Małe, ale doskonałe gry planszowe i karciane dla dzieci w każdym wieku!

Jak już wiecie nie przepadam za bawieniem się z dziećmi, ale za to uwielbiam grać z nimi w planszówki. Odkąd w naszym domu pojawił się Wiking do planszówek dodatkowo dołączyły zaniedbywane przez nas wcześniej gry karciane. Z planszówkami był bowiem ten problem, że młody nam – jakby to delikatnie powiedzieć – rozwalał wszystko, a już zwłaszcza upodobał sobie rozstawianie pionków wedle swojego widzimisię, co doprowadzało jego starsze rodzeństwo do… em… powiedzmy, że niezadowolenia 😉 Szczęśliwie chłop ma już prawie 2 lata i teraz już czasami da pograć po ludzku.

Za co lubię planszówki/karcianki? Nie tylko za to, że mnie nie nudzą, ale też za to, że najczęściej ich wartością dodaną jest rozwój pewnych umiejętności – czy to matematycznych, czy logicznego myślenia, czy choćby panowania nad emocjami i impulsami albo po prostu… przegrywania.

Nie lubię za to w nich tego, że choć rzadko są głupie jak koza, to często są wielkie jak brzoza i zajmują masę miejsca w szafce/na półce. Dlatego dziś chciałabym wam przedstawić kilka wybranych nowości (i kilka klasyków) od zaprzyjaźnionego wydawnictwa Egmont (partnera tego wpisu), które nie dość, że bawią i uczą, to jeszcze nie zajmą wam połowy pokoju, ba, część zmieści się do małej torebki/plecaczka więc można je swobodnie zabrać na wyjazd czy wyjście do znajomych.

A co jeszcze lepsze mam dla was kod rabatowy w wysokości aż 35% od ceny wyjściowej (!), ważny w dniach 15-20 maja 2020 (lub do wyczerpania zapasów) na całą ofertę gier planszowych w sklepie Egmont.pl (klik). To serio duża obniżka więc jeśli szukacie pomysłów na prezenty na Dzień Dziecka albo fajnych pomysłów na spędzenie czasu w wakacje, to może coś wam wpadnie w oko – albo z moich propozycji albo z tych dostępnych w ogóle w ofercie.

By skorzystać z kodu należy po zalogowaniu wpisać w koszyku w miejscu na KOD mataja05 – wówczas ceny gier zostaną obniżone. No dobra już nie ględzę tylko podrzucam moje propozycje. Przy każdym opisie znajdziecie też kategorie wiekową z pudełka, ale z doświadczenia wiem, że te kategorie wiekowe są jedynie orientacyjnie i część dzieci spokojnie sobie z niektórymi grami poradzi wcześniej. Odwrotnie też bywa – czasem myślimy, że gra z niższym oznaczeniem wiekowym będzie nudna dla starszaka, a tymczasem największy hit ostatnich miesięcy to dla mojej ośmiolatki gra z kategorii 3+ – serio 😉

Najsampierw grupa, w której naprawdę nie ma wielu opcji, czyli maluszki w wieku Wikinga (2+). I tu mam dla was dwie propozycje, które nawiązują do jednej z moich ulubionych serii książek dla maluchów – Akademii Mądrego Dziecka, o której pisałam TUTAJ.

Zwierzątka. Pierwsza gra. Akademia Mądrego Dziecka – tylko wyobraźnia ogranicza was w zakresie tego jak jeszcze wykorzystać tę grę!

Mamy tu pomysłowe połączenie puzzli z ćwiczeniem motoryki małej i grą lub po prostu zwykłą zabawą z rodzicem. W pudełku znajdziemy kolorowe kształty zwierzątek (Wiking ostatnio spał z rybą… ;)) w których z kolei wycięte są kształty figur geometrycznych. Na starcie każdy wybiera sobie swoje zwierzątko, które jest de facto jego planszą, zaś figury ze środka wrzucamy przed rozgrywką do dołączonego woreczka.


