Ciąża i macierzyństwo w… Indiach.

Jakiś czas temu jedna z naszych czytelniczek napisała bardzo ciekawy post o tym jak w Szwecji budzi się w małych ludziach miłość do książek (klik), a jako że atmosfera przedświątecznego rozprężenia nie sprzyja postom naukowym, to dziś mam dla was kolejne ciekawostki pióra jednej z naszych czytelniczek – tym razem o tym jak wygląda ciąża, poród, połóg i macierzyństwo w Indiach. Przyjemnej lektury!

“Głównym powodem mojego przyjazdu do Indii była joga. Nie spodziewałam się, że poznam tu przyszłego męża i ojca mojego syna. Na tę chwilę mieszkamy w Delhi, które pieszczotliwie nazywam “smelly Delhi” (śmierdzące Delhi – przyp. mój). Poza największym smogiem na świecie, panuje tu też najgorszy klimat w Indiach: w zimie temperatura potrafi spaść nawet do 1 stopnia, choć na ogół utrzymuje się w granicach 7-15 stopni (a ogrzewania brak, są tylko farelki i grzejniki na prąd); w lecie temperatura wzrasta do 45-47 stopni. Jest to do przeżycia jak długo jest prąd, a ten ma tendencję do znikania w całych Indiach. Dodajmy do tego niesamowity tłok, brak chodników i miejsc spacerowych (poza południową, najbogatszą częścią miasta). Czyż to nie wspaniałe warunki dla macierzyństwa? Patrząc na przeludnienie w kraju (szacuje się, że w samym Delhi mieszkają ponad 22 miliony ludzi), najwyraźniej tak właśnie jest.

Kwestia macierzyństwa różni się w zależności od części Indii, statusu społecznego rodziny, kasty i stopnia konserwatyzmu danej rodziny. Na ogół jednak każdy dom jest wielopokoleniowy. Tradycja nakazuje, by najstarszy syn zajmował się rodzicami, to on więc zostaje w domu rodzinnym i przejmuje ewentualny rodzinny interes. Indusi ogólnie zawsze są w grupie, samotność i samodzielność czy też niezależność nie mieści im się często w głowie, nie wiem ile razy słyszałam, jak dam radę z czymś sama lub tylko z mężem (olaboga, a ci będzie jak on pójdzie do pracy?!). Ale… po kolei.

Ciąża

Wedle tradycji, pierwszą ciążę kobieta powinna spędzić w domu swojej matki (po ślubie kobieta przechodzi do rodziny i domu rodzinnego męża, często mieszka tam z rodzicami, a nawet i rodzeństwem męża). Powrót do domu rodzinnego ma ją uspokoić i zrelaksować w tym szczególnym okresie. Osobiście ciążę spędzałam w Indiach, w mieszkaniu, które dzielę wyłącznie z moim mężem. W traktowaniu ciężarnych zauważyłam dwie skrajności: albo się ją wykorzystuje do wszelkich prac domowych (to chyba stąd zwyczaj wracania do własnej matki, bo przesadne dbanie o dom i członków rodziny ma miejsce głównie w przypadku dziewczyn mieszkających z teściowymi), albo zabrania się jej robić wszystkiego włącznie z samodzielnym zakładaniem butów. Szkoły rodzenia i zajęcia ruchowe dla ciężarnych są tu raczej usługą niszową. Płeć dziecka jest tajemnicą do czasu rozwiązania (wprowadzono zakaz podawania płci, ponieważ było dużo aborcji żeńskich płodów). Zakupy i przygotowania na dziecko najczęściej odkładane są na czas po porodzie, jako, że zakłada się, że dziecko może nie przeżyć (cóż za optymizm). Osobiście sama wykonywałam prace domowe, chodziłam na spacery i praktykowałam jogę do ostatniego dnia ciąży. Zakupy dla dziecka  też zrobiłam z wyprzedzeniem, szalona ja.

