Zadbaj o rozwój mowy dziecka – wakacyjny zestaw porad i prostych zabaw logopedycznych

Kiedyś czekaliście na ten czas z utęsknieniem, a z biegiem dni, niektórych z was nadchodzący 1 września przyprawiał o ciarki na plecach… Zmiana statusu na „dzieciaty” wprowadza, mówiąc delikatnie, pewne zmiany w tę sytuację. Zdarza się, że dziś to na 1 września czekacie z utęsknieniem! Ale do rzeczy: właśnie rozpoczęły się wakacje! Ukochany czas dla latorośli, którą będziecie mieć pod czujnym okiem 24h. Wakacyjne wyjazdy to odpoczynek od szkoły, przedszkola, od wielu zobowiązań i kieratu (przynajmniej w teorii). Cóż z tego, skoro logopeda, który próbuje nakłonić wasze młode do pięknego mówienia, oznajmia, że urlopu od logopedii nie ma i że jeśli odpuścicie logopedię w wakacje, to całe dotychczasowe starania mogą wziąć w łeb (logopedzi to naprawdę strasznie uciążliwa grupa zawodowa)! Wyjścia z tej sytuacji są trzy:

  1. zmienić logopedę na gorszego (takiego, który powie, że to nieprawda i że efekty przyjdą same, wystarczy np. w czasie wakacji leżeć na mocno rozgrzanym piasku, ponieważ wysoka temperatura piasku stymuluje rozwój mowy)

  2. zabrać logopedę ze sobą na urlop,

  3. zrobić coś, by ćwiczenia logopedyczne nie szły w odstawkę, ale zostały tak sprytnie przemycone, że dziecię nawet się nie spostrzeże, że ta niewinna zabawa, której się ochoczo oddaje, to właśnie logopedia.

Jeśli wybraliście a, to niestety nie potrafimy pomóc, ale ciepły piasek na pewno wam nie zaszkodzi. Jeśli b, to zazdrościmy logopedzie. A jeśli zdecydowaliście się na c, to (tu fanfary) właśnie przychodzi Wam z pomocą oddział specjalny w składzie: Marta i Alicja (jeśli jeszcze nie domyślacie się cóż to za tajemnicza Marta, to rozwiązanie zagadki na końcu wpisu!). Jest to tandem ekspercko-rodzicielski, łączący w sobie wszystko co potrzebne, by osiągnąć sukces: teorię, praktykę, poczucie humoru i uzależnienie od czekolady. Tandem się namyślał i naradzał i w efekcie przedstawia Wam:

zestaw porad i zabaw logopedycznych do wykorzystania w trakcie wakacji!

Przedstawiamy je w formie dwóch turnusów logopedycznych. Pierwszy kierowany jest do berbeci, które dopiero uczą się mówić (albo już mają z tym kłopot i ociągają się z rozgadaniem). Drugi turnus kierowany jest do przedszkolaków i ciut starszych dzieci, które doskonalą swoją artykulację (wymowę głosek) oraz umiejętność pięknego opowiadania (generalnie mówienia dłuższymi zdaniami niż np. „Daj tablet”). Obydwa turnusy dotyczą więc nie tylko tych dzieci, które już chodzą do logopedy. Na nasze kolonie może zapisać się każdy!

Zaczynamy od turnusu dla najmłodszych, których chcemy zachęcić, by zaczęły mówić i mówiły coraz więcej. A zatem, oto przed wami:

Logopedyczny turnus berbecia

  1. Mówimy, do berbecia… ale jak?

Wykorzystajcie wspólny wakacyjny czas na… mówienie do dziecka. To niby sprawa oczywista, ale już to, jak do takiego berbecia mówić by wspierać rozwój jego mowy, nie dla wszystkich jest oczywiste. O tym jak mówić do berbecia i dlaczego tak dziwnie, na mataja mogliście poczytać TU. A jeśli Wam mało, to możecie też posłuchać rozmowy na ten temat z jedną z nas TU. Podsumowując, stosujcie prosty język (pojedyncze słowa – rzeczowniki, czasowniki, proste zdania), reagujcie mimiką i mową na wypowiedzi, uśmiech dziecka. Nie wstydźcie się powtarzać po maluchu (niemowlęciu) jego gaworzenia (sylab, które wypowiada), nie wstydźcie się mówić do dziecka ze śpiewną, zmienną intonacją, która zwraca jego uwagę i służy rozwojowi mowy. Nie mówicie jednak do berbecia językiem zniekształconym, pełnym nieistniejących wyrazów, niepotrzebnie „spieszczonych” słów (np. „ściotećka” zamiast „szczoteczka, szczotka”, „oćki” zamiast „oczy”).

