Zapomniany i pomijany – wpływ karmienia piersią na zdrowie matki.

O karmieniu piersią napisano już właściwie wszystko, ale jest jeden aspekt karmienia, który zwykle jest pomijany. Tym aspektem jest… matka i to co karmienie wyczynia z jej organizmem. Realia są bowiem takie, że jeżeli ktoś mówi o wpływie karmienia na ciało i zdrowie kobiety to porusza jedynie kwestię wyglądu piersi, które, jak wieść gminna niesie, po wykarmieniu małego ssaka winny kończyć się gdzieś w okolicach kolan, a formą i kształtem jak żywo przypominać uszy jamnika czy tam innego spaniela. Alternatywnie matka karmiąca może usłyszeć żeby uważała i nie przesadzała z tym karmieniem, bo dziecko niczym wampirek wysysa wraz z mlekiem wapń z maminych kości, skazując ją tym samym na osteoporozę i zwiększone ryzyko złamań na starość.

Prawda li to?

Czy rzeczywiście karmienie piersią jest pasmem niekończących się matczynych poświęceń i w ostatecznym rozrachunku zostawia kobietę z jakimś tworem piersiopodobnym, wycieńczoną i wyssaną do cna z wapienka w kościach i życia w ciele?

Cóż, badania temu zdecydowanie przeczą. Ba! Wszystko wskazuje na to, że karmienie piersią daje mamie szereg udowodnionych naukowo i potwierdzonych w licznych metaanalizach, czyli najbardziej miarodajnych publikacjach naukowych, korzyści zdrowotnych. Czerpanie z tychże korzyści matka zaczyna już w momencie pierwszego karmienia i kontynuuje aż do końca… życia.

Pierwszą niewątpliwą i dość znaną chyba korzyścią jest obserwowane u matek karmiących szybsze obkurczanie macicy po porodzie i mniejsza utrata krwi w połogu, co może przyczynić się do mniejszego ryzyka anemii u matuli – większość kobiet i bez anemii jest w pierwszych tygodniach po wydaniu na świat dziecka wykończona, więc choć ta korzyść z karmienia nie jawi się statystycznemu zjadaczowi chleba jako wybitnie spektakularna to jednak przyznać musicie, że jest istotna.

Dla wielu kobiet istotna jest też kwestia może nie do końca ściśle zdrowotna, ale bezsprzecznie mająca dla zdrowia znaczenie, czyli utrata nadmiarowych, pociążowych kilogramów. W dużym badaniu kohortowym stwierdzono przykładowo, że większa intensywność i dłuższy okres karmienia wiążą się ze zwiększoną, w porównaniu do kobiet, które nie karmiły, utratą wagi po 6 i 18 miesiącach po porodzie. W innym badaniu w którym porównywano kobiety, które karmiły krócej niż 3 miesiące i te które karmiły dłużej niż rok wykazano, że te od długiego karmienia traciły średnio o około 2 kilogramy więcej – tak gratis, bez diety i ćwiczeń, a co więcej te różnice były widoczne jeszcze 2 lata po porodzie.

W jeszcze innym, bardzo ciekawym randomizowanym badaniu w którym części matek zalecono rozszerzanie diety już po 4 miesiącu życia dziecka, a części wyłączne karmienie do 6 miesiąca życia, stwierdzono, że te które karmiły przez 6 miesięcy zrzuciły w tym czasie o średnio 600 g więcej niż te, które już te parę łyżek paskudnej, marchewkowej papki do diety dzieciny wprowadziły.

Należy przy tym pamiętać, że dla samej utraty wagi niebotycznie większe znaczenie ma tryb życia i nawyki żywieniowe, bo choć karmienie może wspierać utratę pociążowego nadbagażu to nie da się ukryć, że matka karmiąca piersią i prezentująca filozofię życiową bliską memu sercu, czyli „czy się stoi, czy się leży pięć czekolad się należy” mimo karmienia będzie miała znacznie większe trudności z utratą niechcianych kilogramów niż aktywna fizycznie i odżywiająca się racjonalnie matka karmiąca mlekiem modyfikowanym. Niemniej jakby nie było karmienie może nas choć ciut, ciut w tych staraniach o utratę wagi wesprzeć.

