Jak rozmawiać z małym dzieckiem by żyło mu się dobrze gdy będzie nastolatkiem.

Wszyscy chcemy szczęścia dla swoich dzieci. Wszyscy chcemy znać sekret, który pozwoli im to osiągnąć. Ale choć droga do takich rezultatów jest zawiła i wielowymiarowa, to nowe – jedne z pierwszych tego typu badań – dają nam wskazówkę, z której możemy stworzyć jedną z wielu cegiełek prowadzących do celu. I to jak prostą do zrobienia cegiełkę!

Badanie to zaczęło się kilkanaście lat temu i objęło swoim zasięgiem grupę 115 par mama-dziecko (ojców zwyczajowo olano – wiadomo). Dzieci miały w tym czasie mniej więcej półtora roku, a więc były w wieku, w którym zaczynają już coś tam beblać, znaczy mówić. Dodatkowo część matek z tej grupy poinstruowano by rozmawiały z dziećmi o codziennych wydarzeniach i wspomnieniach z poszczególnych dni (ot nawet takich jak karmienie kaczek w parku) w sposób szczegółowy i pozytywny.

Wiemy też z późniejszych badań, że matulom z grupy, którą poinstruowano na temat prowadzenia tego typu rozmów, weszły one w krew i kobieciny kontynuowały konwersacje z dziatwą także gdy ta była znacznie starsza.

Następnie gdy dzieciaki z badania miały 15 lat – badacze powrócili do nich i wzięli je na szczegółowe spytki. A wiedzieć musicie, że wiek nastoletni to wiek trudny nie tylko dla rodziców podrostków, ale też podrostków samych w sobie. Większość nastolatków odczuwa bowiem spadek w zakresie dobrego samopoczucia. Co więcej są obawy, że ostatnie wydarzenia na świecie – pandemie, wojny, kryzysy  – mogą ten trend tylko pogłębiać.

Ale tu z pomocą przychodzą rzeczone rozmowy z badania (o tym jak je prowadzić za chwilę!), bo okazało się, że dzieciaki, których mamy przeszkolono w zakresie prowadzenia takich rozmów, miały:

  • lepsze wskaźniki dobrostanu emocjonalnego mierzonego tutaj niższym poziomem objawów depresyjnych czy lękowych
  • lepsze umiejętności w zakresie opowiadania i pogłębionej refleksji na temat tego jak pewne wydarzenia i punkty zwrotne w ich życiu – także te trudne związane z np. rozstaniem rodziców czy byciu ofiarą gnębienia przez rówieśników w sieci – wpłynęły na nich i ukształtowały ich jako ludzi

To drugie jest o tyle ważne, że wydaje się, że może łączyć się z umiejętnością odczuwania zadowolenia mierzonego nie poprzez stan posiadania czy hedoniczne doświadczenia typu nażarcie się po czubeczek przełyku pysznym ciastem czekoladowym :D, ale przez znajdowanie sensu w życiu i nadawaniu mu nieco głębszej wartości.

Badaczki postulują więc, że takie szczegółowe rozmowy o codziennych wydarzeniach pomagają dzieciom zachować pełniejsze i bardziej szczegółowe wspomnienia, które budują w ten sposób bogaty zasób, wykorzystywany później do formowania tożsamości i swojego ja w trakcie dorastania. Co więcej rozmowy takie uczą też jak otwarcie rozmawiać o naszych odczuciach, emocjach i doświadczeniach związanych z pewnymi wydarzeniami – nie tylko na gorąco, ale także wtedy gdy emocje już nieco opadną. A to cenna umiejętność. Cenna jest też świadomość, że z rodzicami można pogadać o naszym stanie emocjonalnym i się podzielić nim.

Jak zatem rozmawiać? Łapcie wskazówki dla rodziców małych dzieci prosto od autorek – co ważne podkreślają one też, że techniki te można z powodzeniem stosować także gdy dziecko jest starsze, a rozmowy dotyczą znacznie mniej trywialnych kwestii.