Poród

Bardzo wiele Indusek decyduje się obecnie na cesarskie cięcie. Można to uznać za modę, podobnie jak noszenie pasa na brzuch jeszcze przed końcem połogu, by wyglądać zgrabnie i powabnie. Są oczywiście szpitale, które szczycą się naturalnymi porodami i mają świetne warunki dla rodzących (jakby nie było, w Indiach funkcjonuje tzw turystyka medyczna). Niestety na taki super hotel-szpital nie było mnie stać. W moim było pusto, cicho, czysto… I tyle plusów. Przez całą pierwszą fazę porodu musiałam leżeć, choć nic złego się nie działo. W drugiej fazie przewieziono mnie do sali obok, na fotel, do którego przyczepiono mi łydki, ręce kazano trzymać wyłącznie na uchwytach. Pod żebrami przewiązują pasem, a dwóch lekarzy (czy raczej sadystow) uciskało mi brzuch, przez co straciłam przytomność z bólu, a poród zakończył się ostatecznie cesarką. Na koniec jeszcze usłyszałam kilka miłych komentarzy, jak to im nie narobiłam problemów i spodziewali się, że sam radę, jako że praktykuje jogę. Ten wspaniały szpital omijam obecnie szerokim łukiem, pamiętając, że poleciła mi go rodzina męża – i mimo, że chciałam ten szpital wcześniej zmienić, to mąż się nie zgadzał, by nie urazić bliskich. Minęło 11 miesięcy i mąż do dziś mnie za to przeprasza (jego szczęście!). Przyznam jednak, że samo przeprowadzenie CC, opieka po zabiegu były na dobrym poziomie. Co mnie z kolei zdziwiło, to brak oceny noworodka w skali Apgar. Trzymają tu też w szpitalu bardzo krótko: po porodzie naturalnym wraca się do domu już następnego dnia, po cesarce – po 2 dniach.

Połóg

W tradycyjnych domach kobieta w połogu dostaje dziecko tylko do karmienia, przez resztę czasu odpoczywa, a członkowie rodziny po kolei niańczą dziecko. Głównie na rękach, przez co potem dziecko nie bardzo lubi spać w łóżku. Kobieta powinna także mieć codzienny masaż, by szybciej wróciła do pełni sił i swoich domowych obowiązków (gotowanie i sprzątanie dla wieloosobowej rodziny, choć obecnie w wielu domach jest sprzątaczka, a często nawet kucharka). Inaczej to wygląda w bardziej nowoczesnych rodzinach, gdzie kobieta normalnie zajmuje się swoją pociechą (i domem) od samego początku. Mi osobiście bardzo pomagał w tym czasie mąż, który wziął na siebie wszystkie obowiązki domowe, od sprzątania po gotowanie.

Dziecko

Dziecko nie ma imienia przez pierwsze dni życia, przynajmniej w hinduizmie (w niektórych religiach spotykanych w Indiach zresztą też).  13 dnia życia przeprowadzana jest w świątyni ceremonia, na której kapłan wyznacza pierwszą literę imienia dziecka. Bierze tu pod uwagę nie fusy z herbaty, ale dokładną datę, godzinę i miejsce przyjścia na świat małego człowieka. My z mężem sami ustaliliśmy imię jeszcze  w przed narodzinami dziecka.

Jedną z większych różnic, choć to się powoli zmienia i w Polsce i w Indiach jest to, że tu praktycznie każdy śpi z dzieckiem. Niekoniecznie mowa tu o niemowlakach, bywa tak też w przypadku całkiem wyrośniętych dzieciaków. Choć byłam temu przeciwna, jest to wygodne przez chmary komarów i konieczność korzystania z moskitiery nad każdym łóżkiem.

Noworodek przez pierwsze dni życia nie jest kąpany, a tylko wycierania mokrym ręcznikiem. Nie nakłada się mu też nowych ubrań (ze względu na ewentualną alergię oraz na szczęście, bo to starsze dziecko żyje i jest zdrowe). Dopiero 6 dnia życia dziecko otrzymuje pierwszy masaż, kąpiel i ubranie. Masaż kontynuowany jest przez cały okres niemowlęcy, wykonywany jest każdego dnia rano przed kąpielą. Sprawia on, że dziecko lepiej śpi, jest spokojniejsze i prawidłowo się rozwija (fizjoterapia dla dzieci nie jest tu tak popularna jak w Polsce). My masaż robimy wieczorem, by młody lepiej spał w nocy i dał spać też nam. Czasem jednak mam wątpliwości, czy to faktycznie działa ;-).

Ze względu na gorący i wilgotny klimat, początkowo stosuje się głównie pieluchy zrobione np z prześcieradła. Niektórzy tą metodę stosują do czasu, aż dziecko nie nauczy się korzystać z nocnika. Ja nie miałam tyle cierpliwości. Pieluchy tradycyjne stosowałam przez pierwsze miesiące życia małego (urodził się w najgorętszych okresie) na zmianę z pampersami i nowoczesnymi pieluchami wielorazowymi. Są oczywiście tacy, którzy od początku stosują wyłącznie pieluchy jednorazowe i przy każdej zmianie pieluchy (maksymalnie co 5 godzin) zostawiają dziecko bez pieluchy na 5-15 minut.

