Tańczący z “dzieciami”. Jak rodzice sprawiają, że dziecko nie słucha.

Pisałam już o tym (TU), że małe dzieci nie są stworzone do słuchania dorosłych. TU z kolei napisałam kilka słów o korze przedczołowej, której niedojrzałość sprawia, że kilkulatek zachowuje się jak… kilkulatek. Wiemy zatem, że mózg dziecka to nie jest najlepszy materiał na podwładnego wykonującego polecenia w mgnieniu oka. Niestety często jest tak, że to sami rodzice dodatkowo przyczyniają się do tego, że dziecko nie słucha. Jak? A tak:

1. Nie patrząc
Mieszam zupę w garze i nie zaszczycając Pierworodnej spojrzeniem wydaję jej polecenia. Jak się słusznie domyślacie – zazwyczaj na nie nie reaguje. Nie ma w tym nic dziwnego – dla dziecka spojrzenie rodzica jest bardzo ważnym elementem komunikacji. To nasz wzrok ułatwia dziecku zrozumienie, że swoje słowa kierujemy właśnie do niego. Pozwala mu też zrozumieć to co mówimy – już kilkumiesięczne dzieci podążają za wzrokiem i świetnie odczytują z oczu emocje [1]. Oczy mają szczególne znaczenie jeżeli to co chcemy przekazać jest ważne – dzieci, które skupiają się na oczach rozmówcy lepiej interpretują jego uczucia i intencje [2]. Poza tym zanim dziecko w ogóle zacznie nas słuchać musimy zyskać jego uwagę, a o to łatwiej gdy patrzy się rozmówcy w oczy niż stoi plecami/bokiem do niego.

2. Nie słuchając
Często gdy akurat coś robię nie słucham z uwagą tego co Pierworodna mówi. Często nie robię tego o co mnie prosi od razu, często zbywam ją: „tak pobawimy się, ale najpierw muszę skończyć obiad”. Rzadko jest tak, że kiedy mała mówi “mamo poczytaj mi książeczki” to ja rzucam wszystko i lecę czytać aż się kurzy. Czasem jednak warto w te pędy pobiec czytać bo badania sugerują, że im częściej rodzice słuchają swoich dzieci i wykonują ich prośby wtedy kiedy to możliwe, tym częściej dzieci rewanżują się podobną usłużnością [3].

3. Przynudzając
Pierworodna ma piękne włosy. Długie i kręcone. Są naprawdę cudne, ale rozczesanie ich to jest koszmar. Codziennie rano kiedy usiłuję ją uczesać, proszę ją także by stała spokojnie. Codziennie wierci się przy tym niemiłosiernie, co mnie rzecz jasna niemiłosiernie drażni. Niestety układ nerwowy maluchów nie jest w pełni dojrzały w związku z tym spokojne stanie czy siedzenie są dla dziecka nudne, a jeżeli nuda przedłuża się – stresujące.

Na szczęście dzieciaki mają ogromną wyobraźnię dzięki której możemy sobie nieco ułatwić życie. Świetnie pokazuje to eksperyment w którym poproszono małe dzieci by stały bez ruchu tak długo jak tylko uda im się wytrzymać [4]. Większość z nich nie ustała nawet minuty. Następnie tym samym dzieciom powiedziano, że teraz są strażnikami fabryki i by jej dobrze przypilnować muszą jak najdłużej stać spokojnie. Zgadniecie jaki był średni czas stania bez ruchu w tym wariancie? 2 minuty? Nie! 3? Też nie! Dzieciaki potrafiły tak stać ponad 4 minuty! W 4 minuty to ja mogę nawet warkocze młodej upleść a nie tylko zebrać włosy w byle jaki kucyk!