Naszym zadaniem jest spróbować wylosować z niego pożądany kształt, którego brakuje w naszym zwierzątku – dziecko ma więc fajną zabawę, w której ćwiczy motorykę małą oraz mózgownicę, bo musi jakoś rączką wyczuć czy bierze kwadrat czy trójkąt. Jeśli uda mu się wylosować kształt w kolorze jego planszy to uzupełnia swoje zwierzątko. Jeśli kształt będzie w kolorze planszy współgracza to oddaje mu swój łup. Wiking na razie jeszcze nie kuma tej idei grania i zmian do końca, więc my po prostu się bawimy w losowanie z woreczka i dopasowywanie kształtów. Ja przy okazji zwierzątkami mówię, dziękując za uzupełnienie, a on sobie ćwiczy rączki, nazwy kolorów i kształtów. Fajna, pomysłowa aktywność i tylko wyobraźnia nas ogranicza w zakresie tego jak wykorzystać to do zabawy.

Mniam. Pierwsza gra. Akademia Mądrego Dziecka – nauka kolorów, sortowania i kształtowanie zdrowych nawyków żywieniowych w jednym.

Druga gra z tej serii może się maluchom spodobać przez to, że ma KOSTKĘ, a wiadomka, że rzucanie kostką to jest COŚ (kostka jest monstrualnej wielkości więc raczej nie ma obaw, że dziecko ją pożre). W grze chodzi z grubsza o to by zebrać jak najwięcej owoców i warzyw, które są w pięciu podzielonych kolorystycznie koszyczkach.

Mamy więc naukę kolorów, sortowanie po kolorach (bo wszak grę trzeba przygotować) i mamy oparte na zabawie i fajnej interakcji z rodzicem obcowanie ze zdrowym żarełkiem. Pokazujemy więc owoce i warzywa jako coś fajnego i pożądanego, a to gdzieś tam w świadomości dziecka się zapisuje i być może sprawi, że również przy stole będzie patrzył na nie jak na coś super, a nie bleh. No bo wiadomka – wygrywa ten co zjadł najwięcej owoców i warzyw, prawda? 🙂

Kotek Psotek – świetna gra nie na rywalizację, a na kooperację!

Uwaga ta gra jest od lat 3, czyli wydawałoby się, że przypadnie do gustu bardziej maluszkom, a tymczasem wzbudza nieustający zachwyt mojego najstarszego, ośmioletniego już dziecka. Czemu? Bo jest kooperacyjna, a moja córka nie przepada za rywalizacją – woli współpracę dla osiągnięcia wspólnego celu. I Kotkiem jest zachwycona, twierdząc, że to jedna z najfajniejszych gier w jakie grała. Prosiła też żebym kiedy będę opisywać tę grę podkreśliła, że jest super, bo pionki nie są plastikowe tylko drewniane – co niniejszym czynię, bo wiem, że mnie z tej prośby rozliczy hahah. Gra generalnie robi zresztą wrażenie „wow” na dzieciakach, bo ma formę planszy z drzewkiem.


Na czym polega? Otóż każdy rzuca po kolei dwiema kostkami, ale razem myślimy jak wykorzystać rezultat z danego rzutu by rozstawić nasze pionki-zwierzątka na planszy tak, by nie weszły w drogę kotkowi-psotkowi. Nie ma przegranych, nie ma wygranych. Są tylko dobrze się bawiący. No i jest dużo rozmawiania i wyjaśniania sobie tego jak to strategicznie rozwiązać by wszyscy byli zadowoleni. Ilość emocji gdy uda nam się wszystkie zwierzątka doprowadzić do ich kryjówek jest u moich dzieci nieziemska 🙂

Nogi stonogi – szybka rozgrywka, która uczy kalkulowania i podejmowania decyzji

Prosta, szybka rozgrywka w której trzeba już samodzielnie kombinować, zrobić jakieś proste obliczenia i porządnie przemyśleć decyzje. Każdy z maksymalnie 4 możliwych graczy, dostaje tu swoją stonogę dla której musi skombinować jak najwięcej butów. Buty kombinujemy rzucając czterema kostkami – każdy ma w swojej kolejce 3 rzuty, każdy w zależności od tego jakie buty „zostały na stole” musi na podstawie tego co wyrzucił podjąć odpowiednie decyzje w danej kolejce rzutów i zobaczyć co może, a czego już nie może wziąć.

