Jak się nie kłócić „po dziecku”?

O tym, że dziecko (zwłaszcza pierwsze) wprowadza w związek trochę zmian, przez co ryzyko, że po jego pojawieniu się zawiśnie nad parą mniejszy lub większy kryzys, rośnie, wiedzą chyba wszyscy – choć wciąż są tacy, którzy decydują się na potomka celem uratowania związku. Trzymam za nich kciuki i życzę powodzenia, choć z mojego osobistego punktu widzenia to jednak dość ryzykowny krok.

No ale nie o mnie mamy gadać tylko o tych kłótniach. Naukowce to mają bowiem czasem czadowe pomysły i ostatnio wpadli sobie na taki zacny koncept coby podpytać grupę około 140 matek i równie liczną bandę ojców o to jak też się im żyje jakieś 10 miesięcy po powitaniu na świecie potomka.

Co tam odkryli? Otóż, uwaga proszę się trzymać stołeczków – generalnie młodzi stażem rodzice zgłaszają wyższy poziom stresu, obniżenie nastroju i większą ilość konfliktów z partnerem, deklarują także że mniej śpią, mają mniej czasu dla siebie. No kto by się spodziewał, prawda? Ale spoko – nie ziewajcie z nudów, zaraz będzie lepiej.

Tym co badaczy zainteresowało najbardziej było bowiem to jak ilość snu i ilość aktywności fizycznej danego dnia wpłynie na samopoczucie i układy rodziców, a także ich bliskość z dzieckiem. No i tym co najbardziej zaskakuje w tym badaniu jest właśnie aktywność fizyczna.

Okazało się bowiem, że w dni kiedy panowie oddawali się ćwiczeniom intensywniej niż zwykle tzn. poświęcali na nie więcej czasu, to ryzyko, że para się danego dnia pokłóci było mniejsze niż zwykle. Ale! Jeśli chodzi o aktywność fizyczną matek, było na odwrót. To znaczy w dni, w które matka poświęcała więcej czasu na ćwiczenia niż zwykle ryzyko, że para się pokłóci było wyższe niż zwykle. No matko i córko toż to badanie to jest złoto i fenomenalny pretekst do heheszków i wymówki od ćwiczeń. Co zresztą z radością uczyniłam pisząc na IG o tym, że kiedy już, już miałam zacząć ćwiczyć, bo rok po porodzie to jednak głupio się wykręcać, że ja ledwo-co-urodziłam-i-się-jeszcze-regeneruję, to nowe badanie wybiło mi z głowy ten pomysł, bo przecież ja wcale nie jestem leniwa tylko intuicyjnie działam dla dobra swej rodziny, wszak kłócić się przy dzieciach nie będziemy. Więcej ćwiczeń niż zwykle oznaczałoby bowiem w moim wypadku cokolwiek, więc niniejszym siadam na kanapie i oglądam seriale – nie dla siebie, dla dobra rodziny, altruizm poziom mistrz, prawda. No śmiechu było co niemiara, łzy rechotu kapały obficie – i mnie, i wam.

Gorzej, że jak się poczyta w jaki sposób autorzy próbują wyjaśnić takie wyniki to mina rzednie. W komunikacie prasowym sugerują oni bowiem, że może wynikać to z tego, że matki uznawane są generalnie za pierwszego i najważniejszego opiekuna przez co ojcowie mogą się czuć poirytowani tym, że kobieta poświęca więcej niż zwykle czasu na rzeczy które robi tylko dla siebie (czyli np. ćwiczenia), skazując tym samym tatę na wzięcie większej odpowiedzialności za opiekę nad dzieckiem, co w konsekwencji może prowadzić do kłótni. Drugą opcją było według nich to, że spędzanie dodatkowego czasu z dzieckiem jest stresujące dla ojców, co sprawia, że stają się oni bardziej poirytowani, a to z kolei prowadzi do większej ilości kłótni z partnerkami.

