Doskonałe gry i kilka komiksów – propozycje prezentowe dla dzieciaków

Ha moi mili – cóż ja dla was mam dziś za wspaniałości – to głowa mała. Mam jak zapewne zauważyliście absolutną słabość do komiksów i gier od Wydawnictwa Egmont, więc dziś w ramach naszej stałej już w zasadzie współpracy reklamowej mam dla was kilka polecajek growo-komiksowych.

Zaczniemy od gier, bo te zdaje się mają więcej zwolenników niż komiksy – przynajmniej w populacji ogólnej, bo w naszym domu, obie te rzeczy schodzą jak na pniu 😀

Dla porządku dodam, że po kliknięciu w każdy tytuł w poniższym wpisie – zostaniecie przeniesieni na stronę wydawnictwa Egmont gdzie możecie zobaczyć m.in.: video instrukcję gry co da wam jeszcze lepszy ogląd czy to dla was rzecz dobra, więcej zdjęć i caluteńki opis. Przedświątecznie jest też na stronie dużo promocji więc może coś upolujecie dla siebie 😉

Pędzące żółwie wersja świąteczna

Nie wiem ile razy w życiu pisałam już o żółwiach, ale na pewno było tego sporu. Nie wiem też czy jest rodzic dziecka w wieku przedszkolnym, który nie słyszał o tej grze, ale jak należycie do tej grupy, to warto nadrobić, bo dzieciaki to wielbią! Rozgrywka jest prosta – czterolatek na luzie powinien ogarniać reguły (stosowanie się do reguł przez czterolatków to jakby inna historia :D) – a jednocześnie nie jest to zwykła nudna planszówka gdzie się chodzi pionkiem i nera. Tu kwestia tego kto jest jakim pionkiem jest zagadką dla pozostałych graczy, a to budzi nieco emocji. Żółwiami na planszy sterujemy nie za pomocą kostek, tylko za pomocą specjalnych kart ruchu – i tu też w zależności od tego jakie karty wylosujemy możemy sterować albo swoim albo… cudzymi pionkami.

Rozgrywka raczej szybka, dynamiczna i fajna – dobre wprowadzenie do tych co bardziej rozwiniętych planszóweczek dla małych ludzi. Wersja świąteczna może być wyjątkowo zdatna na prezenty świąteczno-mikołajowe. I ma ładniejsze kolory żółwi niż tradycyjna 😀 Więcej szczegółów na temat gry TUTAJ.

Mali detektywi

To druga z moich propozycji dla tych młodszym wiekiem graczy. Też jest z nami od lat – przeszłam fazę na detektywów ze starszymi, teraz najmłodszy bardzo lubi. Gra jest kooperacyjna – tj. nie gracie przeciwko sobie tylko przeciwko em… grze? 😉 Innymi słowy jest to system, który dobrze się sprawdza gdy mali ludzie jeszcze nie potrafią przegrywać z resztą rodziny (piszę jakby duzi potrafili hehe). Gra jest bardzo ciekawa wizualnie ze względu na swoją unikalną kompozycję i łączy w sobie zalety:

  •  gry w memory, bo musimy znaleźć ukryte na planszy pary przedmiotów,
  • gry typu wyścig z czasem, bo gdy poszukując par odkryjemy żeton z zegarem to musimy przesunąć wskazówki na planszowym zegarze, a jak zrobimy to 12 razy i wybije 12 to przegrywamy #najgorzej
  • i z grą typu cluedo, bo na podstawie zebranych z planszy par, musimy odgadnąć jakie przedmioty kryją się w skrzyni na poddaszu

Bardzo zacna gra, która nie nudzi i daje od siebie opcję na ćwiczenie fajnych umiejętności. 😉. Wiek 3+ Więcej szczegółów TUTAJ.

Ubongo Duo

Pierwszą odsłoną Ubongo jaką poznaliśmy była już kilka dobrych lat temu wersja Extreme. Niezwykle wspaniała i trudna jeszcze bardziej niezwykle 😀 Na czym z grubsza polega Ubongo? Otóż trzeba kombinować przestrzennie, bo każdy z graczy dostaje zestaw różnokształtnych kafelków (w Duo jest ich po 21 na gracza, ale w danej rundzie w zależności od stopnia trudności, który wybierzemy, gracz dostaje 4 lub 5), a zadanie polega na tym by ułożyć je na planszy tak zmyślnie by dokładnie ją pokryły. I nad tym moi mili trzeba się czasem natrudzić dość mocno, stąd gra raczej dla starszych dzieci (opakowanie sugeruje 8+). Choć wcześniej też można jak się chce – nasz czterolatek próbuje z nami grać, niemniej zwykle z marnym rezultatem i fochem, że mu nie wychodzi. Cóż, mi też nie zawsze wychodzi, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo jest to taki typ gry, który osobiście uwielbiam.