Fajne, szybkie, zabawne i do tego zmieści się w torebce czy plecaku. Tektura z której zrobione są i stonogi i ich nogi jest gruba, solidna i odporna na niecierpliwe łapki młodszych braci i sióstr 😉 Drugorodny bardzo polubił tę grę, bo zawsze zgadzam się by z nim zagrać – jedna rozgrywka nie zajmuje bowiem wiele czasu, więc nawet przy dwulatku krążącym wokół, damy radę zagrać, a jako że pozwalam rzeczonemu dwulatkowi rzucać kostkami w mojej kolejce to i on jest ukontentowany. Bardzo spoko gra dla wieku 4+

Pędzące żółwie – wyścig do sałaty – legendarna gra z aurą tajemniczości, w której trzeba trzymać emocje na wodzy i… można blefować 😀

No moi mili oto mamy legendarną już grę planszową, w której – uwaga, uwaga – nie wiemy jakimi pionkami (żółwiami) grają inni, a to sprawia, że rozgrywka nabiera wyjątkowych emocji. Żółwiami na planszy sterujemy nie za pomocą kostek, tylko za pomocą specjalnych kart ruchu – i tu też w zależności od tego jakie karty wylosujemy możemy sterować albo swoim albo… cudzymi pionkami.


Co więcej żółwie to leniuchy i lubią sobie podróżować na gapę więc czasem w jednym ruchu przesuwamy całą bandę żółwi. Wszystko to sprawia, że dobrze nie zdradzić się, który żółw jest nasz i mylić tropy. Czyli moi mili trzymamy emocje na wodzy 😀 Wyśmienita gra, dająca frajdę również wielu dorosłym ludziom :). Pierworodna również i w tym wypadku nakazała podkreślić że pionki są drewniane. wiek 5+

Pędzące żółwie – gra karciana – czyli kompaktowa wariacja na temat legendarnej planszówki

Podobnie jak w pierwowzorze tu również wszystko jest tajemnicze i nieznane, więc nadal trzeba trzymać emocje na wodzy, tylko tym razem plansze i pionki zastępują żetony sterowane kartami ruchu. Nowością i urozmaiceniem w porównaniu do pierwowzoru są zaś żółwsony neutralne czyli takie, które są totalnie niczyje. Maleńka, emocjonująca gra, którą łatwo zabrać ze sobą gdziekolwiek chcemy. Wiek 5+

Fits Travel. Dobrze się układa! – wyborna gra dla budowania wyobraźni przestrzennej.

Kocham Tetrisa – Tetris to nie tylko rozrywka, to też wybornie edukacyjna zabawa. A Fits Travel to nic innego jak Tetris przeniesiony z „wirtualu” do „realu”. Mamy namacalną planszę, namacalne klocki i w tej wersji – namacalnych współgraczy, z których każdy kolejno losuje kształt, który pojawi się na naszych planszach jako kolejny. Zadanie graczy jest takie jak w klasycznej legendzie – ustawić kolejne klocki tak by utworzyły rzędy.

A tu macie brzydkie zdjęcie z jednej z wieczornych rozgrywek 😉

Kto ułoży więcej pełnych rzędów, zgarnia więcej punktów. Dla urozmaicenia mamy tu jednak także kolejną rundę, trudniejszą w której trzeba zapełnić lub ominąć specjalne pola. Rozwijanie wyobraźni przestrzennej i świetna zabawa w jednym – czego chcieć więcej od gry? Opakowanie niewielkich rozmiarów, więc swobodnie można zabrać w podróż. Niby od 8+, ale u nas sześciolatek sobie bardzo dobrze radzi. Faworyt Wirgiliusza.