Brednie jakieś – pomyślałam sobie, czytając, a potem jednak poczułam, że to o czym oni mówią to jest w sumie obrzydliwie ważna sprawa. Bo niezależnie od tego czy koncepcja autorów jest słuszna i wiąże się w jakiś sposób z tą większą ilością kłótni po ćwiczeniach czy owszem nie, to niestety mimo partnerstwa i XXI wieku wciąż w wielu domach taki scenariusz jest grany.

Taki to znaczy ten, w którym gdy matka poświęca czas na swoje rzeczy to jest tą złą, bo przecież jej główną rolą winno być zajmowanie się dzieckiem, a tata tylko pomaga. I jak łaskaw jest na tyle by posiedzieć z dzieckiem by matka mogła zrobić coś dla siebie (poćwiczyć, poczytać, pospać albo… posprzątać) to wciąż część społeczeństwa pieje z zachwytu jakie to ludzkie z niego panisko. Sytuacje odwrotne zwykle mało kto w ogóle zauważa (nikt nie pyta ojców czy matka pomaga im przy dzieciach, ani nie dziwi się kto jest z dzieckiem jak tata wyjdzie gdzieś sam).

Mój mail jest pełen historii, w których ten wątek się przejawia. Maili, w których kobiety podkreślają, że to jest ten element związku „po dziecku”, który je najbardziej uwiera. Ten w którym niby jest partnerstwo, ale jednak nie do końca. Ten w którym kiedy on jest chory to leży, a kiedy ona jest chora to robi obiad. Ten, w którym usiłują notorycznie wyjaśnić o co chodzi i gdzie leży problem i niby dojdą do porozumienia na tyle, że jest fajnie. Przez kilka dni. A potem wszystko wraca do „normy”.

Jak zatem zmniejszyć ryzyko kłótni „po dziecku”? Otóż – uwaga – nie wiem. Ale myślę, że warto zacząć od ustalenia, że dziecko ma dwoje rodziców i obydwoje w równym stopniu odpowiadają ze opiekę nad nim, pielęgnację i dbanie o jego rozwój.

Tak, także wtedy gdy on pracuje, a ona „tylko” zajmuje się domem. Syndrom „skoro ja zarabiam, to Ty musisz zajmować się resztą” (albo „skoro on zarabia, to ja muszę zajmować się resztą”) jest bowiem wciąż żywy w części (a może w wielu?) domach. Zresztą ten syndrom został najpiękniej ujęty w słynnym tweecie o tym, że mężczyzna po pracy jest wyczerpany i potrzebuje pochwały, odpoczynku, a nie tam angażowania do następnej pracy i żony powinny o tym wiedzieć, który to tweet był w mojej opinii równie zabawny, co straszny – zupełnie jak refleksje autorów badania, o którym wspominam na początku.

No i w związku z tym ja mam taką propozycję – może zaczniemy postrzegać w końcu „tylko siedzenie w domu” i „zajmowanie się dziećmi” jako pełnoprawną, odpowiedzialną pracę, od której również należy się chwila wytchnienia i odpoczynek, bo ona również może wyczerpać. Nie wiem bowiem czy ktokolwiek chciałby by jego dzieckiem zajmowała się niania albo nauczycielka przedszkola, która nigdy nie ma wolnego i pracuje w każdy weekend, święta, wakacje i dyżuruje jeśli trzeba nocami. Czy chciałby by taka osoba odpowiadała za rozwój, bezpieczeństwo, edukację, emocje i żywienie jego dziecka?

Tymczasem zdarza się ciągle, że tak to wygląda. Bo on pracuje, więc niech odpocznie w weekend. Niech się zrelaksuje po pracy. Niech korzysta z urlopu i zje spokojnie śniadanie – ja w tym czasie coś na szybko wrzucę na ruszt, biegając po restauracji za energicznym kilkulatkiem.

Ale to nie tak powinno wyglądać. Obojgu z was w równym stopniu należy się odpoczynek, relaks i czas wyłącznie dla siebie.