Zmiany w metabolizmie u kobiet karmiących są zresztą ważne nie tylko dla wyglądu. Z badań wynika bowiem, że u kobiet karmiących obserwuje się zmniejszone ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2 – oszacowano, że po każdych 12 miesiącach karmienia ryzyko to spada od 4 do 12%, a kobiety, które nigdy nie karmiły są obarczone 1,7 razy większym ryzykiem cukrzycy typu 2 w porównaniu do kobiet, które w ciągu swojego życia karmiły łącznie przez co najmniej 2 lata (czyli albo jedno dziecko przez 2 lata albo np. jedno dziecko 6 miesięcy, a drugie 18). Przy czym dla tych kobiet, które karmiły krócej też mam dobre wieści – sam fakt podjęcia karmienia i kontynuowania go przez przynajmniej pierwszy miesiąc dziecka też ma znaczenie, bowiem kobiety, które nigdy nie karmiły mają większe ryzyko cukrzycy typu 2 również w porównaniu do tych kobiet, które karmiły wyłącznie piersią przez 1-3 miesiące. Innymi słowy – każda kropla się liczy.

Bardzo silne dowody naukowe przemawiają też za zmniejszonym ryzykiem rozwoju niektórych nowotworów u kobiet, które karmiły piersią. Zaobserwowano, że kobiety u których rozwinął się rak piersi częściej deklarowały, że nigdy nie karmiły piersią lub łączny okres karmienia dzieci był u nich znacznie krótszy niż u kobiet u których raka piersi nie zdiagnozowano. Oszacowano także, że na każdy rok karmienia piersią ryzyko raka piersi spada o 4,3%, co sugeruje, że dłuższe okresy karmienia mogą przyczyniać się do lepszej ochrony przed rakiem piersi.

Karmienie może także pełnić rolę ochronną w przypadku nowotworu jajników – z metaanalizy z 2009 roku wynika, że u kobiet, które karmiły przez okres co najmniej 12 miesięcy ryzyko rozwoju raka jajników jest o 28% mniejsze niż u kobiet, które nigdy nie karmiły. Okres karmienia krótszy niż 12 miesięcy nie wydawał się mieć istotnego statystycznie związku z ryzykiem rozwoju nowotworu jajników. Od teraz zatem te z was, które karmią piersią dłużej niż 12 miesięcy mogą, na często słyszany zarzut „pani to już karmi tylko z egoistycznych pobudek”, z całą stanowczością odpowiadać, że i owszem – choć będzie to prawda jedynie połowiczna – wszak matka obarczona mniejszym ryzykiem raka piersi i jajników to korzyść nie tylko dla niej, ale także dla potomka.

A co z osteoporozą, którą tak ochoczo straszą ciotki? Cóż, uzyskane dotychczas dane nie są konkluzywne w związku z czym w metaanalizach nie stwierdzono jak dotąd zależności pomiędzy laktacją i czasem jej trwania a ryzykiem, czy to zmniejszonym czy zwiększonym (bo oba aspekty sugerowano w badaniach), osteoporozy. Najnowsze dane pozwalają jednak przypuszczać, że istotne znacznie może tu mieć odpowiednia podaż wapnia i witaminy D w okresie karmienia piersią (i co jasne w okresach niekarmienia również). Warto to mieć na uwadze i w trakcie laktacji szczególnie mocno pilnować ilości przyjmowanego wapnia i witaminy D.

Pewne jest natomiast to, że ciotkowa hipoteza „zwisów pokarmiennych” nie znajduje odzwierciedlenia w badaniach o czym pisałam już zresztą TU.

Dalszych badań wymaga natomiast związek pomiędzy karmieniem piersią, a pojawieniem się depresji poporodowej – co najmniej kilka publikacji sugeruje bowiem, że niepodjęcie karmienia piersią albo krótki okres karmienia mogą wiązać się z większym ryzykiem wystąpienia depresji poporodowej, niemniej trzeba tu zachować wysoką ostrożność interpretacyjną, być może bowiem to początki depresji sprawiają, że kobiety wcześniej kończą karmienie. Obie wersje są równie prawdopodobne mamy więc klasyczny dylemat jajko czy kura i póki co nie możemy mówić o tym, że karmienie ma związek ze zmniejszeniem ryzyka wystąpienia depresji poporodowej.