Powyższy eksperyment można zastosować zresztą na milion sposobów. Wieczorne zbieranie zabawek rozrzuconych po domu to ratowanie zabawek z morza-podłogi i przenoszenie ich na statek-półkę (przez tę zabawę Pierworodna mianowała się „ratowniczką świata” haha). Podczas mycia zębów, które do tej pory było udręką bo mała machała głową na wszystkie strony (nie uwierzycie – siedź spokojnie nie działało!), teraz bawimy się w „jesteś skamieliną i ruszasz się tylko jak dotknę Twojego nosa”. Ograniczeniem jest wyłącznie kreatywność rodzica, co zresztą świetnie wpływa na nasz rodzicielski mózg wymagając od niego nieco pracy.

4. Udając dobrego i złego glinę. Jednocześnie.
Zbieramy się do wyjścia, przewijam Drugorodnego i jednocześnie normalnym, spokojnym głosem mówię do Pierworodnej ubierz proszę buty bo zaraz wychodzimy (edit: powinno być załóż – dzięki za zwrócenie uwagi!). Brak reakcji. Ubierz proszę buty powtarzam monotonnie jeszcze kilka razy. Za każdym razem jest trudniej, ale trzymam nerwy na wodzy i udaję że jestem spokojna niczym kwiat lotosu na tafli jeziora. Niestety po pierwsze kwiat lotosu nie robi na moim dziecku większego wrażenia, po drugie matczyne kwiaty lotosu szybko przekwitają więc po kilku minutach podniesionym głosem mówię PIERWORODNA UBIERAJ BUTY BO WYCHODZIMY!! I co? Działa! Dziecko przywdziewa buty.

Kto nigdy nie wpadł w pułapkę schematu dobra mamusia – dobra mamusia – dobra mamusia – zła mamusia ten jest Mistrzem Zen. Niestety im częściej ten schemat jest w użyciu tym bardziej wtłaczamy w dziecko wzór „póki mama nie krzyczy to nie muszę robić tego o co prosi”. Gwoli ścisłości – nie chodzi o to by krzyczeć od razu. Chodzi o to by nie krzyczeć w ogóle i zamiast powtarzać jak katarynka zacząć efektywniej komunikować się z dzieckiem (patrz punkt 1,2,3 itd.).

To nie jest proste, a nawet jak jest to i tak nie zawsze działa. Niestety bycie rodzicem kilkulatka generalnie nie zawsze jest łatwe przez co zbyt często usiłujemy “naprawić” nasze dzieci nie bacząc na to, że pewne rzeczy są po prostu kwestią rozwojową albo naszą winą. Dlatego, moim zdaniem, warto wziąć pod uwagę punkt widzenia dr Reischer, psycholożki specjalizującej się w pracy z rodzicami i spojrzeć na rodzicielstwo jak na taniec towarzyski. Rozumiem jej wizję bo zanim urodziło się nam stadko dzieci przez kilka lat tańczyliśmy rekreacyjnie tenże. Wirgiliusz oczywiście prowadził. Jeżeli chciał zatańczyć jakąś figurę najpierw sam zmieniał swój krok, tak, bym ja też musiała go zmienić.

W parze rodzic-dziecko to rodzic prowadzi. Jeżeli chcemy by dziecko zachowywało się w określony sposób najpierw sami się tak zachowujmy i dostosujmy swoje zachowanie do jego poziomu rozwoju bo trudno przecież wymagać by początkujący tancerz świetnie sobie radził ze skomplikowaną choreografią.

Mnie ta idea ułatwia przegonienie wewnętrznego, schizofrenicznego gliniarza, mam nadzieję, że Wam też pomoże. Idę utańczyć moje dzieci do snu. Dobranoc! Zdjęcie: Fotosister

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek.

39 komentarzy

  • Odpowiedz Listopad 17, 2014

    Tedi

    Muszę zastosować tę sztuczkę z wyobraźnią 🙂

  • Odpowiedz Listopad 17, 2014

    piwnooka

    Mój Boże, zaliczam wszystkie punkty, choć w teorii wiem, jak być powinno. I jeszcze taki przykład z własnego doświadczenia. Jeśli syn po raz setny skacze na kanapie a wie, że nie wolno mu tego robić, gdy ja na tej samej kanapie karmię córkę, wtedy zakładam, że zna zasadę na pamięć i rzucam hasło: “Antek” (oraz dodaję sugestywne spojrzenie). A kiedy on sprzeciwia się czemuś a lament zaczyna od “Ej!” albo “Mamo!”, wtedy mówimy mu: “Wytłumacz spokojnie o co Ci chodzi.”