I każdy z was powinien mieć czasem opcję wyspania się na tyle na ile się da przy dziecku. Nie tylko ten co pracuje. I nie tylko tata. A to nie zawsze takie oczywiste, bo z badania, w którym analizowano żywot prawie 20 000 osób wynika, że w rodzinach z dzieckiem w wieku do roku, w których obydwoje rodzice pracują i zarabiają – kobiety 3 razy częściej niż mężczyźni mają przerywany sen ze względu na konieczność zajęcia się dzieckiem. Nie chcę nawet wiedzieć o skali dysproporcji gdy matka nie pracuje zarobkowo, zwłaszcza, że w tej samej analizie zauważono, że jeśli tylko jeden z rodziców pracował zarobkowo – to jeśli zarabiającym tym była kobieta to 28% z nich deklarowało, że wstaje w nocy by zająć się dzieckiem, wśród mężczyzn deklarację taką składało jedynie 4%. Spora różnica. I choć dane te zbierano w latach 2003-2007, a od tego czasu zakładam, że kulturowo się trochę zmieniło i konsekwentnie dążymy do tego by to w miarę wyrównać, to jednak w mojej, subiektywnej opinii wciąż zbyt wiele matek jest nadmiernie obciążonych. A to niezbyt dobrze, bo brak odpoczynku, snu i poczucie niesprawiedliwości budzi jedynie frustracje, która nikomu dobrze nie robi. Zbyt wiele kobiet wciąż słyszy “masz szczęście, że on pomaga Ci przy dzieciach/zajmuje się domem”. Absurd tego stwierdzenia za każdym razem mnie powala. To nie jest szczęście tylko normalna sprawa.

Zdjęcie: gratisography.

Almeida i wsp. 2019. Sleep and exercise affect new moms differently than new dads

Mama Pierworodnej (7), Drugorodnego (5) i Wikinga (1). Żona Wirgiliusza. Uwielbia podejmować decyzje w oparciu o to co prawi nauka, bo z rad ciotek dobra-rada trudno wyciągnąć zwykle spójny wniosek. Czekoladoholiczka, która jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna.

31 komentarzy

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Shejk86

    Nie tak działa natura, nie tak jesteśmy zaprogramowani genetycznie…. Związek partnerski i dzielenie się obowiązkami jest w sprzeczności z naszą ewolucją. Od dziesiątek tysiecy lat kobiety pilnują domowego ogniska, a faceci poluja, zdobywają pokarm, chodzą na wojny i budują. Nie można oczekiwać, że będą po równo zajmować się dziećmi…. Bo wtedy przestaną być facetami!

    • Odpowiedz Maj 15, 2019

      Alicja

      Czyli jak nie są na wojnie i nie polują na mamuta to też już nie są facetami? Bardzo ciekawe. Mój nie poluje, nie chodzi na wojny, nie buduje, za to dziecmi się zajmuje i jakoś nie przestał być facetem.

      • Odpowiedz Maj 17, 2019

        Matka

        Mi się wydaje, że jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy i powód do kłótni – że niektórzy uważają, że jedyny słuszny podział obowiązków przy dzieciach to 50:50, co też może rodzić frustrację i być powodem do kłótni, jeśli w danej rodzinie taki podział nie działa. Mi w związku zrobiło się łatwiej i przyjemniej jak zrozumiałam, że w każdym zespole są osoby o określonych kompetencjach i nie chodzi o to, by każdy rodzic zajmował się dzieckiem w tym samym stopniu, tylko o to, by każdy miał w związku, rodzinie swoje role i żeby dążyć do tego, by żadna ze stron nie była permanentnie przemęczona. Ja np. lubię bardziej niektóre obowiązki przy dzieciach niż mój mąż, ale jeśli w czasie, gdy dany obowiązek wykonuję, on masuje mi stopy, to jest ok 😉

    • Odpowiedz Maj 15, 2019

      Aska

      8h dzień pracy to nowość. Wcześniej ludzie pracowali od świtu do zmierzchu. Jeśli mężczyzna w danym związku tak pracuje, to okej, kobieta zajmuje się cała reszta. Bo wtedy wychodzi, że pracują po równo. Ale jeśli on idzie do pracy na 8h i wraca i odpoczywa, a ona wstaje o 5 z dzieckiem i zajmuje się nim aż pójdzie spać o 19 + pobudki w nocy to coś tu chyba jedynie tak. 8h pracy zawodowej vs 14h pracy w domu + pobudki? Chyba nie.