Są natomiast dane sugerujące, że w porównaniu do kobiet, które karmiły każde ze swoich dzieci przez co najmniej 3 miesiące – u tych kobiet, które nie karmiły obserwuje się o 28% więcej tkanki tłuszczowej trzewnej (wiscelarnej), czyli takiej której nie widać gołym okiem, a która niczym łobuz okrutny, podstępnie kumuluje się wokół trzewi sprzyjając rozwojowi zespołu metabolicznego. Powiązania pomiędzy karmieniem piersią a mniejszym ryzykiem zespołu metabolicznego stwierdzono zresztą jeszcze w kilku innych badaniach, niemniej ze względu na to, że są też publikacje które tego typu związku nie zaobserwowały to musimy poczekać na jakąś metaanalizę, która przyjrzy się tym danym zbiorczo i da nam jakieś bardziej miarodajne rozstrzygnięcia.

Niezależnie jednak od tego jakie będą te ewentualne rozstrzygnięcia, to wydaje mi się, że karmienie piersią i tak daje całkiem sporo korzyści matuli. Warto więc o nich mówić i o nich przypominać, bo zwykle boroki siedzą zapomniane w kąciku dyskusji i czują się niemalże jak ostatni wybierany do drużyny na wuefie, dlatego by choć raz to je uwypuklić, a przy okazji usystematyzować wszystko co wyżej nagryzmoliłam – poniżej macie śliczną tabelkę, która sama za siebie mówi wszystko.

*o płodności, opóźnieniu owulacji i czasu wystąpienia pierwszego okresu po porodzie Danka wyczerpująco napisała już tutaj.

klik przeniesie was na stronę produktu 😉

Literatura
Ip i wsp., 2007 Breastfeeding and maternal and infant health outcomes in developed countries.
Stuebe, 2009. The Risks of Not Breastfeeding for Mothers and Infants.
Armenta i wsp., 2016. Association of Breastfeeding with Maternal Visceral Adiposity Postmenopause Among Three Racial/ Ethnic Groups.
Ip i wsp. 2009. A summary of the Agency for Healthcare Research and Quality’s evidence report on breastfeeding in developed countries.
Dieterich i wsp., 2013. Breastfeeding and Health Outcomes for the Mother-Infant Dyad.
AAP, 2012. Breastfeeding and the Use of Human Milk.
Chowdhury i wps., 2015. Breastfeeding and maternal health outcomes: a systematic review and meta-analysis.
Yun i wsp., 2016. The effect of prolonged breast-feeding on the development of postmenopausal osteoporosis in population with insufficient calcium intake and vitamin D level

Mama Pierworodnej (5) i Drugorodnego (3), aktualnie działa głównie w charakterze inkubatora dla kolejnego małego pachruścia. Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

25 komentarzy

  • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

    Urszula

    zastanawiam się czy jak przez 7 miesięcy odciągałam mleczko i w butelce podawałam swoje mleko czy to się liczy czy nie 😛

    • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

      Pati

      Oczywiście!!! 🙂 💪💪💪

  • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

    Lucy

    ” Warto to mieć na uwadze i w trakcie laktacji szczególnie mocno pilnować ilości przyjmowanego wapnia i witaminy D ” – a czy wiadomo ile mamy karmiące mają ich spożywać? Ostatnio dumna powiedziałam pani dr że biorę 2000 j witaminy D. Po czym oświeciła mnie, że najnowsze wytyczne sugerują przyjmowanie 4000 j. Nie mam pojęcia jednak ile tego wapnia potrzebujemy?

  • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

    Paulina

    A czy są jakies badania potwierdzające negatywny wplyw laktacji na stan paznokci i wypadanie włosów?

    • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

      MagdaLena

      Dokładnie o tym samym myślałam podczas czytania. Dlaczego nikt nigdzie nie mówi o minusach-jak np straszliwe wypadanie włosów? Nie po to żeby zniechęcić ale żebyśmy się mogły na to przygotować!!

      • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

        Mariusz

        Woźniczko-Czeczott “Macierzyństwo non-fiction” 🙂

    • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

      Alicja

      To nie laktacja tylko ciąża – kilka miesięcy po ciąży takie zmiany jak dywan z włosów na podłodze to norma 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

    ÷też÷matka÷

    A czy są badania sprawdzające dlaczego niektóre kobiety mimo usilnych starań nie mają pokarmu? Oraz dlaczego kobiety które nie karmią (z różnych powodów) są napiętnowane i wyklęte przez społeczeństwo jako złe matki??

    • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

      Alicja

      A gdzie tu Cię ktoś napiętnuje albo wytyka?

  • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

    MamaKasia

    Witam, a co z przypadkiem karmienia piersią w ciąży i problemem cukrzycy ciążowej? W pierwszej ciąży miałam cukrzyce ciążową i jest duże prawdopodobieństwo, że pojawi się także w drugiej ciąży…Córka ma 9msc i nadal karmie ja piersią. Staramy się o dziecko i nie chce przerywać karmienia zastanawiam się czy w tej sytuacji ryzyko pojawienia się cukrzycy ciążowej wzrośnie czy zmaleje?

    • Odpowiedz Maj 3, 2017

      MamaZu

      Nie wiem czy istnieją badania tej konkretnie kwestii, ale ryzyko raczej będzie trochę mniejsze. Cukrzyca ciążowa często pojawia się o osób, które mają skłonności do cukrzycy typu 2 (u ponad 30% matek z cukrzycą ciążową pojawia się później 2). Skoro więc karmienie reguluje metabolizm na tyle, że ryzyko 2 spada to ryzyko cukrzycy ciążowej też powinno być mniejsze.
      Mój przykład to potwierdza – przed ciążą miałam tendencje do trochę wyższych cukrów (ale raczej w granicy normy). W pierwszej ciąży zaliczyłam oczywiście cukrzycę ciążową (wyrównaną samą dietą), w drugiej (zaszłam jak córka miała 9 miesięcy) i trzeciej cukry idealne. Także trzymam kciuki, żeby u Ciebie też tak było 🙂

  • Odpowiedz Kwiecień 10, 2017

    Mia

    Hmm, a co z kobietami na które kp ma jednak negatywny wpływ? Ja niestety obserwuje u siebie głównie minusy: brak energii (czuje się właśnie taka wręcz wyssana z energii im więcej karmie), brak utraty wagi za to wzmożony apetyt i zachcianki, obniżony nastrój, huśtawki nastroju (wcześniej kilka miesięcy depresji poporodowej), bóle głowy, piersi, stawów. Dodam że karmie rok, bez większej poprawy i wyniki mam dobre. 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 11, 2017

    Magda

    U mnie z tych widocznych gołym okiem – same minusy. Zaczynam chudnąć, jak przestaję karmić, niezależnie od diety i trybu życia (dziwi mnie to, bo wszystkie koleżanki mówią, że chudną, gdy karmią – u mnie ten sam schemat już przy drugim dziecku), łuszczyca kilka razy większa, niż przed karmieniem i w ciąży + zaczęłam się przeziębiać, a latami nie miałam nawet kataru. Czy nauka coś o tym mówi? Czy ja już jestem kompletnym ewenementem? 😉

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2017

      Alicja

      Łuszczyca to choroba autoimmunologiczna więc generalnie Twój organizm działa na trochę innych zasadach i być może u Ciebie faktycznie zmiany hormonalne związane z laktacją mogą przyczyniać się do pogłębienia objawów.

  • Odpowiedz Kwiecień 11, 2017

    mama ssana po raz drugi

    Dziewczyny, bardzo was lubie czytac, i wierze, ze to wszystko oparte jest na badaniach, ALE… Karmie wlasnie drugie dziecko i sie nasluchalam historii matek naokolo. Jak nie ma zwisow po karmieniu, jak sa? No sa, nie oszukujmy sie. Mialam po 1, po 2 bede tez miala, co mam sie oszukiwac. Znam osobiscie dwie matki, ktore musialy odstawic karmienienpiersia, zeby zazywac antydepresanty. Chociaz chcialy nadal karmic. Ja w 1 ciazy stracilam prawie wszystkie kilogramy w ciagu miesiaca. Teraz karmie 5 miesiac i 5 kilo nadal wisi. Nie mam jak z tego wyciagnac zadnych wnioskow. To sa oczywiscie pojedyncze przyklady, z tym ze my tych przykladow mamy na peczki na prawo i lewo od kolezanek, a osteoporozy, raka piersi itp sie “nie widzi”. Widzi sie zmeczenie po karmieniu w nocy co 2 godz. Tak ze- nadal bede karmic swoja coreczke, bo wiem ze to dla niej dobre, ale co do mnie – to sie nie przekonalam.