  • Odpowiedz Listopad 18, 2014

    tut

    “Załóż buty’, ‘załóż ‘.
    Poza tym super!

    • Odpowiedz Listopad 18, 2014

      Alicja

      O dzięki! Z takimi sprawami zawsze mam problem 😉

      • Odpowiedz Listopad 18, 2014

        marrrysia

        Tak gwoli ścisłości to “włóż buty”, a nie “załóż” 🙂 A temat wpisu u mnie baaaaaaardzo aktualny…

        • Odpowiedz Listopad 18, 2014

          Alicja

          Haha Marysia to ja się poddaję z tymi butami :))

          • Grudzień 8, 2015

            Agu

            … “włożyć” to można nogi… 😉 do butów, rzecz jasna 😉 Owe buty jednak przeważnie się zakłada na nogi 😉 ale myślę, że butom wszystko jedno 😉 A tekst super się czyta (dokładnie – aż sam się czyta:), jak zawsze trafiony “w punkt”! A a’propos punktu, koniecznie muszę pamiętać o punkcie 4 😉 pozdrawiam ciepło

  • Odpowiedz Listopad 18, 2014

    orna

    widzę że próbujecie wychowywać dzieci książkowo….tyle że ile dzieci tyle by trzeba książek napisać.
    Mój 3 letni syn nie ma problemu z poleceniami mimo że na niego nie patrzę. Być może dla tego że zawsze miał wpajane że każde z nas ma obowiązki i pomagamy sobie.
    Lepiej logicznie podejść do problemu niż patrzeć co w książce napisali i na siłę zmuszać dziecko ….no bo tak powinno być…bo tak napisali.

    • Odpowiedz Listopad 18, 2014

      Alicja

      Za resztę się wypowiadać nie będę, ale ja próbuję wychować dzieci na dobrych, szczęśliwych ludzi i nie widzę nic złego w tym, że książki mi w tym pomagają. Zwłaszcza, że nauka zazwyczaj do problemów podchodzi logicznie, czyli tak jak sugerujesz 😉
      Nie wiem co masz na myśli mówiąc o zmuszaniu więc się nie odniosę.

    • Odpowiedz Listopad 18, 2014

      Bartłomiej Panek

      Przeczytać można wiele książek na temat dzieci, tylko czy dzieci czytały te same książki, żeby widziały co od nich chcemy? Każde dziecko jest inne, choć często mi się wmawia coś innego, typu “bliźniaczki, jakie podobne” (to o chłopcach było). Krzyk nie działa, zacząłem więc pytać chłopaków co się dzieje i nie raz się zdziwiłem, bo okazywało się, że chcieli mojej uwagi, a ja ich zbyłem. Więc “pieprznęli” czymś, żeby tata zauważył. Poszedłem więc na sposób książkowy (tego do końca nie wiem, bo o wychowaniu nie przeczytałem żadnej jeszcze), rozmawiam i pytam przy każdej ich złości. Głownie czego chcą, to chcą coś zrobić z “tatą”, choć przeważnie mogli by sami, np. posprzątać zabawki. A że ćwiczeń nigdy za wiele, to się schylam po klocki czy samochodziki, choć cholernie mi się nie chce. Dzieci szczęśliwsze, ja zdrowszy, krzyku w domu mniej, jak w nie jednej książce piszą. Gdyby mi ktoś, kiedyś powiedział, że trzeba rozmawiać z takim 3,5 latkiem to bym go po prostu wyśmiał. Dziś wiem, że to podstawa, a taki malec dobrze wie kiedy i czego chce. Można się po prostu do gadać.