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Smutna

    Wszystko to co napisałaś jest prawdą. Mimo tego, iż wydaje mi się że jesteśmy już tą nowoczesna rodziną, to jednak w głowie podświadomie mam że mąż powinien się wyspać do pracy i noc to moja domena, bo przecież zdrzemne się z maluszkiem… Chyba że już dzieje się coś nadzwyczajnego, ząbki, ból brzuszka to wtedy budzę tatusia bez skrupułów. Mąż wie, że wypoczeta mama to szczęśliwe dziecko i spokojny dom, jednak tak ciężko o chwilę poza domem tylko dla siebie. I mówię tu dosłownie o kilku godzinach, to mnie stawia na nogi, pozwala zatesknic za dzieckiem. Boję się co będzie jak wrócę do pracy, jak wtedy się odnajdziemy, wiem że będzie ciężko, bo dojdzie stres mój z pracą, dziecka że zlobkiem i więcej obowiązków.

    • Odpowiedz Maj 15, 2019

      Alicja

      Trzymam kciuki za was!

      • Odpowiedz Maj 15, 2019

        Smutna

        Dzięki!
        PS. Super blog. Pierwszy raz odwazylam się dodać komentarz, a czytam od urodzenia Małej, kiedy zaczęłam szukać dodatkowych informacji i potwierdzenia, że idę dobrą drogą. Dla mnie najlepszy na jaki wpadłam,a trochę szukałam. Nie przeslodzony,oparty na wiedzy.

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Petunia

    Wiesz, Mataja… Do tego, że “po dziecku”, jeśli ja czegoś nie pokażę palcem, nie powtórzę co najmniej 5 razy albo ostatecznie nie ryknę to nie będzie zrobione (np. z ostatnich dni – nos dziecka nie zostanie wysmarkany przez parę godzin mojej nieobecności, bo glut nie wisiał do pasa tylko siedział “w środku”), zdążyłam się już przez ostatnie parę lat przyzwyczaić.

    Do tego, że “mój egzemplarz” musi być zdalnie sterowany odnośnie rzeczy domowych i dzieciowych, za każdym razem, bo pamięć poczynionych ustaleń ma krótkotrwałą do max. 3 dni, też się zdążyłam przyzwyczaić. I mimo że pracujemy oboje, to ja mam w głowie plan wszystkiego, i cisnę o jakąś ogarniętą realizację życia rodzinnego. Walczę, bywa trudno… :).

    Ale ze wszystkiego najbardziej dobija mnie fakt, że gdy w końcu wyjdę do ludzi realizować swoje zaśniedziałe nieco (i dawniej wspólnie realizowane) pasje, nieodmiennie zostaję przez onych ludzi zabita pytaniem: “A gdzie On? Znowu go zamknęłaś w domu przy dziecku?”

    Nie jestem przekonana że da się z tym wygrać.
    Bo to takie ‘status quo’, że jak kobieta siedzi w domu z dzieckiem, to jest na swoim miejscu. A jak mężczyzna – to jest w niewoli…

    • Odpowiedz Maj 15, 2019

      Alicja

      No właśnie mam nadzieję że jednak uda nam się z tym wygrać!