    • Odpowiedz Kwiecień 12, 2017

      Alicja

      A czytałaś artykuł o zwisach? I skąd się biorą?

  • Odpowiedz Kwiecień 13, 2017

    Roza

    Moja internistka mnie za każdym razem straszy kurczeniem się przysadki … Brzmi to strasznie, czy mam się bać ?:>

  • Odpowiedz Kwiecień 14, 2017

    eM.

    Alicja, dzięki za ten tekst! Dziś świętuje 15 miesięcy karmienia bliźniąt i ten artykuł to taki fajny prezent 😉

  • Odpowiedz Kwiecień 25, 2017

    Bacha

    Dosyć mnie ten wpis poirytował. Szybsza utrata ciążowych kilogramów ma być plusem? Czyli, ze szybciej się znika, gdy trzeba być mega silnym, żeby zajmować się dzieckiem?
    A że cycki nie są brzydsze “po” – to chyba osobnicze doswiadczenie autorki – gratuluję i zazdroszczę.
    (Owszem, czytalam artykuł odpowiadający “dlaczego”, ale nikt mi nie wmówi, że wiszące sutki, pardon, brodawki sutkowe – to dzieki ciąży, a nie kilkugodzinnemu, dziennemu wyciąganiu na kilka centymetrów w buźce ssaka.)
    Żeby było jasne – jestem zwolenniczką karmienia piersią, ale jest to jeden z bardziej wyczerpujacych sportów, z jakimi miałam do czynienia.

  • Odpowiedz Kwiecień 25, 2017

    Bacha

    Jeszcze krótko chciałam dodać, że po pierwszej ciąży okres po 5 tygodniach po porodzie, mimo wyłącznego kp, po drugiej trochę później – po 2 miesiacach. Acha – i zaszłam po raz drugi – około 4 miesiące po porodzie, przy wyłącznym kp.

  • Odpowiedz Maj 3, 2017

    MamaZu

    A mi dla odmiany artykuł bardzo się podoba i podnosi na duchu. Karmię długo (trójka dzieci = 4,5 roku bez przerwy) i zalety typu szybsza utrata wagi lub opóźnienie miesiaczkowania już nie mają dla mnie znaczenia. Ale fakt, że długo karmiąc zmniejszyłam sobie ryzyko raka czy cukrzycy jest bardzo budujący 🙂
    Dzięki 🙂

  • Odpowiedz Sierpień 25, 2017

    Emily

    Ja też karmię piersią właśnie już trzecie dziecko. I nie lubię tego gloryfikować, bo tak naprawdę karmienie piersią JEST poświęceniem i sporym wyrzeczeniem dla matki, a o tym się nie pisze na stronach pro-laktacyjnych a ja uważam, że szczerym trzeba być.

    Po pierwsze: ochota na seks spada (hormony i nie tylkl) po drugie trzeba sobie odmówić nie raz lampki nie daj Boże dwóch winka czy też innego alkoholu, po trzecie…ubrania trzeba mieć dostosowane do karmienia po czwarte dziecko zawsze musi być przy matce czyli przymusowe ciąganie malca (szczególnie w pierwszych miesiącach) nawet na załatwianie spraw biurokratycznych w tłumach albo odciąganie mleka…bo właśnie: po piąte odciąganie mleka jest okropnym doświadczeniem i kropka…(i niech nikt mi nie wmawia,że tak nie jest!)

    A to wracanie okresu po długim czasie od porodu…ja teraz swój “odzyskałam” po 7-8 tygodniach (!) Przy absolutnie wyłącznym karmieniu na żądanie nie mniej niż co dwie godziny a często i więcej. Śpię z maluchem, noszę go przy sobie non stop a tu niespodzianka…także ostrożnie bo ja miałam akurat potwierdzone USG jajeczkowanie właśnie po 1szym okresie po połogu.