    • Odpowiedz Czerwiec 26, 2016

      joanna

      brr… powiało grozą… 3 latek ma “od zawsze” wpajane, że wszyscy mają obowiązki…?

    • Odpowiedz Czerwiec 28, 2016

      soczewka

      wydaje mi się ze 3 latek nie podchodzi do twoich próśb, bo wpajane ma że pomagać sobie trzeba i wątpię w to że nie sprzeciwiając się tobie wie, że tobie pomaga w ten sposób:) no proszę cię…. po prostu wykonuje polecenia bo tak mu akurat pasuje i nie ma nic przeciwko temu żeby akurat W TEJ chwili np. założyć buty. I myśli wyłącznie o sobie w tej sytuacji, a o tym żeby ci pomóc (tzn żeby nie utrudniać np, wyjścia:)

  • Odpowiedz Listopad 18, 2014

    Kamelia

    Mi największy problem sprawia opcja z dobrym i złym gliną. Jestem dość impulsywna i kilkakrotne powtarzanie tej samej prośby strasznie mnie irytuje, co skutkuje podniesieniem głosu. Walczę z tym. Dobrze wiedzieć, że nie sama. 🙂
    Jesteśmy po pierwszych sukcesach wychowawczych metodą cierpliwego tłumaczenia. Chodzi o wyrzucanie jedzenia i wylewanie napojów w trakcie posiłku. Aktualnie Agatka oddaje talerz mamie lub tacie i mówi “Już nie chcę” (!!!). Jaka to radość i motywacja! :))))) Potwierdzam więc, że to działa. Trzeba się jednak bardzo zawziąć w sobie.

    • Odpowiedz Listopad 19, 2014

      Alicja

      Ano nie jest łatwe, bo łatwiej jest wrzasnąć i to mówię ja oaza spokoju, której jest czasem trudno, nie wyobrażam sobie jak trudno jest osobom mniej spokojnym, także gratulacje! 🙂

  • Odpowiedz Listopad 18, 2014

    Niciutka

    My sprzątamy wieczorem zabawki wkładając je do kartonu – łóżeczka, przykrywamy kocykiem i tym samym kładziemy spać 😉

  • Odpowiedz Listopad 18, 2014

    Mother of appointment

    Ala, super tekst. Dam mezowi do poczytania. U nas duzy problem ze starsza i juz mi rece opadaja. Wiem ze chce uwagi, ale nie zawsze mam jak jej ja okazac. Pomysl z zabawami super, bede probowax 🙂 a jaka zabawa na ubieranie butow? Bo schemat dobra i zla mama niestety z bezsilnosci jest na topie 🙁

    • Odpowiedz Listopad 19, 2014

      Alicja

      dobra mama – zła mama chyba wszyscy robią. Gdyby nie dr Reischer to pewnie bym sobie tego nawet nie uświadomiła. Zabawa na ubieranie butów? Pierworodna lubi jak się myli buty czyli daje jej np. te od taty, potem chętnie i szybko przeskakuje w swoje, ale muszę wymyślić coś lepszego i dam znać 😉

  • Odpowiedz Listopad 19, 2014

    Babatu

    Wiesz, akurat jesteśmy na takim etapie z córką, że myślałam iż ktoś mi córkę podmienił. Bo jak dotąd porozumiewanie się szło nam genialnie, tak teraz zaczyna być pod górkę, momentami bardzo stromo. Doszukiwałam się naturalnie w tym swoich błędów wychowawczych, ale nie wiedziałam że mogą leżeć właśnie w innym sposobie przekazu prośby czy działania… że wystarczy niewiele by bło przyjemnie bezstresowo.
    Jestem u Ciebie po raz pierwszy ale wiem, że pozostanę. Dzięki temu wpisowi mam nadzieję odbudowa fajną relację porozumienia i zrozumienai wzajemnego z moją niespełna trzylatką. Dzięki ! 🙂

  • Odpowiedz Listopad 19, 2014

    Iwona F

    Ojej, jakbym o sobie czytała! 🙂 Właśnie się zapętliłam w schemacie dobry-zły glina. Dzięki za ciekawy artykuł, muszę przemyśleć kilka spraw.