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Bgs

    Ja swego czasu miałam nawet wyrzuty sumienia, że jak mąż wraca z pracy to zaraz po zjedzeniu obiadu, a czasem z inicjatywy dzieci nawet wcześniej przejmuje pałeczkę w opiece. Przecież pracował cały dzień (ja w sumie też), ale po prawie całym dniu z dziećmi ja potrzebuje od nich odpocząć, coby im krzywdy (psychicznej) nie zrobić. Mąż na szczęście to rozumie, a zawsze pod koniec świąt czy wakacji podkreśla, że cieszy się z powrotu do pracy i że nie mógł by tak ten rok cały dzień w dzień z dziecmi.

    • Odpowiedz Maj 15, 2019

      Marta

      To ten tzw ‘mental overload’, kobiety jak np ida po pranie do lazienki, zobacza po drodze zabawki rozrzucone posprzataja je, potem zobacza kwoatka ktorego mialu podlac to tez to zrobia, w międzyczasie dziecko poprosi o coś do jedzenia, a to i zupę wstawi i w końcu znowu wraca po to pranie. Facet jak idzie wstawić pranie to idzie i poboczne rzeczy to nie interesują
      Fajnie chyba The Guardian o tym pisał całkiem niedawno albo mogę się mylić co do źródła. W każdym razie to właśnie o tym piszesz @petunia chyba każda z nas to ma, a faceci po prostu unikają jak ognia wzięcia tego ciężaru na siebie.

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Anna

    Zawsze jak mąż po pracy nie chce mi nic pomóc, bo jest zmęczony to mówię, że w takim razie jak ja pójdę do roboty to po pracy w domu nic nie będę musiała robić, tylko oglądać telewizję z piwem w ręku

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Liliana

    Przez pierwsze pół roku prawdą jest że ja więcej zajmowała się naszym pierworodnym, nawet po tym jak mąż wrócił z pracy. Karmiłam młodego piersią i tylko ja byłam w stanie to uśpić na drzemkę (Tak sobie wmawiałam) ale jak wróciłam do pracy na część etatu i mąż z musu musiał sam sobie radzić przez 8 godzin w soboty i niedziele to nagle się okazało że nie jestem niezastąpiona 😛 teraz jak wracam z pracy to małego przejmuje żeby mąż mógł psychicznie odsapnąć i działa to też w drugą stronę. Raz w tygodniu każde z nas ma dzień dluzszego spania, gdzie drugie zabiera młodego z sypialni i daje pospać tą godzinę dłużej… to naprawdę działa cuda. Od kiedy nie karnie małego piersią, oboje wstajemy w nocy na zmianę, no chyba że któreś z nas ma niemiłosiernie wczesna zmianę. To jest nasze wspólne dziecko, więc oboje się nim zajmujemy jak tylko czas na to pozwala i nie wyobrażam sobie żeby było inaczej.

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Kinia

    Przy pierwszym synu po moim powrocie do pracy po 10 m-cach atmosfera była tragiczna i frustracja sięgała zenitu choć mam partnerski związek, dobrego chłopa i też na mamuty nie poluje ledwie na muchę czasem 😉 irytowało mnie, że muszę przypominać, kontrolować, logistykę organizować itp. W końcu w rozmowie doszliśmy do wniosku, że grafik/rutyna dnia musi zawisnąć gdzieś bo ja mam w paluszku, a on nie nadąża za zmianami, dodatkowo wszelkie wizyty lekarskie i inne obowiązki mamy we wspólnym kalendarzu ( ani dzieci, ani kredyt tak nie łączą jak wspólny kalendarz 😉 ) to pomogło!