    Mam naprawdę duże doświadczenia z karmieniem i nie boje się zabierać głosu w takich dyskusjach. Wkurza mnie że się tak przesładza prawdę o karmieniu! Jest jak jest, najważniejsze,że dla dziecka najzdrowsze wyjście, a matka…no cóż…pozytywne strony są, ale jest też mnóstwo negatywnych i nie ma co ich na Boga ukrywać albo o nich wygodnie nie wspominać i matkę doskonała zgrywać a tak naprawdę zęby zaciskać

    • Odpowiedz Wrzesień 26, 2017

      Agnieszka

      W pełni się zgadzam!
      Karmię już drugie dziecko i uważam, że wymaga to sporo wyrzeczeń.
      Zapomnij o wyskoczeniu na piwo ze znajomymi. Zapomnij o zostawieniu dziecka na weekend z dziadkami i wyskoczeniu gdzieś w dorosłym gronie. Zapomnij nawet o przespaniu całej nocy, bo teraz kolej męża na wstawanie do dziecka. Niestety karmienie piersią odbiera wolność. I to zaraz po ciąży, w której też nic nie wolno.
      Ostatnio usłyszałam nawet, że z wysiłkiem fizycznym też powinnam uważać, bo może zaburzyć laktację :/
      I tak, jasne, można kombinować, np. odciągać i wylewać mleko po używkach, odciągać na wyjazdach, ale jest to wszystko problematyczne (wiem z własnego doświadczenia). Do tego trzeba baaaaaaardzo uważać, żeby niemowlak nie przyzwyczaił się do karmienia wyłącznie piersią i wyłącznie przez mamę. Z moich doświadczeń wynika, że wystarczą 2 tygodnie.
      Piszę o tym, bo zwykle się te aspekty pomija. Niemniej, korzyści z karmienia moim zdaniem, przeważają. Dlatego karmię. W końcu, drugie dziecko… jaka wolność? 🙂

  • Odpowiedz Wrzesień 26, 2017

    ja

    ja karmię już około 22 miesięcy; z minusów to niewyspanie – nie przespałam żadnej całej nocy od czasu ciąży; zerowe libido (tragedia) – bolące stosunki; figura o dziwo ok (chwilowo lepsza niż przed ciążą)może trochę jestem za szczupła; problemy z cerą – osłabienie, łupież, trądzik, skłonność do zajadów; łapię wszelkie infekcje – kiedyś prawie nic teraz 4x grypa żołądkowa w ciągu roku, ileś tam przeziębień, angina, nawet jakieś napady lęku podczas jazdy samochodem – nagle mi się noga trzęsie (biorę co jakiś czas witaminy); nadal brak owulacji (a drugie dziecko by było mile widziane); infekcje związane też ze żłobkiem; albo razem z małym choruję, albo nawet on prawie nie choruje, a ja mocno; wyciąga mi biust przy ludziach – często jak go noszę to trzyma rękę na moim biuście; dobrze, że mam mały biust i długie włosy, to wygląda to czasem jakbym go tylko przytulała; traktowanie mnie jak smoczek – często już nie pije, ale lubi jeszcze sobie potrzymać; jak wiem, że będę gdzieś karmić nie mogę zakładać wielu ubrań – musi być łatwy dostęp do piersi; nie mogę w spokoju jeść posiłków – jak tylko usiądę chce być koło mnie…; poza tym karmienie uwielbiam – to chyba teraz jedyna przyjemność (na drugim miejscu są słodycze); w nocy noszę koszulę do karmienia; jest okropna, ale praktyczna; jak pije z jednej piersi to często “przygotowuje” drugą – ciągnie za sutka itp

  • Odpowiedz Listopad 21, 2017

    ms

    a ja mam pytanie o kp w ciąży….a dokładniej o ryzyko osteoporozy, co na to badania? jak udokumentować vit d3 i czy coś jeszcze, żeby zapewnić sobie wapniowe wsparcie?

    dziękuję, oczekuję z niecierpliwością

Leave a Reply