  • Odpowiedz Listopad 20, 2014

    Cukromania

    No tak, masz rację 🙂 Mnie do myślenia dały kiedyś słowa Frania, który chciał mi coś powiedzieć i zanim to zrobił powiedział: Mamo, patrz na mnie. I tak kilka razy w ciągu kilku dni. Czasami dzieci dają nam naprawdę oczywiste sygnały, że coś jest nie tak i że chcą być ważne. Po ich zauważeniu łatwiej jest się z nimi dogadać 🙂 pozdrawiam

    • Odpowiedz Czerwiec 29, 2016

      Makaroniara

      Oj tak, mój młody często powtarza: ‘mamo tu jestem ‘ chociaż jestem obok, krótkie zdanie, a jak sprowadza do pionu! Mama dwójki 🙂

  • Odpowiedz Listopad 21, 2014

    La Luna Loca

    O Matko! Ile ja się wczoraj nastresowałam, żeby mój trzylatek sprzątnął zabawki. A akurat wczoraj wywalił dokładnie wszystko co mógł, a ja byłam mega zmęczona. Uwierzcie mi, że mimo tego, że wiedziałam, że obrócenie sprzątania w zabawę mogłoby pomóc, to po prostu TAK MI SIĘ NIE CHCIAŁO niczego wymyślać, że najzwyczajniej przynudzałam, podnosząc czasem głos. Skończyło się na przekupstwie bajkami 🙁 I coś mnie trafiało, jak on pojedyncze klocki pakował na koparkę i powoli, przez cały salon wiózł do pudełka, po drodze zatrzymując się przy innych zabawkach. On na luzie, a ja na krawędzi 😉

  • Odpowiedz Marzec 7, 2015

    Marta

    Podziwiam Ws Kobitki Ja Mam Rocznego Synka I Wogole Nie Daje Sobie z Nim rady:( Juz Teraz A Co Bedzie Dalej To Niewiem:(

    • Odpowiedz Marzec 7, 2015

      Alicja

      Dalej nie będziesz miała wyjścia i będziesz musiała dać sobie radę :)) Uszy do góry “:)

  • Odpowiedz Marzec 7, 2015

    Paulina

    Abstrahując od metod komunikacji, które ułatwią kontakt z latoroślami, warto pamiętać o tym, że kręcone włosy czesze się wyłącznie na mokro 😉 Na sucho zawsze będzie problem z rozczesaniem.

    • Odpowiedz Sierpień 14, 2015

      Spręzynka

      Czeszac (wszystkie) wlosy na mokro, lamie ich się duzo więcej. Wlosy kręcone sa suchsze, wymagaja specjalnych kremów, oliwek…;)

    • Odpowiedz Maj 19, 2017

      Daga

      Moje doświadczenie z czesaniem/rozczesywaniem włosów długaśnych i kręconych? Tangle teezer z dodatkiem rosmanowego specyfiku – różowe coś z atomizerem. Psikam i na mokre i na suche. Naprawdę pięknie działa. Dodatkowy bonus – córce dodatkowo ładniej się skręcają włosy po tym. Tak, jeszcze bardziej. 🙂 Ale czesanie jest ok. Szampon rosmanowski baby dream z pszenicą – fajny, ale działanie nie aż tak dobre. No i bardzo szybko zmienia mu się zapach (możliwe, że to przez to, że brak konserwantów, że taki supernaturalny?). Olejek arganowy i inne tego typu rzeczy się nie sprawiły.

      P.S. U nas “zamieniłam Ciebie w skamielinę” nie działa. A już też sporo nawymyślałam.