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Kasia

    ahh temat rzeka. Mieszkam w USA i ostatnio na mojej mamusiowej grupie ktoś wrzucił ten artykuł: https://www.nytimes.com/2019/05/04/opinion/sunday/men-parenting.html
    Dzisiejsi ojcowie czują się bardziej zaangażowani, bo robią dużo więcej niż ich ojcowie. Nie znaczy to jednak ze osiągnęliśmy w społeczeństwie pełne partnerstwo.. Wg tego artykułu zajmie nam to jeszcze 75 lat 😱
    Nie mogę narzekać na mojego, jesteśmy jedną drużyną, chociaż wiem ze obowiązki nie są dzielone w połowie. U mnie wynika to między innymi z karmienia piersią. Cóż, tego nikt za mnie nie zrobi;)

    • Odpowiedz Maj 16, 2019

      Ewa

      Skoro tylko Ty możesz karmić piersią, to mąż może robić więcej innych rzeczy, np. częściej przewijać albo nosić malucha, kiedy jest marudny 😀 u nas tak to działa.

  • Odpowiedz Maj 15, 2019

    Marya

    Dodałabym może porównanie jeśli mąż ma pracę na 8h a kobieta zajmuje się tylko domem i to bez przerwy, może i mąż powinien pójść do pracy bez przerwy, po co tylko na 8h. Niech wstaje odpowiada na e-maile, telefony pisze sprawozdania itp. Myślę, że szybko by się tym zainteresowały jakieś służby odnośnie bezpieczeństwa w pracy i w ogóle praw człowieka. Takie wyburzanie co rusz podchodzi pod tortury dlatego np w więzieniach tego zakazali.
    No dobra już nie będę taka złośliwa, my jesteśmy tylko kobietami ale to my zarządzamy całym domem, rodzina, społecznością i w ogóle całym światem 💪

  • Odpowiedz Maj 16, 2019

    Paulik

    Jest jeszcze inna kwestia, o której mało się mówi – my mamy siedząc w domu całymi dniami z dzieckiem w sytuacjach stresowych (płacz dziecka, nocne pobudki, choroby itp.) często wychodzimy z założenia, że najlepiej zajmiemy się maluchem, nawet jak tata jest obok. Choć od początku dzielimy się z mężem obowiązkami i naprawdę oboje uczestniczymy w jego ogarnianiu, to jednak zauważam u siebie syndrom “zostaw, zrobię to lepiej/szybciej/skuteczniej”. A przecież wcale tak nie jest i w ten sposób bez sensu bierzemy na siebie więcej, niż trzeba. Pozdrawiam! 🙂

  • Odpowiedz Maj 16, 2019

    Zmb

    Dlaczego w naszym związku to żona wstaje do dzieci? Może dlatego że moje cycki nie dają mleka? Dlaczego to pracujący mężczyźni, źli i nie dobrzy wysypiają się w nocy? A chcielibyście aby operator koparki czy wózka widłowego, motorniczy, kierowca tira, kolega górnik zajmujący się materiałami wybuchowymi itd przychodzili do pracy po zarwanej nocce?

    • Odpowiedz Maj 18, 2019

      Ewa

      A chcialbys żeby twoja żona po zarwanej nocce zajmowała się twoim dzieckiem?!
      Wiesz jakie rzeczy może zrobić kobieta będąc niewyspaną?!
      Ja na przykład piekąc tort (drugi tego dnia) 10 min przed koncem, po wysprzątaniu całej kuchni, położyłam się na kanapie żeby nogi mi odpoczęły po całym dniu biegania po domu. A przecież mały i tak za 15 min ma porę karmienia, to krzykiem swoim na mur beton mnie przywoła….obudziłam się godzinę później, sama nie wiem dlaczego. Pikania piekarnika nie słyszałam (a było), płacz dziecka nie nastąpił bo akurat miał dobre spanie i Bogu dzięki że się obudziłam, bo nie wiem czy źle by się to dla nas nie skończyło….
      P.S. po jakże regenerującej godzinnej drzemce poszłam do kuchni zrobić jeszcze raz ostatni blat tortu…;)

    • Odpowiedz Maj 18, 2019

      Ewa

      A co złego się człowiekowi dzieje jak jest niewyspany?
      Co się dzieje kiedy permanentnie się nie wysypia?
      Taka osoba może nawet mieć problemy na podłożu psychicznym. Jesteś pewien , że chcesz zostawiać swoje dzieci z kimś niepoczytalny? (Zwłaszcza że to kobiety mają większe zdolności do załamań psychicznych?)