1. Wybierz wydarzenia, które Twoje dziecko uznaje za interesujące

.Najłatwiej celować w rozmowy o tych wydarzeniach, które dziecko samo spontanicznie przywoła – oni podają przykład, w którym dziecię ryknie mee mee gdy będziecie przejeżdżać koło gospodarstwa czy tam farmy, którą odwiedziliście jakiś czas temu. Ono wam więc wyjeżżza z mee a wy łapcie to jak przynętę i jedziecie z tym koksem, robiąc następny krok, czyli…

2. Wciągnij malucha w pytania: co, gdzie, kto, kiedy?

Każde dodatkowe pytanie typu „co widziałeś na farmie” pozwoli dodać do waszej rozmowy nieco więcej szczegółów. Warto też pamiętać, że dzieci potrzebują czasem trochę czasu na odpowiedź, więc zanim odpowiesz za dziecko daj mu chwilę na odpowiedzenie mee, mee i muuuu😉

3. Reaguj ciepło i entuzjastycznie na to co opowiada Twoje dziecko

Zauważ i doceń odpowiedź, a potem rozwiń wątek zadając dalsze pytania np. „pamiętasz co robiliśmy z barankami?” albo „co robiły baranki?” albo co wam przyjdzie do głowy w zależności od tego co wydarzyło się na tej farmie 😀

4. Jeśli dziecko nie odpowiada na jakieś pytanie, spróbuj je przeformułować

dodając do niego jakieś nowe informacje, które pomogą przypomnieć sobie więcej – możesz np. zapytać „Co dałeś małym barankom?” – a po krótkiej przerwie dodać jeszcze „Dałeś im butelkę z mlekiem?”.

5. Przede wszystkim pamiętaj o tym, że to ma być frajda

Zakończ konwersację gdy dziecko straci zainteresowanie. Nie tym razem to następnym. Nie to wydarzenie to inne. Bez spiny. Na luzie, tak jak wyjdzie. Bo czasem wyjdzie, a czasem nie. Jak to w życiu.

Ale spróbować warto, bo ledwo co pojawiło się kolejne badanie tych samych autorek – które wróciły do dzieciaków z badania gdy te już były całkiem u progu dorosłości i wydaje się, że takie gadanie z dziećmi dalej procentuje – także gdy są już z nich stare capy a nie dzieci.

I jeszcze tak sobie myślę, że można przecież też totalnie zlać te wszystkie instrukcje w punktach od badaczek – bo tak naprawdę chodzi o to by rozmawiać ze sobą tj. z dzieckiem z zainteresowaniem, ciekawością, radością. Mówić otwarcie i szczerze o swoich doświadczeniach, emocjach, refleksjach i przezywać je razem – słuchając tego co ma do opowiedzenia dziecko i poznając jego perspektywę widzenia świata. To jest bardzo ludzkie i bardzo proste. Robimy to od wieków w interakcjach z innymi. Ale takie czasy, że potrzebujemy czasem przypomnienia w postaci badań naukowych, że proste, intuicyjne, zwykłe, a nie wydumane rzeczy zdobyte na kursach za milion złotych, też są bardzo cenne i dają wyśmienite rezultaty.

Mitchelle i Reese, 2022. Growing Memories: Coaching mothers in elaborative reminiscing with toddlers benefits adolescents’ turning-point narratives and wellbeing plus uniwersytecki komunikat prasowy

Mitchelle i Reese, 2022. Growing Memories: Benefits of an early childhood maternal reminiscing intervention for emerging adults’ turning point narratives and well-being

Autorka książki Pierwsze lata życia matki i współautorka Wspieralnika rodzicielskiego. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Od ponad 8 lat wspiera w internecie matki za pomocą tego o blogaska. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie. Prywatnie mama trójki dzieci.

2 komentarze

  • Odpowiedz 5 sierpnia, 2022

    Ola

    Dobrze ujęte! Czasem wydaje nam się, że bez dobrego kursu, najlepiej drogiego, nie zrobimy nic porządnie, zepsujemy nasze dzieci i przepadło. Słuchamy o komunikacji takiej i siakej i tracimy cel z oczu – że chodzi o traktowanie dziecka jak człowieka. Mini-człowieka 🙂 Nie to, żebym miała coś do kursów, też są ważne, też mogą pomóc. Ale podstawą jest po prostu codzienna rozmowa, zainteresowanie, cierpliwość… I przykład własny 🙂 Dobry artykuł, Mataju – Alicjo!

  • Odpowiedz 13 września, 2022

    Malwi

    Chyba intuicyjne to robię. Bo jestem gaduła i lubię też słuchać jak pewne wydarzenia widzi moja córka. Czasem można się zdziwić, że perspektywa dzieci różni się znacznie od naszej. I to jest fajne🙂 można się bardziej poznać i spojrzeć na ten świat z innej czasem tej lepszej uwazniejszej i prostrzej strony.

Leave a Reply