Kajko i Kokosz. Szkoła latania – gra karciana, która świetnie rozwija umiejętności matematyczne, bo trzeba liczyć i myśleć taktycznie

Bardzo fajna gra, w której w wersji podstawowej na początku każdy gracz dostaje do ręki 6 kart, a naszym zadaniem jest wyłożenie się z kart na środek stołu. Ale nie ma lekko moi mili – po pierwsze bowiem możemy wyłożyć wyłącznie te karty które mają tę samą wartość (czyli jeśli dostaliśmy karty z numerami 1, 2, 2, 8, 8, 8 to możemy wyłożyć albo samą jedynkę albo obie dwójki albo trzy ósemki) po drugie każdy kolejny gracz musi przebić poprzedniego gracza, czyli jeśli poprzedni wyłożył dwie dwójki to kolejny musi wyłożyć kartę o wartości co najmniej 5 (albo 3 karty o wartości 2 itd.). Jeśli gracz nie ma jak zagrać kart – zbiera karty ze środka stołu. Szkolimy więc liczenie, a do tego za każdym razem trzeba przemyśleć z czego się najlepiej wyłożyć. Klasyka gatunku w świeżym wydaniu. Grać można też w wersję urozmaiconą gdzie dodatkowo każdy gracz losuje na początku żeton dający mu specjalne zdolności (to te różowe na zdjęciu). Wiek 7+ (nasz sześciolatek ogarnia)

Lato z komarami – miła, gra z prostymi obliczeniami

To również gra karciana z liczeniem, ale w trakcie rundy jest nieco prościej policzyć co możemy wyłożyć niż w Kajko i Kokoszu. Czemu? Bo tu każdy z graczy może wyłożyć na stół kartę, która ma albo taką samą wartość jak ta która już leży na stolę albo wartość o jeden większą. Czyli jak dodajemy to tylko o jeden, więc z liczeniem powinno sobie poradzić także takie dziecko, które jeszcze nie ogarnie w głowie, że 3 karty z z wartością 5 mają wartość 15. Dodatkowo gdy nie mamy karty, którą możemy zagrać, to nie musimy zgarniać całego stosu ze stołu tylko możemy albo dobrać 1 kartę z zakrytego stosu albo spasować, więc jeśli macie dziecko, które może wpaść w panikę, że musi zabrać tak dużo kart to tę wersję będzie dziecku łatwiej przełknąć. Ta gra ma jednak kilka rund – na koniec każdej gracze zgarniają punkty karne (aka ugryzienia komarów), a ich ilość jest zależna od tego jakie karty zostały graczowi w ręce. Proste i miłe. Wiek 7+ (imho wiele dzieci poradzi sobie wcześniej)

Łap za słówka – gra karciana, która rozwija zasób słownictwa

A tym razem nie matma, a polak – gra która ledwo co miała premierę i jest ciekawą alternatywą dla gry w Państwa-Miasta. Różni się tym, że mamy tu znacznie więcej ciekawych kategorii niż w klasyku (moją ukochaną jest „rodzaje i marki słodyczy” – żodyn ze mną tu nie wygra), a do tego dzięki kartom z literami w sposób losowy gramy nie na jedną, a na dwie litery – przy czym tu nie ma znaczenia w którym miejscu słowa znajdą się te litery – na początku, środku czy końcu, byle się znalazły. Oczywiście również i tu chodzi o to by słowo było wyjątkowe, a nie takie jak u innych graczy. Klasyk w odświeżonej, ciekawej wersji. Wiek 8+

Ubongo Extreme. Dzikie i trudne – znakomita gra w której trzeba myśleć przestrzennie i wysilić łepetynę, dobrze się przy tym bawiąc.

Gra dla maksymalnie czterech graczy, ale można też swobodnie grać samemu. Każdy z graczy dostaje swój zestaw plansz-kart oraz przypisany do danych plansz zestaw 8 kolorowych, różnokształtnych kafelków. Rozgrywka polega na tym, że gracze w tym samym czasie odkrywają swoje kolejne karty-plansze i starają się wskazanymi na kracie kafelkami wypełnić całą planszę – oj moi mili, tu się trzeba namyśleć, nakombinować, naobracać w głowie bryłami (a to coś co przyda się choćby na matmie) – ten komu ta trudna sztuka uda się jako pierwszemu krzyczy Ubongo i zaczyna odliczać na głos do 20 (lub do ilu tam sobie gracze ustalą) – w tym czasie pozostali muszą dokończyć swoje łamigłówki, a gdy im się nie uda – oddają swoje karty temu kto skończył jako pierwszy.