W Indiach jest też duży nacisk na karmienie piersią, choć mleko modyfikowane jest łatwo dostępne. Zaleca się jednak karmić naturalnie jak najdłużej, a standardowo po 6 miesiącu rozszerzać dietę. Z gotowych produktów dla dzieci nie uświadczymy tu słoiczków. Są za to kaszki Nestle (wszystkie tu mają w składzie cukier), ale najbardziej popularne jest tu jedzenie soczewicy – od niemowlaka aż po grób. Mój syn najbardziej od początku upodobał zaś sobie szpinak.

Najciekawsze jednak w wychowywaniu tu dziecka są przesądy. Wierzy się, że dziecko powinno nosić czarną kropkę na twarzy (na czole lub za uchem) lub czarną bransoletkę, co ma chronić przed “złym okiem” (to jak z czerwoną kokardką w Polsce). W okolicach pierwszych urodzin dziecku goli się głowę, by miało w przyszłości piękniejsze i mocniejsze włosy. Ogólnie wiele osób tu rości sobie prawa do udzielania rad i zaczepiania: brania na ręce, chwytania za poliki dziecka bez pytania.

Macierzyństwo na co dzień

Jest na pewno inne niż w Polsce. Nie ma możliwości kilkugodzinnych spacerów. Więcej czasu spędza się w domu niż poza nim. Całe szczęście zabawki i książki są łatwo dostępne i nie aż tak drogie (no chyba, że ktoś chce wydać krocie). W domach z dużą ilością domowników dziecko spędza dużo czasu na rękach, bawi się z licznymi kuzynami.

Okres dzieciństwa szybko mija. W wieku 3,5-4 lat każde dziecko pójdzie obowiązkowo do przedszkola, gdzie będzie uczyło się pisać i czytać. Będzie miało zadania domowe i tylko jeden dzień wolny w tygodniu. Z wiekiem nacisk rodziny i sąsiadów na naukę będzie coraz większy, choć zauważyłam, że dzieci tu chętniej chodzą do szkoły i się uczą niż w Polsce.

Czasem bywa trudno być tu mamą, czasem za mocno człowiek chce wychowywać dziecko w europejskim stylu i potem chodzi sfrustrowany, że się nie da. Ale z pomocą odpowiedniego partnera, wszystkie przeszkody można pokonać.

Napisane podczas popołudniowego odpoczynku mojego małego mistrza.

Pozdrawiam,
Zuzanna Bilska-Jha”

Co was zaskoczyło najbardziej? Mnie najbardziej podoba się dbanie o kobietę w połogu (codzienny masaż zwłaszcza), które u nas właściwie nie występuje, a ja stoję na stanowisku, że po trudach ciąży i porodu kobieta powinna mieć choć trochę czasu i wsparcia by dojść do siebie. Zresztą dobrze, że choć tyle dobrego kobieciny mają, bo podejście w publicznym szpitalu “fajnie, że rodząca nie narobiła nam kłopotu” i przypinanie do fotela troszku przeraża. Natomiast najbardziej zaskoczył mnie chyba zwyczaj nieubierania dziecka przez 6 dni w nowe ciuchy, nie słyszałam o tym wcześniej. Słyszałam za to o nienadawaniu imion przez jakiś czas, co skojarzyło mi się z serią publikacji naukowych w których jedna z badaczek relacjonowała na podstawie obserwacji prowadzonych w Ameryce Południowej jak to wpływa na podejście do dziecka, ale o tym kiedy indziej, a tymczasem dziękuję Zuzannie za podzielenie się z nami swoimi obserwacjami!

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

14 komentarzy

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2017

    Klara

    Uwielbiam takie ciekawostki. Z chęcia przeczytalabym więcej historii o macierzynstwie w innych stronach świata na blogu. (Swoja drogą polecam książkę “Jak eskimosi ogrzewają swoje dzieci”). Mój mąż także pochodzi z Azji (choc nie z Indii), ale mieszkamy w Europie, więc niestety nie mogę podzielić się żadną egzotyczną opowieścią. Pozdrawiam serdecznie

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2017

    MamaBeksa

    Mam nadzieję, że to początek serii wpisów o tym jak wygląda macierzyństwo z perspektywy Polek mieszkających w różnych zakątkach świata. Mamy, dzielcie się swoimi doświadczeniami!
    Polecam analogiczny cykl z perspektywy amerykańskiej: http://cupofjo.com/category/motherhood/motherhood-around-the-world/ (stąd wiem, że chciałabym urodzić dziecko a przede wszystkim karmić piersią w Nowej Zelandii) oraz bardzo ciekawe zestawienie, co mamy na świecie zabierają ze sobą do szpitala przed urodzeniem dziecka: http://www.bbc.com/news/in-pictures-35399453 – daje sporo do myślenia.

