrzeć i głównie to on winił mnie. Okazało się że powód leżał w jedzeniu, odkąd stosuję DIĘTĘ BEZMLECZNĄ problem minął i karmię piersią dalej.

Leave a Reply