    • Odpowiedz Maj 20, 2019

      Ewa

      A chcesz, żeby Twoimi dziećmi zajmowała się przemęczona, niewyspana i sfrustrowana osoba?

      PS Do zmiany pieluchy nie trzeba mieć biustu. Do noszenia, utulenia, usypiania itd też nie.

    • Odpowiedz Maj 21, 2019

      Alicja

      Większość znanych mi ojców nie ma odpowiedzialnej pracy i w ich rękach nie leży ludzkie życie. Nie są chirurgami, kierowcami tirów ani autobusów. Większość dzień spędza w biurze lub na pracy fizycznej. Mają czas na scrollowanie fb i pogaduszki z innymi.

  • Odpowiedz Maj 17, 2019

    Janek

    1. Opieka nad dzieckiem = pełnoprawna praca = należy się chwila wytchnienia.
    2. Pełnoprawna praca = nie należy się chwila wytchnienia bo przecież osoba z punktu 1. musi odpocząć po pracy z dzieckiem.

    Taka puenta.

    Dodatkowo artykuł opiera się na badaniach: Jakich dokładnie ? Źródła ?

    • Odpowiedz Maj 21, 2019

      Alicja

      No jednak nie zrozumiałeś: “Ale to nie tak powinno wyglądać. Obojgu z was w równym stopniu należy się odpoczynek, relaks i czas wyłącznie dla siebie.”
      Źródło jest pod artykułem

  • Odpowiedz Maj 18, 2019

    Ewa

    No dobra wszystko super, ale co w sytuacji kiedy mąż przyznaje mi rację że powinniśmy się zajmować dziećmi i domem razem, po czym odwraca się na drugi bok i idzie spać ( w ciągu dnia) a ja zostaję z tym całym bałaganem. Jak jaśnie Pana obudzę to jest zły bo jak to?
    No i jak nie być złą ? Jak się nie kłócić ?

  • Odpowiedz Maj 18, 2019

    wisznu

    to ja może przypomnę swój wpis z tego tekstu: https://mataja.pl/2019/02/ojcowie-zmieniaja-wszystko-rowniez-pieluchy/

    Bo widzę, że naprawdę inaczej to widzą kobiety i inaczej mężczyźni

    “A ja to widzę inaczej. Kojarzycie Batmana i Robina?
    Zawsze Batman grał pierwsze skrzypce, a Robin był tylko pomocnikiem. Był kimś gorszym, słabszym, mniej doświadczonym… Wcale nie “Panem i Władcą”, który z łaski czasem pomoże Batmanowi.

    Faceci właśnie tak to widzą – pomagają, bo w tych sprawach jako mniej doświadczeni, nie wspierani intuicją nie pchają się do bycia tym najważniejszym, skoro istnieje większe prawdopodobieństwo, że zrobią coś źle. I często sami słyszą: zostaw, bo ja zrobię to szybciej/lepiej.”

    A poza tym – jak facet idzie poćwiczyć, to odreagowuje cały stres z ostatniego czasu. Jak kobieta-matka idzie poćwiczyć, to sama czuje, że właśnie marnuje czas, bo jeszcze ma tysiące rzeczy do zrobienia, które ona zrobi lepiej, a jak się za nie weźmie facet to ma pewno spieprzy i np. wrzuci czerwone skarpetki do bialego prania…