Rozgrywka jest szybka, wszyscy działają w tym samym czasie więc nie ma siedzenia i zamulania, że jak masz pięcioosobową rodzinę to czekasz aż reszta osób zrobi swój ruch w kolejce, no i trzeba używać mózgownicy, a nie polegać li tylko na rzucie kostką. Uważam, że to wspaniała propozycja prezentowa dla dzieci w wieku od szkolnego i w górę, bo będzie frajdą niezależnie od wieku. Nie trzeba też 15 osób do grania żeby było fajnie, bo jak nazwa wskazuje potrzebne są zaledwie dwie – więc sprawdzi się chyba w każdym modelu rodziny 😉 Jeśli chcecie coś dla większej ilości osób i z wykręconym poziomem trudności to zwykłe Ubongo lub Ubongo Extreme będzie dla was😉 Więcej szczegółów TUTAJ.

Papua

Papua to jedna z moich najukochańszych gier planszowych. Odkąd poznałam, a było to z 2-3 lata temu – przepadłam. To jest taka gra, że jak dzieci mówią pogramy, to ja nigdy nie odmówię partyjce Papułci. Jest wspaniała!

Podobnie jak w Ubongo ważna jest tu szybkość i wyobraźnia przestrzenna – przy czym wg mnie Papua jest łatwiejsza niż Ubongo i można z nią swobodnie grać już z młodszymi dziećmi (moi mieli 5-6 jak zaczynali) Gra jest przystosowana dla maks 4 graczy – przy czym w jednej rozgrywce można różnicować poziom trudności tj, dzieci mogą jechać łatwiejsze plansze, a dorośli równolegle trudniejsze, dzięki czemu gra jest bardziej fair i wyrównana. No i emocjonująca też.

Na czym polega? Otóż na każdej planszy mamy 4 wyspy, które trzeba połączyć dostępnymi mostami. Brzmi jak nuda i prościzna? Otóż moi mili to jest dalekie i od nudy i prościzny! Trzeba kombinować i trzeba się spieszyć, bo wygrywa tylko ten kto najszybciej połączy wyspy. Wyśmienita jest to zabawa. A i edukacyjna przy okazji. Polecam 876/10 😉. Szczegóły TUTAJ.

Archimedes

Superowa gra matematyczna, w której mając do dyspozycji pięć kart w ręku i jedną kartę ze stosu trzeba układać równania. Przepiękna do pokazania, że matma i liczenie to może być fajna rzecz. Szkoli szybkie dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie. Główka pracuje, mordka się cieszy, wszyscy są zadowoleni. Bardzo, bardzo lubię takie gry, w których radośnie i nienachalnie robi się w sumie to co w szkole i pokazuje, jakie to jest wspaniałe. Zresztą autorem jest dr Reiner Knizia – matematyk i twórca wielu absolutnie hitowych gier planszowych, więc ludziska złote, to musiało być dobre. I jest. Do tego opcja budżetowa, bo gra jest jak na planszóweczki niedroga, a daje masę rozrywki. No i jest w wersji kieszonkowej pod względem wielkości co też jest plusem, bo zmieści się wszędzie. Bardzo, bardzo polecamy! Więcej szczegółów TUTAJ.

Fajne jest to, że na kartach są znane matematyczki i matematycy – można zrobić śledztwo w zakresie tego kto jest kim – wiecie takie dać dziecku zadanie żeby wyszukało w internecie. Nauczy się trochę szukania informacji, a może i przy okazji zainspiruje. Btw Egmont ma też serię komiksów Najwybitniejsi Naukowcy – wśród nich jest też ten o Hypatii – TUTAJ można zobaczyć.

Gry do plecaka

Tutaj jeszcze na fali Archimedesa – propozycja jeśli potrzebujecie drobnego, budżetowego, acz fajnego prezentu. Albo z jakiegoś powodu polujecie jeszcze na dodatek do prezentu. Gry do plecaka to małe i zgrabne gry karciane – dzięki czemu nie zwalają swym potężnym jestestwem połowy pokoju, a dodatkowo można je zabrać ze sobą na ferie zimowe. Nasi faworyci (którzy jeżdżą z nami na każde wakacje) to poza Archimedesem – Lato z komarami i Szkoła latania. W Lato z komarami na luzie gra z nami nasz czterolatek, a jednocześnie jak równy z równym w wakacje grali z nim nastolatkowie i dorośli i wszyscy się dobrze bawili. Zasady diabelnie prościutkie.

W przypadku szkoły latania trzeba już sprawnie dodawać i liczyć więc to już dla tych dzieci powiedzmy 6/7+ które ogarniają takie rzeczy. Bardzo fajna, szybka, sprawna i szkoląca liczenie poprzez zabawę rozgryweczka. Bardzo lubimy. Szczegółu TUTAJ.