  1. Berbeć cały w emocjach… a wy dalej mówicie!

Skorzystajcie w czasie wyjazdu z każdej nietypowej, wywołującej u dziecka emocje okazji, by stymulować jego mowę i poznawanie świata (jedno i drugie idzie nierozłącznie w parze). Kiedy będziecie na plaży, w mini-zoo, w lesie, na łące, nad rzeką itp. itd. wskazujcie palcem otaczające was obiekty, pozwólcie bąblowi na eksplorowanie otoczenia i nazywajcie rzeczy, których dotyka, które wam pokazuje oraz czynności, które wykonuje. „Zalewanie mową” to jeden ze starych jak świat sposobów na wspieranie rozwoju mowy malucha (nie mamy pewności,  ale możliwe,  że wspominał  już o tym Platon). Pamiętajcie jednak, by nie „utopić” dziecka w tej kąpieli. Nie zamieniajcie się więc w katarynkę, która nigdy się nie psuje, ale dajcie dziecku czas na usłyszenie dźwięków otoczenia, na samodzielne wypowiedzi (nawet jeśli to „tylko” piski, pojedyncze samogłoski, sylaby). Nazywajcie i powtarzacie dźwięki, które słyszycie („mowa” zwierząt, szum drzew, wody, plusk ryby, brzęczenie komara itp.). Okazujcie swoje zainteresowanie wypowiedziami dziecka, zwracajcie uwagę na jego próby werbalnego kontaktu. Nie odgadujcie w lot każdego gestu dziecka, oczekujcie, że coś do was powie, nawet jeśli będzie to jedna głoska, sylaba, pojedynczy wyraz. I świećcie przykładem! Jeśli dziecko zafascynowane woła: „!” (koń!) dajcie mu dobry wzorzec słowa, mówiąc po prostu: „Tak, to koń” (tu dobrze jest też wyrazić zachwyt rzeczonym okazem konia, powiedzieć jak mówi koń itd.).

  1. Walizeczka berbecia-podróżnika

Berbeć jest w zaciekawiony wszystkim, co dostanie w łapkę. Warto jednak zadbać o prawdziwy efekt wow i zabrać w podróż ozdobną walizeczkę (plecaczek, pudełko łatwe do przenoszenia itp.), która będzie tylko jego. A do walizeczki wkładamy różne skarby, które posłużą nam w czasie podróży (autem, pociągiem) do zabaw stymulujących mowę malucha. Co możemy włożyć do środka?

Figurki zwierząt i ludzi, małe mebelki (naśladowanie dźwięków zwierząt, proste zabawy tematyczne z figurkami ludzi, zwierząt, mebelków); książki zawierające proste, jasne dla dziecka obrazki, ukazujące to, co mu najbliższe (zwierzęta, postaci ludzkie, zabawki, pokarmy i inne obiekty, które są w otoczeniu każdego malucha itd.); pacynki (będziemy je zakładać na palce i np. naśladować wydawane przez nie dźwięki, robione minki itp.); kartoniki z zapisanymi samogłoskami, sylabami (z łatwymi spółgłoskami, zakończone samogłoską, czyli np.: PA, MA, BE. LO. Sylaby możemy schować w ładnym woreczku. Ich losowanie to dodatkowa frajda. Po wylosowaniu kartonika przez berbecia czytamy sylabę i liczymy na to, że młodzież będzie chciała po nas powtórzyć); plastikowe pokarmy (banan, pomidor itd.); większą pacynkę z ruchomą paszczą, która będziemy karmić (sylabkami, obrazkami, a w sytuacjach wielkiego głodu nawet figurkami zwierząt). Karmiąc takiego głodomora, możemy łatwo ćwiczyć rozumienie wyrazów i umiejętność ich mówienia. Prosimy np. „Daj banana”. I jeśli berbeć daje do paszczy banana, a do wyboru miał coś więcej poza bananem, znaczy to, że berbeć rozumie słowo „banan” doskonale. Brawo berbeć! A potem odwracacie role: teraz to berbeć ma powiedzieć, co wy do jedzenia macie zadać żarłocznej pacynce.

Do walizki włożyć można także piękny (taki, by zaciekawił dziecko) zeszyt z gładkimi kartkami i kredki. Do czego nam się przyda taki zestaw? O tym niżej.