  • Odpowiedz Maj 22, 2019

    ko

    Ja widze ta sprawe tak: na polu domowych relacji jest pula czasu i energii do wygospodarowania i trzeba ja rozdzielic na dziecko, siebie i meza. Jesli zajmujemy sie z mezem dzieckiem “po polowie” to pozostaly zasob energii moge rozdzielic na siebie i meza. Jesli natomiast dzieckiem zajmuje sie praktycznie ja, to energii wystarczy tylko albo na mnie albo na meza. Ja z tych dwoch pozostalych obszarow wybieram siebie, i jesli oznacza to kompletne zaniedbanie meza i poswiecanie, to trudno. Gdzies te priorytety trzeba ustawic i jak wracam po 8-9 godzinach pracy do domu, ogarniam dzieciaka az pojdzie spac i o tej 20 czy 21 wreszcie mam godzine lub dwie wolnego czasu, to ten czas jest tylko dla mnie.
    Panowie czesto oczekuja, ze po ogarnieciu pracy poza domem i w domu kobieta bedzie teraz jeszcze swojego partnera obskakiwac i zastanawiac sie czego mu potrzeba, ale tak to nie dziala. Potem narzekanie, ze jest za malo wspolnego czasu, ale jak ktos woli sie relaksowac na sofie przez 2 godziny i patrzec jak druga osoba zasuwa, zamiast podwinac rekawy i wspolnie ogarnac sprawe w godzinke, to nie powinien sie dziwic, ze w zwiazku jest kryzys.

  • Odpowiedz Czerwiec 4, 2019

    Agnieszka Hirsztritt

    Nic mnie tak nie irytuje, jak powtarzane jak echo, jak mantra jakaś, zdanie, które pojawia się co i rusz w ustach moich koleżanek, dalszych znajomych i na grupach na FB: “on musi się wyspać, bo musi jakoś funkcjonować w pracy”. Jako uzasadnienie tego, że ona, mimo że tyrała cały dzień, ma być jedyną osobą, która ogarnia dziecko też w nocy i tego, że to ona z dzieckiem wstaje o 5. Halo, a ona nie musi funkcjonować jakoś przy dziecku? To jest jakaś święta prawda dla większości i nienaruszalne prawo pracującego mężczyzny, że do roboty ma iść wyspany. I nie potrafię tego ogarnąć umysłem, bo jako mama, która wróciła do pracy ok 3 miesiące temu, uważam, że praca to jest URLOP w porównaniu z siedzeniem w domu z niemowlakiem. Jesz lunch w ciszy i spokoju, rozumiesz, co od ciebie chcą i inni rozumieją, co do nich mówisz. Spędzasz czas we względnej ciszy, bez wrzasków i histerii, przez 8h pod rząd! Dojazd do pracy to przecież odpoczynek (która mama niemowlaka nie pisałaby się na godzinę dziennie bezmyślnego siedzenia w transporcie publicznym, no pytam: która??), wizyty w toalecie są nielimitowane czasowo i nie są stresujące, nie trzeba ścierać kuskusu z podłogi, 30 razy dziennie dźwigać 12 kg (do wózka, z wózka, na przewijak, z przewijaka). I ogólnie rzecz biorąc mój poziom stresu jest tak z 10 razy niższy w pracy – w domu ciągle musiałam na coś uważać, ciągle coś robić albo się frustrować, że nie chce spać, nie chce jeść, rozrzuca jedzenie, nie rozumie, że noża nie wolno, zdejmuje czapkę, zdejmuje buty, krzyczy bo chce nóż itd.

    Tak że uwaga: uważam, że to ONA musi się wyspać w nocy (na ile może oczywiście), bo on TYLKO idzie do pracy, a największa harówa czeka na nią. Zwłaszcza, że często, gdy ona wraca do pracy, to nagle magicznie nie zyskuje takich praw jak on, tylko dalej (sic!) wstaje do dziecka. I musi jakoś funckjonować w pracy mimo niewyspania i funkcjonuje, i daje radę, i on by też dał!

    I żeby nie było: mój mąż wstawał od 4 miesiąca i wstaje do dziś (18 miesięcy) i melduję, że przeżył, że awansował nawet. Był wykończony i ledwie żywy, ale ja też byłam. Oboje nie rozumieliśmy, czemu miałabym to być tylko ja.

    • Odpowiedz Czerwiec 11, 2019

      Asia

      Pełna zgoda :))

Leave a Reply