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2017

    Winia

    ojj czytając opis takiego porodu zacznę zachwalać swój;(

    Ale opieka po ciekawie brzmi.

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2017

    sylwia

    Bardzo ciekawe dowiedzieć się jak temat wyglada gdzie indziej. Opis porodu przeraża, ale chętnie dowiedzialabym się więcej o masażu. Także jeśli autorka czyta komentarze to chętnie poczytam jak wygląda taki masaż, kto bo wykonuje i jakie wrażenia po?

  • Odpowiedz Kwiecień 12, 2017

    Maria

    Bardzo ciekawy wpis. I wiele mądrości jest w tradycji.

  • Odpowiedz Kwiecień 13, 2017

    suzana

    “Wierzy się, że dziecko powinno nosić czarną kropkę na twarzy (na czole lub za uchem) lub czarną bransoletkę, co ma chronić przed “złym okiem” (to jak z czerwoną kokardką w Polsce).” Czerwoną kokardkę w Polsce? Chyba Autorka żyła w innej niż ja O_O

    • Odpowiedz Kwiecień 13, 2017

      admin

      No co Ty? Serio nie słyszałaś o czerwonej kokardce? Mnie przy młodej zaczepiali czemu nie ma kukardki przy wózku 😀 przy młodym już na szczęście nie

      • Odpowiedz Kwiecień 13, 2017

        Klara

        Ja nawet pamietam swoja czerwona kokardke z wozka. Mama doczepila do niej wisiorek z matka boska 😀 zachowala potem na pamiatke, wiec widzialam ten cudowny talizman chroniacy mnie od “zlego oka”. Az trudno mi dzis uwierzyc, ze moja mama robila takie rzeczy, ale z opowiadan wnioskuje, ze ponad 30 lat temu takie praktyki byly zupelnie normalne I powszechne

      • Odpowiedz Kwiecień 14, 2017

        Kinga

        Czerwona kokardka to pozostałość po naszej rodzimej, słowiańskiej tradycji. Słowianie uważali, że drzewo głogu jest magiczne i chroni tych najsłabszych, w tym nowonarodzone dzieci. Każde dziecko nosiło przy sobie owoce głogu a miejsce spania było ozdobione gałązkami i owocami.

    • Odpowiedz Kwiecień 14, 2017

      Darka

      Tak! Zaledwie kilka tygodni temu, bylysmy z kolezanka i dziecmi na spacerze, zaszlysmy do pasmanterii. Kolezanka chciala kupic nowa, ladna wstazeczke, bo obecna jej sie juz pobrudzila…. Dla mnie kosmos i szok!!! I jeszcze pani w pasmanterii prawie mnie wyzwala od najgorszych. Czemu ja dla swojego dziecka nie chce czerwonej kokardki…

    • Odpowiedz Kwiecień 19, 2017

      Ola

      kiedyś to była norma, teraz występuje rzadziej…. Ale do dziś spotykam się z całkiem młodymi koleżankami, które to zawieszają czerwoną kokardkę… I o dziwo nie mieszkają w zabitej dechami wsi… ogarnięte, wykształcone… 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 18, 2017

    Daria

    Jeśli jesteście ciekawe mogę opisać ciążę, poród i opiekę po w Holandii (Amsterdam). Zaraz będę rodziła drugie dziecko więc będę miała też porównanie czy to zawsze tak wygląda. Ja jestem zachwycona 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 25, 2017

    Nowak

    Teściowa mojej koleżanki przyczepiła jej do wózka czerwoną kokardkę, a zaraz obok medalik z Matką Boską. Dziecko zabezpieczone z każdej strony:D ale nawiązując do wpisu, rzeczywiście bardzo ciekawy temat i można docenić, co się ma 🙂

  • Odpowiedz Czerwiec 17, 2017

    Sylwia

    Mnie odkąd pokochałam jedzenie indyjskie interesuje co jedzą mamy podczas karmienia piersią? Czy wszystko jest przyprawione ? U nas sie je gotowane ale w Indiach chyba wszystko jest ostre czy nie ?? Pozdrawiam !

Leave a Reply