  1. Wakacyjny pamiętnik berbecia

Zeszyt stanie się waszym nieodłącznym towarzyszem, może być naprawdę ważny przyjacielem dziecka i wspierać jego rozwój mowy nie tylko na wakacjach. A kiedy już wasze dziecko będzie gadać jak najęte, stanie się niezapomnianą pamiątką jego rozwoju i przygód. Jeśli nie potraficie rysować, nie martwcie się, my też nie! I na szczęście nie o to tu chodzi. Zresztą berbeć jest mały i póki co wszystko wam wybacza. W jego oczach wasze rysunki to Matejko w swojej szczytowej formie! Ale do rzeczy: każde emocjonujące, ważne wydarzenie z dnia wakacji (zbudowanie zamku, wizyta na plaży, spacer, ale też wpadki typu: zbite kolano itp.) uwieczniacie w zeszycie, rysując je w prosty sposób. Do rysunku dołączacie bardzo proste podpisy. W zależności od tematu obrazka, będą to wyrażenia dźwiękonaśladowcze, wyrazy określające postaci i proste zdania. Dajmy na to, że bohaterem jest Drugorodny i Wirgiliusz i że chłopaki robili tego dnia zamek na plaży. Rysujemy więc w prosty sposób tę scenkę. A podpis może być taki. TATA, DRUGORODNY, ZAMEK. TATA BUDUJE. DRUGORODNY BUDUJE . TATA BUDUJE ZAMEK. Możecie też dodawać komiksowe dymki do postaci, z zapisanymi prostymi wypowiedziami, onomatopejami.

Prawda, że proste? Zamiast rysunków możecie też robić fotoalbum, ale bądźmy szczerzy: kto będzie biegał, by drukować na bieżąco zdjęcia z danego dnia? A o to właśnie chodzi, by prowadzić taki dziennik na bieżąco, bo berbeć następnego dnia już nie będzie wiele pamiętał. I najważniejsze: przeglądacie z berbeciem taki pamiętnik każdego wieczora/poranka, czytacie/rozmawiacie o tym, co się wydarzyło.

  1. Wakacyjna biblioteka berbecia

Najlepszym materiałem do rozwoju mowy jest po prostu otaczający świat i odpowiedni kontakt z mówiącą do dziecięcia osobą dorosłą. W przypadku maluszków najlepiej pracuje się na konkretach: obiektach z otoczenia, zabawkach, zabawkowych imitacjach tego, co rzeczywiste (meble, pokarmy itd.). Jest jeszcze coś, co pomaga w rozwoju mowy: książki. Dobrze przygotowane, przemyślane książki dla dzieci mogą wam pomóc w tej przygodzie. Zabierzcie więc ze sobą taką właśnie literaturę. O książkach wspierających rozwój mowy malucha pisałyśmy na mataja TU, TU i TU. Wybierajcie takie książki, które mają przejrzyste ilustracje, zawierają sytuacje znane dziecku i nie są „przeładowane” szczegółami. Nie czytajcie berbeciowi skomplikowanych tekstów, na Ulissesa przyjdzie jeszcze czas (albo nie :D)! Na razie pokazujcie dziecięciu palcem obiekty w książce i nazywajcie je. Po prostu mówcie w prosty sposób o tym, co jest i co dzieje się na ilustracji. Ale nie bądźcie tacy i dajcie mu też pole do popisu! Pokazujcie palcem elementy ilustracji i pytajcie: Co to? Kto to? Co robi? Berbeć, który ma około 10 miesięcy, to już okaz gotowy na przygodę z książką. To czas, w którym powinno pojawić się tzw. wspólne pole uwagi. W efekcie powinna być duża szansa, że młodzież w tym wieku z zainteresowaniem będzie przyglądać się pokazanej przez was książce, wskazywać palcem najbardziej fascynujące ją elementy.

  1. Mała rączka berbecia pracuje

Choć nie wydaje się to oczywiste, tzw. mała motoryka, sprawność manualna berbecia jest bardzo ważna dla jego rozwoju mowy. Wakacje to świetny czas by tę sprawność ćwiczyć w nietypowych, interesujących okolicznościach: budowanie zamku z piasku, zabawy w mokrym (płynnym) piaskiem na plaży, stawianie babek i ich dekorowanie drobnymi elementami, zbieranie skarbów (kamyków, muszelek, szyszek, patyczków), które berbeć samodzielnie wrzuca potem do pojemników z małymi otworami (słoiki, puszki, pudełka – byle było bezpiecznie) – wszystko to daje okazję do ćwiczenia ruchów ręki, chwytania obiektu całą dłonią i palcami. Każdy drobiazg znaleziony na plaży można wykorzystać do takich zabaw (z zachowaniem warunków bezpieczeństwa, oczywiście, czyli najlepiej z berbeciem, który nie pakuje już każdego „skarbu” do ust).