No to teraz przechodzimy do komiksów – inne, które lubimy polecałam już w TYM czy TYM wpisie – więc jak poszukujecie szerszego wyboru to odsyłam tam 🙂

Kaczogród

Historia tej serii w naszym domu sięga… ubiegłego wieku. Kiedy to mąż mój małym chłopcem był i wielbił komiksy o Kaczorze. Jego rodzice do dziś mają zachomikowane te gazetki, skrupulatnie przez niego ongiś przeglądane. Chłopak ma taki sentyment, że kiedy tylko dzieci dorosły mu do wieku w którym czytają, to pierwsze co zrobił to zasypał ich tomiskami zebranych opowieści z Kaczogrodu. Nie wiem co by zrobił jakby nie chwycili przynęty, tylko powiedzieli „ej tato weź co to w ogóle ma być?”, ale na szczęście chwycili. Kolejne tomy pojawiały się na kolejne okazje na naszych półkach, robiąc furorę u dzieci. A każdy z nich wałkowany był przez młodocianych (i jedną sztukę starego) po kilkadziesiąt, jak nie kilkaset razy – wracają do nich nałogowo. Carl Barks nie od parady jest zresztą uważany za mistrza i wybitnego twórcę komiksów. Na jego postaciach w tym Sknerusie, Diodaku. Braciach Be czy Gogusiu – wyrosło zresztą kilka pokoleń (w tym moje).

Półka mojego syna 😉

Co ważne – to są oryginale historie ze swojej epoki. To nie jest Kaczor Donald przerobiony na modłę dzisiejszych czasów – to są oryginalne komiksy, które powstawały w latach ’40, ’50 i ’60. Z całym swym historycznym urokiem. Ja to bardzo cenię, bo staramy się uczyć dzieciaki odbierania pewnych rzeczy też z perspektywy czasów, w których powstały. Na tle innych komiksów Kaczogród wyróżnia się też obszernością – tu jest naprawdę duuuuuużo czytania. 🙂 Więcej szczegółów TUTAJ.

A może prenumerata? Czyli Gigant Poleca

A półka pod tą pokazaną u góry wygląda u nas tak 😀

Tutaj historia jest mniej więcej taka sama jak powyżej, tylko, że tym razem tata wykupił ze 2 lata temu prenumeratę komiksów Gigant Poleca. I od tego czasu regularnie kolejny numer przychodzi nam wprost do skrzyneczki, radując dziecięce serca i najgorzej jak wracają w dniu kiedy przyjdzie Gigant o tym samym czasie ze szkoły, bo wtedy jest walka o to kto czyta pierwszy. Taka prenumerata to też super pomysł na prezent – będzie przypominać o sobie przez calutki rok. A teraz jest też opcja pod tytułem plecak gratis (też go mamy a jakże :D). I to serio fajne jak wam regularnie wpada do skrzynki coś fajnego do czytania! A i pasujące do siebie grzbiety, tworzące większy obrazek to rzecz miła. Więcej o prenumeracie TUTAJ.

Seria o Mikim

Gdybyście się nie zorientowali na podstawie powyższego to mamy w domu generalnie fanów Disneyowskiego świata Donald-Miki, stąd komiks o Mikim doskonale wpisał się w upodobania mojego średniego syna. Ot tym razem Miki jest dziennikarzem i w poszukiwaniu dobrego materiału dociera do wehikułu czasu i przenosi się w czasie. Mój młodzian, dodatkowo wielki fan historii, bardzo docenia te historyczne mrugnięcia oczkiem do publiki i gagi typowo donaldowo-mikowe. Jak ktoś lubi te klimaty to będzie zadowolonym człowiekiem, ja przeczytałam z przyjemnością. Wersja wizualna też jest fajna. Wiek? No szkolny zdecydowanie żeby wyłapać humor i mrugnięcia oczkiem. Więcej szczegółów TUTAJ.

Na fali bycia fanami uniwersum Donalda i Mikiego czekamy też teraz na premierę Pamiętników Sknerusa – jak wasze dziecię zna już wszystko – to to może być dobry trop. Bo nowiutkie 😉 Szczegóły TU.

Cykl mój pierwszy komiks 5+

A na koniec podrzucam wam jeszcze wieści o całym, potężnym cyklu albumów przeznaczonych dla dzieci, które dopiero zaczynają przygodę z komiksami – w cyklu znajdziecie znane europejskie serie jak:

  • Pan Borsuk i Pani Lisica (jedna z niewielu pozycji książkowych jakie znam o rodzinie patchworkowej!),
  • Opowieści z Bukowego Lasu,
  • Dziobak Toto
  • czy bardzo lubiany przez mojego czterolatka (bo w pozostałe jeszcze nie próbowaliśmy wchodzić – młody jest za młody) – Bartłomiej i Karmelek, który jest taką miłą fuzją książeczki obrazkowej i komiksu. Więcej o cyklu mój pierwszy komiks TUTAJ.

Dzięki za uwagę! Trafionych prezentów, świetnej lektury i wciągających rozgrywek życzę!

Autorka książki Pierwsze lata życia matki i współautorka Wspieralnika rodzicielskiego. Od niemal dekady przybliża rodzicom badania związane z tematami okołorodzicielskimi - nie po to by im doradzić, ale po to by ich ukoić. Czekoladoholiczka, która nie ma absolutnie żadnego hobby. Poza spaniem rzecz jasna. Pomysłodawczyni nurtu zabaw Montesorry, a także rodzicielstwa opartego na lenistwie. Prywatnie mama trójki dzieci.

Be first to comment