  • Odpowiedz Lipiec 13, 2015

    Żanet

    U mojej 5-letniej córy sprawdza się hasło “masz misję do wykonania”- jest fanką Pingwinów z Madagaskaru 😉 Oraz “czas start, szybciutko bo ci się kończy”. Młoda sama mi te pomysły podsunęła 😉 A czesanie włosów idzie łatwiej jak powiem: zapraszamy klientkę do fryzjera, a trakcie rozmowa per Pani 😉

  • Odpowiedz Lipiec 25, 2015

    awa

    Ja miałam podobny problem z uczesaniem Córeczki, zupełnie nie potrafiła usiedzieć spokojnie. Aż do momentu, gdy dostała w przedszkolu wierszyk do nauczenia na akademię. Wpadłam na pomysł, że powtórzymy wiersz codziennie przy czesaniu (bo w innych momentach dnia po prostu zapominaliśmy). Okazało się, że powtarzanie wiersza po mamie tak ją zaabsorbowało, że nawet nie zauważała, kiedy dobieraniec był gotowy! Nauczyłyśmy się w ten sposób razem kilku książeczek Brzechwy 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 13, 2015

    ewa

    Jak zwykle tekst bomba 🙂
    U nas na czesanie pomogła szczotka Tangle. Najbardziej poplatane włosy bez problemu rozplątuje 🙂

  • Odpowiedz Listopad 9, 2015

    marta

    A u dwulatka jakieś sposoby na mycie zębów? Nic nie działa i jest zawsze wrzask i stres. Ja się męczę strasznie, on pewnie też, jestem często pogryziona i zastanawiam się dlaczego sąsiedzi jeszcze nie wpadli do nas z interwencją bo odgłosy są jakbym dziecku straszną krzywdę czyniła.

    • Odpowiedz Listopad 22, 2015

      Anonim

      Przyznaję bez bicia:bajka w tv….i no problem.Wiem mało to wychowawcze itd ale wolę by miało dziecko zdrowe zęby niż walczyć i zbadać do mycia poprzez zmuszanie itd. Często po umyciu mówię : ok a teraz popraw po mamie 😉 albo odwrotnie,najpierw dziecko szokuje, a potem my poprawiamy 🙂

    • Odpowiedz Luty 19, 2016

      Joanna

      weź swoją szczoteczkę i daj mu do ręki niech myje Tobie. Jesli on np. będzie zamykał buzię to Ty rób to samo – zobaczy wtedy, że mu to przeszkadza 🙂 Ja jeszcze robiłam tak, że w tym czasie uczyłysmy sie wierszyków ja mówiłam wyraxnie ona oczywiście mniej 🙂 ale ile smiechu było 🙂 Później myłysmy razem zęby – ona podpatrywała mnie ucząc się samodzielności, póxniej szybka poprawka przeze mnie gdy ona nie wyraźnie liczyła do 10 – a jak się pomyliła to od nowa liczenie 🙂 Teraz myje sama, ma minutnik 🙂 no i ma juz 6,5 roku, a od 4,5 r.ż. myje sama a od pół roku sama nakłada pastę i wszystko myje po sobie 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 28, 2016

    hana

    Bardziej przypominam bombę zegarową niż dobrego i złego policjanta. Cichutko sobie tykam, ale jak czas się kończy, to niestety jest wybuch na całego 🙁

  • Odpowiedz Czerwiec 29, 2016

    Lidia

    A co zrobić w przypadku nieco starszych dzieci? Na które bajki już nie działają a nadal nie sprzątają zabawek i nie zakładają butów, kiedy się je o to prosi, patrząc w oczy 🙂 jakiś pomysł na trick dla starszakow (7, 9 lat)

  • Odpowiedz Grudzień 12, 2016

    Anna Marzec

    Bardzo dobry punkt widzenia i niesamowicie dobrze napisany tekst dla każdego rodzica. Sama jestem pedagogiem i podpisuje się pod tym co Pani napisała obiema rękami 😊 z zapartym tchem czytam wszystkie wpisy- są genialne, ponieważ nie posiadają nadętej terminologii 😉 pozdrawiam i czekam na więcej 😊

  • Odpowiedz Maj 18, 2017

    Paulina

    “Włóż buty” – Może dlatego nie słucha 😉

Leave a Reply