  1. Mała buźka berbecia pracuje

W przypadku najmłodszych berbeci nie niepokoi nas jeszcze to, jak wymawiane są głoski. Cieszy nas, że berbeć mówi, choćby mówił językiem przypominający raczej klingoński (np. roczne dziecko zaczyna wypowiadać pierwsze wyrazy, ale nie będzie tego od razu robić w sposób poprawny). Nie znaczy to jednak, że nie interesuje nas w ogóle sprawność maluszkowej buzi! By nie musieć w przyszłości chodzić do logopedy i wykonywać ćwiczeń sprawności języka, warg, podniebienia miękkiego warto zadbać o… prawidłowe karmienie. To właśnie jedzenie jest czynnością najlepiej pobudzającą ruchomość narządów artykulacyjnych. Karmienie piersią (jeśli jest to możliwe, bo czasem nie jest i już), w późniejszym czasie uczenie ściągania pokarmu z łyżeczki, a potem picia z kubeczka, podawanie berbeciowi pokarmów, które musi gryźć, żuć – wszystko to będzie mieć swój efekt: sprawność tych narządów , które służą malcowi do dykcji co najmniej na poziomie znanych mistrzów mowy polskiej. A wakacje to dobry czas na tę naukę, choćby ze względu na fakt, że stan czystości i ogólnego wyglądu malca nie zajmuje nas wtedy aż tak bardzo…

  1. Berbeć i rodzic na detoksie

Zróbcie sobie wakacje bez telewizora, tabletu. Spróbujcie ograniczyć korzystanie z telefonu (a na czas zabaw z dziećmi zrezygnujcie z niego w ogóle). O skutkach korzystania przez dzieci i rodziców ze wspomnianych dobrodziejstw, w tym skutkach dla rozwoju mowy dziecka, wielokrotnie czytaliście na mataja.pl (klik). Teraz tylko przypominamy, w największym skrócie, że przekonanie, iż oglądanie telewizji, przeciąganie palcem po tablecie w wykonaniu niemowlęcia, przyczyni się do rozwoju jego mowy (bo przecież te piękne prezenterki i filmowi bohaterowie w telewizji dużo mówią) można włożyć między bajki, a Amerykańska Akademia Pediatryczna zaleca nie podłączanie dziecka do telewizora do lat 2 (klik).

  1. Przygoda z mową czai się wszędzie!

Wspieranie mowy berbecia staje się prostsze, gdy otworzymy się na zabawy językowe w każdej sytuacji. Berbeć chce, żeby go pohuśtać? Świetnie! Huśtamy berbecia, ale jednocześnie razem śpiewamy piosenkę, albo głośno wypowiadamy dźwięki, sylaby, popychając huśtawkę i zachęcając go, by nam odpowiadał, by bawił się razem z wami. Jesteście na plaży? Możecie pisać samogłoski, proste sylabki na piasku, wspólnie do nich dobiegać, wskakiwać na nie, patrzeć jak „zmazuje” je woda i czytać je, zanim znikną na dobre.

Miejcie dobre wakacje! Pozdrawiamy wszystkie berbecie, które uczą się mówić! Tandem Marta-Alicja da niebawem ogłoszenie o turnusie dla przedszkolaków!

Tajemniczą Martą jest oczywiście dr Marta Galewska-Kustra, która zajmuje się logopedią i pedagogiką, jest adiunktem w Zakładzie Psychopedagogiki Kreatywności Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, w Łodzi prowadzi swój gabinet logopedyczny dla berbeci (klik), pasjami tworzy kultowe już książki dla dzieci – Pucia i Fefe (klik, klik, klik), a jedyną jej wadą jest to że nie mieszka na Śląsku, bo przez wszystkie nasze spotkania i dyskusje muszą odbywać się on line, a nie na żywo!!! I zachęcam was do śledzenia profilu Marty na FB (klik), bo tam ciekawostki o rozwoju mowy i wieści o… nowych książkach!

Mama Pierworodnej i Drugorodnego. Żona Wirgiliusza. Zafascynowana tym jaki wpływ na rozwój mózgu dziecka mają rodzice. Jak na matkę małych dzieci przystało nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. No ewentualnie jedzeniem ciastek.

2 komentarze

  • Odpowiedz Czerwiec 27, 2017

    Algo

    A czemu ten wpis jak my już po urlopie ;p I to jeszcze akurat kiedy zaczynam pracę po dwóch latach spędzonych z dzieckiem i nie będę już mogła z rad skorzystać. Ale dodam, że faktycznie w czasie wakacji nasz dwulatek rozgadał się bardzo. Na pomysł obrazkowego pamiętnika nie wpadliśmy, ale codziennie opowiadamy sobie co dziś robiliśmy. Pozdrawiają Fani Pucia!

  • Odpowiedz Czerwiec 27, 2017

    wisznu

    No jakby dla nas artykuł pisany. Dzięki 🙂
    Tylko, że ja mruk jestem. Więc mam problem…
    Wszystko w rękach matki.

    Ale ad. 1. Może leżenie na gorącym piachu nie pomoże, lecz podobno kiedyś pomagało żucie żwiru ;P

Leave a Reply