Gra ma dwa poziomy trudności – łatwiejszy i trudniejszy. Super sprawa – ja uwielbiam takie zadania, moje najstarsze dziecko również więc z przyjemnością gra sobie sama z sobą, kiedy nikt nie jest chętny do grania z nią 😉 W teorii gra podobna do wymienionego wyżej Fitsa, ale w praktyce zupełnie inny układ i plansz i kształty kafelków (klocków). Super sprawa. Gra jest niewielkich, kompaktowych rozmiarów i ma też swoją wersję karcianą.

Ubongo. Gra karciana. – szybka rozgrywka, która ćwiczy koncentrację i tworzenie oraz zauważanie wzorów.

Wzory i ich rozpracowywanie to ważna umiejętność matematyczna (i życiowa) więc fajnie je sobie wyćwiczyć, a ta frywolna wariacja na temat wspomnianego wcześniej Ubongo, acz tym razem w pełni karciana (więc łatwiej zabrać ze sobą gdzieś, bo nie pogubią się kafelki) i… o zupełnie innych zasadach wybornie to umożliwia. Mamy tu bowiem radosną fuzję tetrisa z domino. Brzmi ciekawie? I właśnie takie jest. Gra polega na tym, że z naszej talii kart musimy wyłożyć jak najwięcej na stół, ale sęk w tym, że na każdej karcie mamy 6 symboli znanych nam choćby z tetrisa, a przy wykładaniu musimy karty układać tak by stykały się i zgadzały ze sobą dwoma symbolami. Łatwiej to sobie wyobrazić gdy to się zobaczy, bo chodzi o to by ułożyć karty tak:

O pomyłkę też łatwo, bo czasem się nam wydaje, że coś super ze sobą będzie pasowało, a jak się obróci to się okazuje, że nam się właśnie tylko wydawało 😀 Gra się szybko, ale trzeba się naprawdę skoncentrować. Od lat 8.

To co, która z gier do was mówi najbardziej? Mi jest trudno wybrać faworyta, bo dużo wszystko od wieku i upodobań dziecka i to do niego trzeba dopasować grę. Osobiście czuję ogromną miętę do Ubongo i Kajko i Kokosza – to naprawdę moje miłości, gry z Akademii Małego dziecka to fajna zabawa z Wikingiem, Nogi Stonogi to szybka opcja na granie ze średnim, rozwala mnie jak bardzo z grania w Kotka Psotka cieszy się najstarsza albo jak dzieciaki próbują ukryć kim są w Pędzących Żółwiach, Wirgilusz wielbi Fitsa, zaś Lato z komarami i Łapanie za słówka to lekkie, przyjemne gry dla towarzystwa. Pomogłam? 😀

I pamiętajcie, że jeśli coś wpadło wam w oko albo szukacie prezentu na Dzień Dziecka czy po prostu fajnej, jakościowej rozrywki na długie letnie wieczory to na stronie Egmont (klik) na kod mataja05 macie 35% rabatu (obowiązuje do 20.05 lub wyczerpania zapasów) na gry planszowe 🙂 To dobrej zabawy!

Jeśli lubisz moje wpisy to będzie mi bardzo miło jeśli polubisz ten wpis na FB, skomentujesz lub udostępnisz. Dziękuję!

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od prawie 6 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie.

2 komentarze

  • Z Heleną gramy w karty i jest super :). Świetna zabawa dla całej rodziny to gra w Dobble. Mamy wszystkie poziomy trudności. Są nawet dobble z gwiezdnych wojen dla starszych dzieci i rodziców :). To gra na spostrzegawczość i wyszukiwanie na kartach tego samego elementu. Helena (5 lat) lubi też grę w skaczące krasnale (goki).

  • Odpowiedz Czerwiec 1, 2020

    Ela

    Przyszłam po inspiracje i wyjdę od Ciebie usatysfakcjonowana. Zauroczyły mnie gry Akademii Mądrego Dziecka lubimy ich książeczki pierwsze słowa, to z pewnością Mniam! również nas zachwyci.

Leave a Reply